"Wyrok nie jest prawomocny. Zapowiedź apelacji złożył już obrońca oskarżonego, któremu doręczane jest uzasadnienie wyroku. Od daty doręczenia ma on 14 dni na złożenie apelacji"
– poinformował rzecznik bielskiego sądu okręgowego sędzia Jarosław Sablik.
Rzecznik dodał, że Andrzej K. musi również naprawić szkodę, którą wyrządził. Ponad 590 tys. zł jest winien komunalnemu Zakładowi Gospodarki Mieszkaniowej, a 94 tys. zł pokrzywdzonym.
Wybuch i pożar miały miejsce w kwietniu ub.r. Zdaniem mieszkańców, ich sąsiad Andrzej K., wielokrotnie odgrażał się, iż "wysadzi dom w powietrze". Tego dnia pozostawił kanister koło piecyka z otwartym paleniskiem. Po wybuchu powstał pożar, który objął kamienicę.
W pożarze nikt nie został poszkodowany. Bez dachu nad głową zostało jednak 15 osób, w tym rodziny z dziećmi. Stracili cały dobytek. Pierwszą noc spędzili u rodzin, a później miasto zaoferowało im inne mieszkania. Otrzymali też pomoc finansową od samorządu.
Budynek po wybuchu i pożarze nie nadawał się do użytku. Został już wyburzony.
K. został zatrzymany następnego dnia po pożarze. Był pijany. Miał we krwi niemal 2 prom. alkoholu. Gdy wytrzeźwiał, trafił do prokuratury. Usłyszał zarzut spowodowania - poprzez wywołanie eksplozji - katastrofy zagrażającej życiu wielu osób. Mówił, że niczego nie pamięta. Został aresztowany.
Jesienią ub.r., podczas pierwszej rozprawy w bielskim sądzie rejonowym, przyznał się do winy i wyraził skruchę. Mówił, że był pijany i nie wiedział, co robi.
Podczas pierwszej rozprawy Andrzej K. wystąpił z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze. Zaproponował dla siebie cztery lata więzienia. Sprzeciwiła się temu prokuratura i poszkodowani. Prokurator Mateusz Wolny argumentował, że K. w 2001 r. był już skazany na 4 lata za podpalenie. "Nawet jego linia obrony była wówczas identyczna. Tłumaczył się niepamięcią i byciem pod wpływem alkoholu" - dodał śledczy. Sąd nie uwzględnił wniosku Andrzeja K.