Jak wynika z akt IPN-u, dyplomata był w latach 80. zarejestrowanym kontaktem operacyjnym wywiadu MSW w PRL-u. Proces lustracyjny byłego konsula trwa od marca br. przed Sądem Okręgowym w Warszawie. IPN wnosi o uznanie go za kłamcę lustracyjnego w związku z zatajeniem faktu współpracy z Departamentem I Służby Bezpieczeństwa. Krzysztof Smyk do wysokich szczebli kariery dochodził już w PRL-u. W MSZ-ecie pracuje od 37 lat. Dyplomata w działaniu na rzecz bezpieki jako kontakt operacyjny dla konspiracji posługiwał się pseudonimami Stanisław i Faron.
Komunistyczny wywiad zainteresował się nim w 1980 r., gdy został wysłany na placówkę do USA. Oficjalnie pełnił tam funkcję attaché w przedstawicielstwie PRL-u przy ONZ-ecie w Nowym Jorku. Wywiad SB ostatecznie w 1983 r. przyjął na kontakt dyplomatę będącego wówczas w strukturach PZPR-u. W rozmowie z nami Smyk przyznał, że w PRL-u działał nie tylko dla partii. Jeszcze w latach 80. przeszedł do satelickiego wobec PZPR-u Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, a po roku 1989, podobnie jak inni działacze, znalazł się w PSL-u. – Z działalności partyjnej zrezygnowałem pod koniec lat 90. – mówił nam dyplomata.
W aktach IPN-u zachowała się jego deklaracja jako kontaktu operacyjnego, w której zobowiązuje się do składania pisemnych informacji SB i podpisywania ich pseudonimem. „Faron” obiecał pomagać SB między innymi w zakresie dostarczania ocen wizyty papieża w Polsce zbieranych wśród dyplomatów zatrudnionych w nowojorskiej siedzibie ONZ-etu. Pytany o pomaganie SB w zbieraniu informacji o papieskiej wizycie nie zaprzeczył. – Na pewno taka notatka była opracowywana przez wywiad. Chodziło o rozpoznanie reakcji na wizytę w Polsce głowy Watykanu – odpowiadał w sądzie Smyk.
Po powrocie z USA do kraju dyplomata podtrzymał wolę współpracy z wywiadem PRL-u, który po pięciu latach przerwał z nim współpracę.
Smyk pełnił m.in. funkcję konsula generalnego na placówkach w Libii i Chinach. Do tej pory zatrudniony jest w MSZ-ecie, gdzie pobiera pensję z czterema zerami.