"Trzeba było się liczyć z tym, że koniec jego kariery może nastąpić w każdej chwili. Adam przecież w tym roku skończy 34 lata. Ta decyzja związana jest także z jego sytuacją rodzinną. Uprawianie sportu na takim poziomie, jaki prezentuje Adam, to są przecież wielkie wyrzeczenia" – tłumaczy Tajner, który czuwał nad formą Małysza, gdy ten zaczął odnosić sukcesy. "Oficjalnie powiedział mi o tym Adam trzy tygodnie temu. Musiał mnie o tym poinformować odpowiednio wcześnie, bo musimy poczynić pewne plany organizacyjne i szkoleniowe" - dodaje.
Tajner nie załamuje rąk. Widzi światełko w tunelu i zawodnika, który może zastąpić Małysza i być liderem polskiej kadry. "To oczywiście olbrzymia strata dla polskich skoków, ale chciałbym przypomnieć konkurs w Zakopanem. Tam stało się coś symbolicznego. W tym samym w dniu, w którym Adam Małysz upadł na Wielkiej Krokwi, swoje pierwsze zwycięstwo w karierze odniósł Kamil Stoch. Wszyscy zobaczyliśmy, że mamy zawodnika, który może wygrywać, który może być liderem kadry i może go zastąpić. Szkoda, że w Oslo Kamilowi nie udało się stanąć na podium. Mamy duży potencjał i wierzę, że i bez Adama będziemy zdobywać medale" - przyznał sternik PZN. To właśnie Stoch ma być "następcą" Małysza.
Tajner ma także kilka propozycji dla polskiego mistrza skoków. "Oczywiście wiąże z nim pewne plany i jeżeli któraś z moich propozycji będzie mu odpowiadać, to mam nadzieję, że nadal zostanie przy polskich skokach" - tłumaczy. "Odejście Adama Małysza wcale nie osłabia naszych szans na kolejne lata. Mamy naprawdę wielki potencjał. Jest bardzo możliwe, że i bez Adama będziemy mieli takie szanse zdobycia medali, jak teraz" - dodaje.
Małysz po raz ostatni pojawi się na skoczni 26 marca. Wówczas podczas zawodów "skoków do celu" pożegna się z kibicami. "Mimo odżywek, jakiejś chemii, broń Boże dopingu, ale legalnych środków, które rujnowały mi wątrobę, organizm powoli się buntował" - tłumaczy mistrz. "Wiem ilu mam kibiców. Wiem, że to dla niektórych może być szok. Ale oni też muszą zrozumieć, że nie jestem robotem" - dodaje.