Radosław Sikorski w trakcie rozmowy z Tomaszem Lisem wyraźnie rozgoryczony ostatnimi wydarzeniami zdobył się na niecodzienne wyznanie:
W dalszej części rozmowy Sikorski przedstawił nawet swoją teorię, wyjaśniającą, kto stoi za falą dymisji w rządzie Ewy Kopacz i niechybnym końcem jego politycznej kariery.Ja grzecznym chłopcem nie byłem. Ani za komuny, ani w Afganistanie, ani w Angoli, ani wśród żołnierzy w MON... Więc jeżeli teraz standardem jest, że niezależnie od tego, co zrobiłeś, co potrafisz i jakie masz dokonania, wystarczy jeden koszarowy dowcip przy kielichu i eliminują cię z życia publicznego, to obawiam się, że ta cena jest zbyt wysoka – czytamy w „Newsweeku”.
Odnosząc się już bezpośrednio do afery podsłuchowej i swojego w niej udziału Radosław Sikorski nadal zdaje się nie dostrzegać sedna problemu.Groziło nam, że kampania wyborcza będzie grą nielegalnymi taśmami, podsłuchami, za pomocą których grupa typów spod ciemnej gwiazdy, wykorzystując media, przy bierności prokuratury i - zdaje się - z jakimś wkładem opozycji, próbowała przeprowadzić pełzający zamach stanu - tłumaczy Sikorski.
Nie porównuję się, ale gdyby nagrano marszałka Piłsudskiego, jak biesiaduje ze swoimi oficerami, to też parę grubych słów by padło (...) Błogosławiony kraj, który ma takie afery - przekonywał były już marszałek Sejmu.