Komisja Nadzoru Finansowego przespała kilka lat w pełnieniu funkcji nadzorczych, dopuszczając do nadmiernego zadłużenia sektora we frankach szwajcarskich i innych walutach obcych. Teraz, kiedy mamy do czynienia z rozchwianymi kursami franka, sytuacja dla finansów banków stała się niebezpieczna. Dlatego też KNF w obawie przed konsekwencjami – pod pretekstem ochrony kredytobiorców (o których wcześniej nie pomyślała) – złożyła propozycje przewalutowania kredytów we frankach, dzieląc nowy kredyt na dwie części. Jedna odzwierciedlałaby dług zaciągnięty w dniu podpisania umowy kredytowej, druga zaś – zadłużenie narosłe wskutek wzrostu kursu franka. Ta druga część byłaby spłacana po połowie przez kredytobiorców i banki. Jeśli klient wpłaciłby ratę w wysokości 1 tys. zł, drugi tysiąc dokładałby bank. Propozycja KNF wciąż osłania banki, jest korzystniejsza dla sektora niż dla kredytobiorców. Banki co prawda traciłyby rocznie 7 proc. swoich zysków, ale – jak ocenia KNF – nie wywróciłoby to ich finansów. – Część sektora jest przychylna mojej koncepcji przewalutowania, a część nie – przyznał szef KNF Andrzej Jakubiak. – Nie jestem idealistą. Wiem, że nie wszyscy w to wejdą – powiedział. KNF rozmawia z prezesami i właścicielami banków, bo chce, aby to była jak najszersza grupa.
Najlepsze dla systemu byłoby, aby ci, którzy zdecydują się na propozycje KNF‑u, zastosowali jeden system przewalutowania – uważa Jakubiak. I wyjaśnia, że jest to ważne z punktu widzenia ustawodawcy, który musi uregulować kwestie podatkowe. Niemniej minister finansów Mateusz Szczurek uspokaja banki: dochód z przewalutowania nie będzie opodatkowany.
Banki próbują jeszcze się targować. Niektóre z nich złożyły propozycję, aby druga część kredytu po przewalutowaniu była oprocentowana na poziomie chociażby 1 proc. Dzięki temu ich straty zostałyby nieco zniwelowane. KNF, na której spoczywa obowiązek ochrony systemu, używa straszaka. – Jesteśmy nadzorcą, musimy dbać o bezpieczeństwo systemu i bezpieczeństwo depozytów. W razie czego [w wypadku braku zgody] mamy katalog instrumentów, z których będziemy korzystali – ostrzegł Jakubiak. Tymi instrumentami są dodatkowe narzuty kapitałowe, które banki musiałyby spełnić, oraz wyższej wagi ryzyka dla kredytów hipotecznych, czyli zaostrzenie wymogów przy udzielaniu pożyczek.
– Jeśli będzie dochodziło do sądowych rozstrzygnięć dotyczących ważności zobowiązań kredytowych i będą one zapadały na niekorzyść banków, będziemy od banków żądali adekwatnego zabezpieczenia ryzyka kapitałem – oświadczył Jakubiak. Mówiąc prościej, jeśli kredytobiorcy zaczną wygrywać w sądach odszkodowania, to KNF będzie żądała od banków dodatkowego wzmocnienia kapitałowego. Wysokość odszkodowań może być tak ogromna, że podetnie kondycję finansową banków. Do tego właśnie nie chce dopuścić KNF, bo w bankach są jeszcze depozyty. Od siły banków zależy również zasilana kredytami gospodarka.