Jaruzelski urodził się 6 lipca 1923 r. w Kurowie. W jego oficjalnej biografii jest długa lista stanowisk, które zajmował: prezydent PRL, przewodniczący Rady Państwa PRL, prezes Rady Ministrów PRL, szef Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która wprowadziła stan wojenny. Nie ma jednak ani słowa o pobycie w więzieniu, czy jakiejkolwiek odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w czasach PRL. Bo nigdy takiej nie poniósł.
Jaruzelski był też – i to chyba największa hańba dla „elit” i „autorytetów” III RP – został wybrany prezydentem po ’89 r.
Wojciech Jaruzelski do śmierci pozostał generałem, choć kombatanci i ofiary PRL-owskiego aparatu domagały się zdegradowania aparatczyka. III RP nigdy też nie pozwoliła na pociągnięcia zbrodniarza do odpowiedzialności za liczne zbrodni. Ich lista jest długa, ale przypomnieć trzeba chociaż te najważniejsze:
Jaruzelski jako minister obrony narodowej w 1970 r. nadzorował krwawe tłumienie protestu robotników na Wybrzeżu, a później żałośnie tłumaczył się, że decyzję o strzelaniu do robotników podjęło kierownictwo partii, do którego wówczas nie należał. Wprowadzenie stanu wojennego – w konsekwencji pozbawianie wolności tysięcy ludzi, mord górników w kopalni Wujek, panoszenie się ZOMO – i lansowana do dziś teza o groźbie rosyjskiej interwencji. Bestialskie mordy duchownych dokonywane przez oprawców ze służb specjalnych PRL.
Można się spodziewać, że byli partyjni towarzysze Jaruzelskiego będą teraz ronić łzy, a wspierani przez niektóre media (tytułu nawet nie trzeba wymieniać) zaczną domagać się pogrzebu z państwowymi honorami stosując wytrych „przecież to były prezydent”. Jeśli do tego dojdzie, będzie to kolejna hańba. Dla pamięci ofiar, ich rodzin i dla Polski.