W 2009 r. było dwa razy mniej napadów, a w 2008 r. blisko pięć razy mniej. Bandyci najczęściej wybierali niewielkie miejskie placówki, które nie miały ochroniarzy. Wpadło połowy rabusiów.
Zwiększonej ilości napadów nie da się prosto wytłumaczyć np. większą ilością placówek w Polsce. W 2008 r. było ich blisko 14 tys., rok później już tysiąc więcej. Ale w 2010 r. ubyło ponad 400 placówek, a ilość napadów wzrosła dwukrotnie – pisze „Rzeczpospolita”.
Przedstawiciele banków uspokajają też, że w Polsce nie jest najgorzej: co roku ofiarą pada co setna placówka. Tymczasem w Europie średnio – co pięćdziesiąta. We Włoszech np. co roku napadana jest statystycznie co dziesiąta placówka bankowa. Cztery razy wyższa w Europie jest też średnio skradziona kwota podczas jednego napadu (w Polsce to 5,6 tys. euro).