Dziennikarz spekulując odnośnie rosyjskiego desantu koło Słupska pytał doświadczonych dowódców o stan naszej armii w razie mobilizacji. Ile warte jest nasze wojsko, które w razie zagrożenia powiększa się do 300 tysięcy żołnierzy? - Jestem pewien, że próbne poderwanie i wyjście na pozycje pancernego batalionu rezerwistów zakończyłby się organizacyjną klęską – powiedział gazecie oficer liniowy.
Rezerwistów nie szkolono od pięciu lat. Rok temu powrócono do tego tematu. - Moglibyśmy bronić kwadratu 200 na 200 kilometrów. Tyle, że Polska to mniej więcej 1000 na 1000 kilometrów. Wizytówki armii? 6 Brygada Powietrzno-Desantowa z Krakowa, 11 dywizja pancerna z Żagania. W sumie stać nas na wystawienie przyzwoitego korpusu – powiedział generał, który zajmował się dużymi ćwiczeniami.
Korpus składa się z kilku dywizji lub brygad. Dywizja to od 5 do 15 tys. ludzi. Razem to średnio około 30 tysięcy żołnierzy, a armia zawodowa liczy 100 tys. …
Jak mówi generał polska armia ma niezliczone sztaby w tym dowództwo i logistyka. - Spośród tych 100 tysięcy liniowego wojska jest może połowa – podsumowuje.
W razie ataku ze wschodu moglibyśmy liczyć na wsparcie NATO, a właściwie Stanów Zjednoczonych. Jednak według jednego z byłych dowódców armii jest jeden problem. - Amerykanie nie mają wojska w Europie. Zanim zmontowaliby odpowiednio duży kontyngent minęłoby kilkadziesiąt dni i byłoby po zawodach – mówi.
Na Rosjanach robią natomiast wrażenie Amerykańskie samoloty na terytorium Europy. Jak zapowiedział Biały Dom, w tym tygodniu ma do nas trafić tuzin amerykańskich myśliwców F-16. Razem daje to 60 maszyn.
- Oczywiście 60 myśliwców nie wygra wojny. Z resztą nie o to chodzi. Idzie o danie Rosjanom wyraźnego sygnału "Halo, Amerykanie tu są". Wiadomość o przenosinach myśliwców do Polski została w Moskwie odnotowana” – powiedziała osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo państwa.
Europa nie dysponuje armią, która samodzielnie mogłaby stawić czoła Rosjanom i Białorusinom idącym na zachód. Wojsko Polskie również nie miało by szans, mimo dodatkowego wsparcia amerykańskich samolotów.
- Równowaga, jak w czasach zimnej wojny, opiera się na wzajemnym odstraszaniu się Rosjan i Amerykanów. Zaatakowanie Polski oznaczałoby wybuch III wojny światowej. Po takiej wojnie niewiele zostałoby nie tyle z Polski, co z całej współczesnej cywilizacji – mówiła kolejna osoba w rozmowie z „Wprost”.