Jacek Protasiewicz już na różne sposoby tłumaczył swoje zachowanie na frakfurckim lotnisku, ale żeby podpierać się Adamem Mickiewiczem? To nowość.
- W "Panu Tadeuszu" nawet stateczny Sędzia w pewnym momencie widzi siebie "z synowcem na czele". Nie myśli, czy to ma sens, tylko daje się ponieść emocjom, bo „jakoś to będzie”. Sędzia, a co dopiero jakieś hreczkosieje, do których mi genetycznie bliżej niż do Sędziego - tłumaczy Protasiewicz.
Przyznał, że tego dnia pił alkohol. Jak mówi, było o dwie buteleczki za dużo. Ale do tej pory zapewniał, że były tylko dwie buteleczki.
Protasiewiczowi jest wstyd i przeprasza za swoje zachowanie, ale pełnej skruchy jakoś dostrzec nie można, bo ciągle uważa, że padł ofiarą prowokacji. Twierdzi, że gdyby usłyszał "raus", to i bez "dwóch buteleczek" by zareagował.
No, a co z konferencją, na której Protasiewicz ośmieszał się przez kilkanaście minut. Oczywiście, to nie jego wina.
- Nic nie usprawiedliwia braku profesjonalizmu polskiego działu prasowego w Parlamencie Europejskim, który fatalnie ją przygotował od strony technicznej i nawet nie poinformował mnie, że będzie transmisja na żywo. Jednak ich brak profesjonalizmu nie usprawiedliwia mnie - stwierdził Protasiewicz. No, prawie żal się nam pana posła zrobiło.
Protasiewicz od razu też zapewnił, że nie zamierza rezygnować z funkcji szefa dolnośląskich struktur PO.
- Nie widzę takiej potrzeby. Dałem plamę jako europoseł i dlatego zawieszam tę cześć mojej działalności. W regionie natomiast będę się starał o odzyskanie zaufania wyborców i sympatyków PO - twierdzi. Ach, te standardy w Platformie...