Wszystko zdarzyło się cztery lata temu, kiedy to 58-letnia krakowianka zadzwoniła do lekarza, który zajmował się detoksykacją poalkoholową – przypomina „Dziennik Polski”.
Mężczyzna przyjechał na wizytę, najpierw podał pacjentce zastrzyk z lekami, po których straciła przytomność, a potem wykorzystał. Sprawa pewnie nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie 30-letni syn pacjentki, który nagle zjawił się w jej mieszkaniu.
Prokuratura oskarżyła lekarza o podstępne zgwałcenie nieprzytomnej pacjentki. Anestezjolog nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Badania genetyczne nie wykluczyły jednak, że mogło dojść do gwałtu. W 2009 roku lekarz został uznany winnym nie zgwałcenia, lecz wykorzystania seksualnego bezbronnej pacjentki, za co wymierzono mu karę 2,5 roku więzienia. Anestezjolog wniósł apelację i wykonanie kary więzienia zawieszono mu na dwa lata.
Teraz kobieta skierowała do sądu pozew przeciwko lekarzowi domagając się 100 tys. zł zadośćuczynienia.