- Kwietniowy lot Tu-154, to był lot państwowy, a nie cywilny. Organizacja ICAO zajmuje się jedynie lotami cywilnymi - powiedział w rozmowie z Faktami TVN rzecznik ICAO Denis Chagnon.
Rosjanie twierdzą jednak, że polski rząd zgodził się na to, żeby prezydencki lot do Smoleńska uznać za cywilny, a nie wojskowy. Właśnie dlatego śledztwem zajął się Międzypaństwowy Komitet Lotniczy.
"Rosjanie uznali, że lot z 10 kwietnia operował jako cywilny. Natomiast my uważamy, że ostatnia część lotu powinna być zakwalifikowana jako operacja wojskowa, i takie też procedury powinny obowiązywać tego dnia w Smoleńsku" - mówił kilka miesięcy temu Edmund Klich, były akredytowany przedstawiciel Polski przy MAK. "Jeżeli przyjmiemy, że był to lot cywilny - jak chcą Rosjanie - to w takim przypadku całość odpowiedzialności spada na pilotów. To oni podejmują decyzję o lądowaniu, a wieża jest zobowiązana dostarczyć komplet informacji. W przypadku lotów wojskowych - w zależności od obowiązujących procedur - których, przypomnę, cały czas nie posiadamy, odpowiedzialność kontrolera ruchu zwiększa się. Szczegóły i uzasadnienie takiej, a nie innej kwalifikacji lotu MAK ma przedstawić w raporcie końcowym" - zaznaczył.
Teraz MAK twierdzi, że "śledztwo zostało zakończone, a raport jest ostateczny". Większośc ekspertów uważa, że nikt nie zmusi Rosjan do napisania go od nowa.