Samo znalezienie się wśród 32 klubów, które zagrają w Champions League, równa się z zarobieniem 8,6 mln euro. To ponad połowa tego, co Legia zarobiła przez cały 2012 r. W samej fazie grupowej byłoby już Legii bardzo trudno o jakiekolwiek punkty, jednak zwycięstwo tam to dodatkowy milion euro. Każdy remis to połowa tej kwoty. Kolejne pieniądze można uzyskać z tak zwanego „dnia meczowego” – chodzi tu o wpływy z biletów, wynajmu lóż czy kiosków gastronomicznych (ok. 2,5 mln euro). Podsumowując, Legia na grze w fazie grupowej Champions League mogłaby zarobić 15 mln euro (ok. 63,4 mln zł). To prawie cały budżet klubu z Łazienkowskiej w 2013 r. (ok. 70 mln zł).
Na drodze stoi Steaua, która także liczy na te pieniądze. W lidze rumuńskiej podopieczni Laurenta Reghecampfa zremisowali ostatnio 2:2 z Gazem Metan Medias, strzelając wyrównujące bramki dopiero pod koniec spotkania. Jednak Steaua, tak jak Legia z Lechią, wyszła na to spotkanie z rezerwowym składem, oszczędzając najlepszych zawodników na dzisiejsze spotkanie.
Oprócz samego spotkania głośno było ostatnio o decyzji UEFA, która na rewanżowy mecz Legia–Steaua zamknęła Żyletę, a więc trybunę z najzagorzalszymi fanami warszawskiego klubu. W związku z zamknięciem Żylety na Trybunę Wschodnią zostało przeniesione „gniazdo” z Trybuny Północnej. To tam będzie prowadzony doping, a kibice, którzy mieli już kupione bilety, dostali miejsca na trybunie im. Kazimierza Deyny. Dodatkowo włodarze Legii planują niespodziankę na zamkniętej Żylecie. Puste krzesełka mogą zostać przykryte wielkimi flagami.
Wracając do sportowego aspektu meczu, Legia jest w najlepszej sytuacji przed rewanżem spośród wszystkich polskich klubów, które grały w europejskich pucharach. To pierwszy wypadek w historii rozgrywek Champions League, w którym mistrz Polski nie przegrał pierwszego wyjazdowego starcia w rundzie decydującej o awansie do fazy grupowej. Podopiecznym Jana Urbana do awansu do Ligi Mistrzów wystarczy więc bezbramkowy remis.
Więcej w dzisiejszej Gazecie Polskiej Codziennie