Policja ogłosiła, że zginęło co najmniej 60 ludzi. Rannych - zależnie od źródeł - jest od 70 do około 200 osób; stan 20 jest bardzo poważny. Ratownicy i świadkowie mówią o "dantejskich scenach" na miejscu zdarzenia. Zwłoki leżą wzdłuż torów, nowe ciała co chwilę były wydobywane z wraków wagonów.
To najpoważniejszy wypadek pociągu w Hiszpanii od 1972 roku, kiedy w katastrofie kolejowej pod Sewillą zginęło 77 ludzi.
Rzecznik ambasady RP w Madrycie Maciej Bernatowicz powiedział, że na razie nie ma doniesień o polskich ofiarach, ale nie można tego wykluczyć, gdyż hiszpańska policja nie podaje tożsamości ofiar.
- Ale dobre informacje są takie, że konsulat nie otrzymuje żadnych telefonów ze szpitali - powiedział Bernatowicz.
Według hiszpańskich kolei RENFRE pociąg wykoleił się z nieokreślonych przyczyn około 3 kilometrów od dworca w Santiago de Compostela. Zdaniem ekspertów przywoływanych przez radio Cadena Ser przyczyną katastrofy kolejowej mogła być nadmierna prędkość, z którą pociąg pokonywał zakręt. Również świadkowie radia mówią, że pociąg bardzo szybko wchodził w skręt i w pewnym momencie jakby zaczął zawracać. Wtedy też wagony powpadały na siebie.