Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Siewcy nienawiści nie walczyli z myszami

Oskarżanie opozycji o kierowanie się nienawiścią oraz faszyzm nie jest nowym zabiegiem w polskiej polityce.

Autor:

Oskarżanie opozycji o kierowanie się nienawiścią oraz faszyzm nie jest nowym zabiegiem w polskiej polityce. Nie inaczej było w czasach, w których członków patriotycznego podziemia nazywano hitlerowcami, faszystami i reakcjonistami. Terminem „bandy leśne” propagandyści ówczesnego reżimu określali żołnierzy oddziałów NSZ, WiN i innych organizacji wolnościowych. Fałszywymi oskarżeniami o współpracę z niemieckim okupantem medialni „cyngle” Bieruta i Gomułki za wszelką cenę starali się przykryć zbrodnie i agenturalną działalność z okresu okupacji niemieckiej swoich mocodawców

W sytuacji politycznej, jaką wypracował Stalin na konferencjach pokojowych w Jałcie i Poczdamie, stało się jasne, że Polska po zakończeniu II wojny światowej znajdzie się w strefie wpływów sowieckiej Rosji. Tym sposobem legalny rząd polski urzędujący na emigracji stracił poparcie dotychczasowych sojuszników, którzy nad wyraz ochoczo pośpieszyli z uznaniem dla nowych włodarzy naszego kraju. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone zadowoliły się obietnicą przeprowadzenia możliwie szybko powszechnych wyborów parlamentarnych oraz faktem, że komuniści do swego rządu tymczasowego, kierowanego przez Edwarda Osóbkę-Morawskiego, zgodzili się dokooptować „londyńskiego” premiera Stanisława Mikołajczyka.
Wobec braku poparcia w szerokich rzeszach społeczeństwa polskiego do utrzymania przywiezionej na sowieckich czołgach władzy rodzimi komuniści potrzebowali dwóch czynników: stałej obecności sowieckich wojsk (w tym pułków NKWD) oraz sprawnego aparatu propagandowego. Wojska sowieckie gwarantowały siepaczom Urzędu Bezpieczeństwa wszelkie wsparcie w tępieniu zbrojnego podziemia niepodległościowego, podczas gdy celem propagandystów było łagodzenie reakcji społeczeństwa na bandytyckie metody, jakimi posługiwała się bezpieka.

 „Cyngle” Bieruta i Gomułki
Pierwszoplanowym zadaniem komunistycznych publikatorów było ośmieszanie przedwojennych rządów i politycznej emigracji, w tym głównie zohydzanie przywódców patriotycznego podziemia, którzy nie godzili się z sowietyzacją ojczyzny. W najstraszniejszym okresie stalinowskiego terroru w latach 1944–1948 głównym ośrodkiem propagandy komunistycznej w kraju była redakcja „Głosu Ludu”, oficjalnego organu prasowego Polskiej Partii Robotniczej. Zespołem tej bezpośredniej poprzedniczki „Trybuny Ludu” kierował Ostap Dłuski, właściwie Adolf Langer, współtwórca Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej oraz członek sekretariatu krajowego Komunistycznej Partii Polski, a także członek PPR. Po kongresie zjednoczeniowym (1948 r.), podczas którego doszło do fuzji PPR z Cyrankiewiczowską PPS, wszedł w skład Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Po latach (w 1960 r.) jego wysiłki znalazły uznanie – jako niezłomny bojownik o pokój i szczęście światowego proletariatu został uhonorowany Leninowską Nagrodą Pokoju.
Najczęstszym sposobem manipulacji opinią publiczną udręczonego niemiecką okupacją narodu polskiego stało się nazywanie niezłomnych w walce o niepodległą Polskę członków patriotycznego podziemia hitlerowcami, faszystami i reakcjonistami. Określenia te we wspomnianym kontekście eksploatowane były do znudzenia we wszystkich możliwych przypadkach. Terminem „bandy leśne” propagandyści ówczesnego reżimu nazywali żołnierzy oddziałów NSZ, WiN i innych organizacji wolnościowych. Fałszywymi oskarżeniami o współpracę z niemieckim okupantem, a w przypadku NSZ również o udział w mordowaniu Żydów medialni „cyngle” Bieruta i Gomułki za wszelką cenę starali się przykryć zbrodnie i agenturalną działalność swoich aktualnych mocodawców z okresu okupacji niemieckiej.

„Niedobitki polskich faszystów”
Prezentujemy zaledwie kilka cytatów, które jednak doskonale obrazują styl, w jakim ukazujący się w milionowym nakładzie dziennik „Głos Ludu” sączył propagandowe kłamstwa.
W „Głosie Ludu” z 1 października 1945 r. ukazała się relacja z łódzkiego procesu Mariana Grabowskiego oraz czterech innych skazanych na śmierć żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych:
„Ns-zetowcy to polscy hitlerowcy
Antypaństwowa robota krwawych zbirów jest konsekwentnym przedłużeniem ich kainowej działalności z czasów okupacji. Świeże są jeszcze w umyśle wspomnienia o przeprowadzanych wspólnie z żandarmami niemieckimi i Gestapo akcjach pacyfikacyjnych. Dobrze pamiętamy konszachty przywódców NSZ – różnych Kmiciców i Bohunów, Radziwiłłów i Nakoniecznikoff-Klukowskich z dowódcami policji niemieckiej i SS.
Mimo bankructwa faszyzmu w Europie faszyzm polski ze ślepą zaciekłością dążył do wprowadzenia rządów reakcyjnych w Polsce (...).
Ns-zetowcy to polscy hitlerowcy, to polscy kandydaci na SS-manów. NSZ dążył do tego, by odebrać ludowi polskiemu zdobyte prawa, by zmusić myśl swobodną i twórczą, by jątrzyć ludzi różnych narodowości i ras, by wprowadzić rząd pałki i obozów koncentracyjnych.
Dla nich wróg był we własnym narodzie, wrogiem był postęp, wrogiem był ruch ludowy i robotniczy”.
„Głos Ludu” z 2 października 1945 r. dotyczył tej samej sprawy:
„Pamiętamy doszczętnie obrabowane chaty biedoty wiejskiej, rezultat kwaterowania polskich SS-manów spod znaku NSZ. Pamiętamy jak młode obszarnicze córeczki w poszukiwaniu silnych wrażeń dobijały z automatów naszych żołnierzy Alowców rannych w czasie akcji pacyfikacyjnej (...).
Skazani w procesie łódzkim to płatni pachołkowie obszarnictwa, ohydne kreatury okradające się nawzajem w obrębie swojej szajki. Towarzystwo dobrane: zdeprawowani młodzieńcy, którzy dla paru złotych czy kieliszka wódki z całym spokojem strzelają do swoich rodaków (...).
Nasza służba bezpieczeństwa, złożona z wiernych żołnierzy demokracji, którzy w okresie okupacji czynnie walczyli z najeźdźcą i jego rodzimymi sługusami, nie ustaje i dziś w walce z niedobitkami polskiego faszyzmu”.
W „Głosie Ludu” z 4 października 1945 r. zacytowano natomiast mowę prokuratora wygłoszoną podczas procesu żołnierza AK ps. „Ludwik”:
„Na drogę politycznego bandytyzmu zawiodła reakcja grupkę członków byłego AK.
Niestety w szeregach AK znalazła się grupka zatwardziałych reakcjonistów, która zamiast uczciwej pracy nad odbudową Polski woleli wybrać drogę politycznego bandytyzmu”.
A z „Głosu Ludu” z listopada 1946 r. wystarczy przytoczyć sam tytuł: „Rozkład i zgnilizna moralna – Proces komendy głównej NSZ odsłania prawdziwe oblicze jej wodzów” (w artykule opisano proces Komendy Głównej NSZ).

 „Ostoja reakcji i intelektualnego zaścianka”
Śmiertelnym wrogiem jedynie słusznej ideologii był również Kościół katolicki, należało więc za wszelką cenę, bez względu na kłamliwość czy wręcz absurdalność zarzutów, godzić w katolickich księży, którzy dla budowniczych nowego sprawiedliwego świata byli ostoją reakcji i intelektualnego zaścianka.
W „Głosie Ludu” z 20 listopada 1946 r. w artykule „Dokąd prowadzą bezdroża faszyzmu – WiN i NSZ w przymierzu z wrogiem Polski” zajęto się sprawą ks. Zygmunta Jarkiewicza:
„Znienawidzone przez cały naród, a szczególnie przez wieś, bandy NSZ i inne, wzorując się na hitlerowcach mordują działaczy politycznych – demokratów, funkcjonariuszy bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej itd. (...).
Prokurator podnosi, że wszyscy współoskarżeni wskazywali na księdza Jarkiewicza jako na inspiratora ich działalności. Kapłan, którego usta miały nawoływać do miłości bliźniego, stał się siewcą nienawiści i wykorzystywał ambonę dla propagandy politycznej. Wzywał do nieoddawania kontyngentów i podżegał do likwidowania członków partii politycznych. Oskarżony ksiądz Jarkiewicz podważał i burzył porządek prawny. Banda, której przewodził, tworzyła na małym odcinku wsi Kliczki [tak w oryginale, chodzi o wieś Kiczki – przyp. PFC] to samo co na terenie państwa czynią nielegalne organizacje faszystowskie, tj. dążyła do obalenia ustroju demokratycznego Państwa Polskiego”.

 A pan Mikołajczyk uprawia opozycję
Na kilkadziesiąt dni przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego „Głos Ludu” stał się, nomen omen, gazetą wyborczą tzw. Bloku Demokratycznego. 1 grudnia 1946 r. zamieszczono w nim przemówienie tow. „Wiesława” (Władysława Gomułki, ówczesnego wicepremiera i ministra ziem odzyskanych) szkalujące między wierszami Stanisława Mikołajczyka.
„Naród pragnie jedności, nie chce rozbicia i potępia destrukcyjną opozycję sytych malkontentów, nie mają oni bowiem nic wspólnego z rzeczywistymi interesami Polski i mas ludowych w mieście i na wsi. Chłop na wsi, ale nie ten z Marszałkowskiej ulicy, ma już dosyć wszelkich band, które pod maską peeselowskiej samoobrony lub winowskiego patriotyzmu najzwyczajniej grabią jego mienie i mienie państwowe. Coraz częstsze wypadki oddawania przez ludność wiejską w ręce władz państwowych lub przeganianie bandytów przez chłopów dowodzą, że jad zatrutej propagandy reakcyjnej już nie skutkuje w takim stopniu jak dawniej”.
Polskie Stronnictwo Ludowe ze Stanisławem Mikołajczykiem na czele było wówczas jedyną autentyczną ogólnokrajową opozycją, wokół której skupiły się wszystkie niemal siły patriotyczne wrogie bolszewickim porządkom. Propaganda komunistyczna z każdej strony nawet w kuriozalnych słowach atakowała więc niebezpiecznego działacza ludowego.
„Głos Ludu” z 11 grudnia 1946 r. w artykule J. Wolskiego donosił:
„Szkodniki i szkodnicy niszczą nam kraj, a Pan Mikołajczyk uprawia opozycję (...).
Dla Pana Mikołajczyka główna rzecz to nie myszy i pomór, główna rzecz to wybory, które usuną wszystkie trudności, w tej liczbie myszy i zarazę stadniczą. Pan Mikołajczyk nie mobilizuje podległego mu aparatu do walki ze szkodnikami i chorobami, pan Mikołajczyk mobilizuje siły do walki z podstawami ustroju społeczno-gospodarczego, który chłopu dał ziemię i pomoże mu w stworzeniu dobrobytu”.
Wybory zostały rozpisane na 17 stycznia 1947 r. Komuniści mając w pamięci, że w tzw. referendum ludowym, które odbyło się ponad rok wcześniej, aż 86 proc. oddających głosy opowiedziało się przeciwko nowej władzy, nasilili terror bezpieki. W zakrojonej na niespotykaną skalę akcji wszystkich służb i przy użyciu wojska aresztowano w całym kraju ok. 80 tys. lokalnych aktywistów Mikołajczykowskiego PSL. 10 stycznia z Moskwy przyjechał do Polski zespół specjalistów pod przewodnictwem płk. Arona Pałkina, grupa profesjonalistów od fałszowania wyborczych wyników i preparowania dokumentów. Wybory wygrał tzw. Blok Demokratyczny, bo jak mawiał tow. Stalin, „Nieważne, kto i jak głosuje, ważne kto liczy głosy”.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska