Okażemy daleko idące wsparcie w sprawie przekazania próbek z wraku Tu-154 – zapewnił rosyjski wiceprokurator generalny Aleksander Zwiagincew. Urzędnik rozmawiał wczoraj przez telefon z szefem polskiej prokuratury Andrzejem Seremetem. Próbki są w Komitecie Śledczym Federacji Rosyjskiej.
Sami Rosjanie nie potrzebują tych próbek, ponieważ wykonali już swoje analizy. Po przetransportowaniu pobranego materiału do Polski zostaną one przebadane laboratoryjnie. – Planujemy, że zakończenie badań próbek nastąpi w ciągu kilku miesięcy do pół roku – poinformował rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa.
Według prokuratury dopiero badania laboratoryjne zabezpieczonych próbek będą mogły być podstawą do stwierdzenia śladów materiałów wybuchowych na tupolewie.
Dla byłego oficera Biura Ochrony Rządu, pirotechnika Roberta Terela, jedno jest pewne. Trotyl znaleziony na fotelach i innych częściach samolotu nie mógł pochodzić z czasów II wojny światowej. – Trotyl to nie pył, który po uderzeniu samolotu lub jego części w ziemię rozpylał się jak kurz – mówi. Przyznaje, że nie wie, skąd mógł się wziąć w tupolewie. – Z jednej strony mógł być pozostałością np. po ćwiczeniach pirotechników z psami. W takich wypadkach „znaczy” się jednak jedno miejsce materiałami wchodzącymi w skład środków wybuchowych, aby zwierzęta mogły je odnaleźć – mówi. Przyznaje także, że ślady trotylu na siedzeniach mogły być pozostałością po eksplozji. – W wyniku wybuchu nie spala się bowiem cały trotyl – dodaje Terela.
Były szef BOR Andrzej Pawlikowski nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jak to możliwe, że biegli Centralnego Biura Śledczego, którzy pobierali próbki na podstawie wskazań specjalistycznych spektrometrów, zgromadzili aż kilkaset próbek zawierających substancje wysokoenergetyczne, a pirotechnicy sprawdzający tupolewa przed jego wylotem do Smoleńska nie znaleźli nic.
Strona rosyjska poinformowała także polskiego prokuratora generalnego, że przygotowuje kolejną partię materiałów ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, które zostaną przekazane do Polski. Wśród tych akt prawdopodobnie będzie m.in. reszta dokumentacji medycznej sporządzona przez Rosjan po sekcjach zwłok ofiar. Wciąż bowiem nie ma w Polsce kompletu tych danych.
