Czy są dowody poza tymi, które ujawniła „Rzeczpospolita", że w Smoleńsku doszło do wybuchu?
Jeśli chodzi o dowody na to, że był wybuch, dowody pośrednie i bezpośrednie, o których mówili najpierw naukowcy z USA i Australii, a ostatnio i ci mieszkający w Polsce, jest ich bardzo wiele. Jest ich tyle, że w normalnym postępowaniu procesowym uznane byłyby za wystarczające. Teraz mówimy o dowodzie to wszystko zamykającym, ostatecznym. Ślady materiału wybuchowego są takim dowodem. Według naszej wiedzy, bardzo precyzyjne urządzenia wskazywały w sposób niebudzący wątpliwości, że chodziło o materiały wybuchowe.
Jak Pan skomentuje tłumaczenia prokuratury?
Prokuratura użyła tutaj bardzo charakterystycznego chwytu. W ogóle ma taki sposób działania, że jeżeli na coś nie ma już niepodważalnego dowodu, to mówi, że tak nie było. Weźmy tutaj przykład zamiany ciał. Mówi się coś, co jest zgodne z metodologią stosowaną w prokuraturze, tylko nie ma to wiele wspólnego z prawdą. Prokurator pisze, widząc zakrwawioną koszulę na ciele zamordowanego, że są na niej brązowe plamy. I tutaj właśnie użyto tej metody brązowych plam. Proszę sobie wyobrazić, że prok. Ireneusz Szeląg zaczyna swoją wypowiedź inaczej. Nie od powiedzenia, że niczego nie stwierdzono, ale że stwierdzono rzeczywiście ślady, które mogą świadczyć o materiałach wybuchowych, ale musimy je jeszcze zbadać w ramach procedur. Przekaz byłby zupełnie inny. Na spotkaniu z prok. Andrzejem Seremetem rozmawiałem również z prok. Szelągiem i przekazałem mu, co myślę o śledztwie. Będziemy się starali w odpowiedniej procedurze prawnej o zmianę prokuratury.
Premier Donald Tusk stwierdził, że nie może żyć w jednym kraju z liderem opozycji. Jak ocenić tę wypowiedź z perspektywy standardów demokratycznego państwa?
Szef tego rządu pozwala sobie na rzeczy, na które w państwie demokratycznym nie można sobie pozwolić. Mówiłem, że zamordowanie 96 osób to zbrodnia, ale nie mówiłem, że to zbrodnia Donalda Tuska. Mówiłem o mataczeniu rządu i to podtrzymuję. Prokuratura jakiś czas była całkowicie podporządkowana rządowi. Poza tym jest jasne, że Donald Tusk ma wpływ, także zagwarantowany prawnie, na prokuratora Seremeta.
Jeżeli rzeczywiście w badaniu nie znaleziono śladów materiałów wybuchowych, jak podczas konferencji prasowej mówił prokurator Szeląg, to dlaczego prokurator Seremet poszedł z tym do Donalda Tuska? To bardzo ciekawe. Jeżeli tam nic nie stwierdzono, to dlaczego przekazano to prokuratorowi Seremetowi i dlaczego ten poszedł z tym do premiera, który nie jest jego służbowym zwierzchnikiem?

