Ktoś pamięta Efialtesa? „Strachy i Lachy” sięgają początków polskiej historii, początków pamięci, która rozpoczyna się od niezwykłego sukcesu plemienia Polan. Każda autonomiczna wspólnota potrzebuje historii tego, czym była dla siebie, i tego, czym była dla innych. Bez niej się rozpada.
Nie dać się ujarzmić
Pierwszą taką naszą historię napisał w 1112 r. anonimowy cudzoziemiec na zamówienie Bolesława zwanego Krzywoustym. Nici historii w tej opowieści, które pierwszy raz splótł właśnie on, nie zerwały się do dzisiaj. Wspólny sens zdarzeń, który znalazł Gall Anonim, tkwił w uporczywej obronie „starodawnej wolności Polski”. To była i historia, i program. Nie dać się ujarzmić. Wiek później, krakowski biskup zwany Kadłubkiem dołożył swoją myśl: krytykę niepohamowanej żarłoczności imperiów.
Perspektywa końca Polski pojawiała się przed naszą historyczną wspólnotą trzy razy. Po rozbiorach część elit nie zgodziła się na „werdykt historii” i nie pogrążyła się w oświeceniowej modernizacji już bez republiki, bez niepodległości. Po klęsce powstania styczniowego pokusą stała się pozytywistyczna odmiana modernizacji, przekreślająca znaczenie Rzeczypospolitej i niepodległości (Róża Luksemburg jest symbolem tej modernizacji). Ale Sienkiewicz, Wyspiański, Malczewski i inni zmotywowali Polaków swoimi opowieściami o historii Polski, która ma przyszłość. I powstała II Rzeczpospolita. Potem było zderzenie Polski z dwoma totalitaryzmami i odzyskanie wolności, ale inne niż dotąd. Polacy w 1920 r. mieli świadomość, że tę wolność sobie wywalczyli. Po 1989 r. myśmy tę wolność dostali. Od Kiszczaka, Jaruzelskiego i Gorbaczowa.
Patriotyzm Millera i Gomułki
Znajdziemy w tej książce do dziś aktualną myśl księcia Adama Czartoryskiego, „ministra spraw zagranicznych” polskiej Wielkiej Emigracji. Równie aktualną ideę państwową Józefa Piłsudskiego, która racjonalnie ważąc siły, sięgała po Kaukaz, ideę kontynuowaną przez paryską „Kulturę” Giedroycia i Mieroszewskiego. I kontrastującą z nią myśl obozu „modernizacji”: nie ryzykujmy własnej polityki, podporządkujmy się realiom, które wyznaczają silniejsi: Rosja, Niemcy, UE, USA.
Wnioski z rozważań Andrzeja Nowaka momentami są szokujące. Gomułka okazuje się większym patriotą od Jaruzelskiego. Kwaśniewski i Miller od Tuska, Sikorskiego i Pawlaka. Bo przecież prawdą jest, że Gomułka odrzucił dyktat Chruszczowa, a Jaruzelski okazał się godny miana zdrajcy i zbrodniarza. Prawdą jest również, że Kwaśniewski i SLD w 2004 r. udzielili pomocy ukraińskiej pomarańczowej rewolucji, a „Putin nie zdołał ostatecznie pozyskać rządu SLD do swoich planów dalszej ekspansji rosyjskich firm naftowych w Polsce”. A Tusk i Pawlak…
Smoleńsk – zapomnij, historia zapomnij, powtarzają. Od 23 lat trwa intencjonalna praca nad polską pamięcią. Po 1989 r. mieliśmy się dostosować do zachodnich wzorców modernizacji. Mieliśmy zapomnieć o tym wzorze przeszłości, którego centrum była walka o polską wolność i niepodległość. Przez rządzących polska historia przedstawiana jest nam jako źródło wstydu. Przemysł pogardy i nienawiści do polskości miele mózgi i serca kolejnego pokolenia Polaków. Kurczy się obecność lekcji historii w polskich szkołach. Po raz kolejny zaproponowano Polakom modernizację i roztopienie się w większym organizmie politycznym.
Rocznica przyłączenia Polski do Rosji
Więc na jakie strachy cierpią Lachy? Na strach przed utratą niepodległości. Walka o pamięć w III RP jest walką o istnienie wspólnoty. Sikający do zniczy z Krakowskiego Przedmieścia to produkt operacji „Polaku, zapomnij”. A obok imperium. Rosyjskie media obchodziły 220. rocznicę przyłączenia Polski do Rosji.
W Warszawie rządzą ludzie, którzy postawili na Putina. Żadnej wolności dla Chodorkowskich, zetrzeć z powierzchni ziemi Saakaszwilego, słuchać Putina we wszystkim. Prof. Nowak ocenia, że spustoszenia w najintymniejszej sferze tego, co Polak kocha i co jest dla niego obrazem ojczyzny, tylko w latach 1989–1993 przewyższyły wszystko, czego dokonał stalinizm. Gra toczy się o istnienie lub nieistnienie samodzielnych państw pomiędzy Rosją a Niemcami. Stanowisko Putina jest jasne: „Najlepsze czasy dla Europy były wtedy, gdy Rosja i Niemcy współpracowały ze sobą jak najściślej”.
Polactwo to wyzwanie
O Polaków rozbijają się kolejne imperia. Polska od 996 r. i 1112 r. zorganizowana jest wokół ideału sprawiedliwości sprzyjającej najsłabszym, ustrojowej wolności i antyimperialnej działalności w obronie tej wolności. Dzisiaj zaś słyszymy wodza Ruchu Poparcia Putina mówiącego w polskim Sejmie: „Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swej polskości”. Praca sowieckiej i rewizjonistycznej propagandy kontynuowana przez programy „rozrywkowe” TVN przyniosła skutek: mamy setki tysięcy młodych ludzi całkowicie obojętnych na dziedzictwo, które tworzy ojczyznę nazywającą się tak niewygodnie: Polska. Polactwo sądzi: szczęście jest gdzie indziej. Łączy nas z nimi właściwie już tylko język. Prof. Nowak pyta: czy mamy machnąć na nich ręką, czy szukać porozumienia?
Wytwarzany w Polsce antywspólnotowy klimat wspierany jest przez procesy globalne. Współczesne rynki podważają sens istnienia autonomicznych wspólnot politycznych. Przed tym globalnym tsunami skutecznie bronią się Niemcy, broni się Rosja, bronią się Izrael, USA, Czechy, Chiny, Węgry, broni się Anglia. „Polska się nie obroni, jeśli zrezygnujemy z obrony wspólnej ojczyzny, z obowiązku jej poszerzania o tych, którzy utracili poczucie dziedzictwa, albo go jeszcze nie poznali”. Trzeba pracować nad tym, żeby Polaków było więcej. Polactwo to nie epitet. To wyzwanie. O wykorzenionych Polaków trzeba walczyć.
Czy kraje, które świadomie walczą o suwerenną tożsamość i polityczną podmiotowość mają swoje piąte kolumny? Ruch Poparcia Putina powinien zostać zdelegalizowany.
Strach przed utratą wolności
Prezydent Kaczyński na Wawelu, zamku polskich królów, dzieli kryptę z Józefem Piłsudskim.
Donald Tusk pisze: „Polskość, to nienormalność”. Znamy projekty likwidacji Polski. Miejscowi namiestnicy obcych projektodawców muszą rozbijać obraz wspólnoty, ośmieszać ideały wolnych Lechitów. Tusk głosi wizję Polski „niebohaterskiej”, Polski zrywającej z „głupią” tradycją przeciwstawiania się najmocniejszym sąsiadom. Walka ekipy Tuska z nauczaniem historii to niezrozumienie, że nie ma wolności bez pamięci.
Można odpowiedzieć na strach przed utratą wolności, jeśli tylko podejmiemy staranie o to, by ją utrzymać. Projekty systematycznej pracy nad odnawianiem i poszerzaniem naszej wspólnoty były tworzone i realizowane w wieku X, potem w XI, XII... XIX i XX.
Czytając tę książkę, zastanawiałem się, czy zapluwający się (literalnie) w atakach na „mrzonki idei jagiellońskiej” Sikorski jest zdrajcą? Czy zdrajcą polskości jest Tusk? Czy tylko są nieszczęśnikami będącymi bezwolnym produktem i sługami procesów znacznie od nas potężniejszych. Nie wiem. Sam Andrzej Nowak takich pytań nie stawia. Ale kto pamięta Efialtesa? Zdrajcę spod Termopil? Imię Leonidasa zaś będzie wspominane do końca świata. I całą wieczność dłużej.
Książka jest do nabycia w Księgarni Gazety Polskiej
