Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Kogo budzi marsz

Polska w 1989 r. odzyskała wolność – lecz wszystko w niej jest wywrócone „na lewą stronę”.

Autor:

Polska w 1989 r. odzyskała wolność – lecz wszystko w niej jest wywrócone „na lewą stronę”. Jakbyśmy widzieli lustrzane odbicie, w którym rzeczy prawe ukazywane są jako wstrętne, fałsz władzy uchodzi za prawdę, dziennikarze z wielkich stacji telewizyjnych zamiast patrzeć na ręce rządu, stają się jego heroldami, obrońcami, rzecznikami właściwie.

Marsz pod hasłem: „Obudź się, Polsko” rzeczywiście przebudził Polaków. Jedni wzięli w nim masowo udział, inni chyba przestraszyli się tak licznej manifestacji i próbowali wyśmiewać bądź przeinaczać intencje. Wałęsa nazwał go nawet „antydemokratycznym”! Kierunek wskazał wcześniej prezydencki minister prof. Tomasz Nałęcz, porównując hasło „Obudź się, Polsko” do hitlerowskiego sloganu. To zupełnie tak, jakby ktoś zbudował analogię w stylu: „W 1938 r. Adolf Hitler został wybrany człowiekiem roku magazynu »Time«, a w 2011 r. Donald Tusk został wybrany człowiekiem roku tygodnika »Wprost«”. Czy brzmi podobnie? A jakże. Czyżby można było na tej podstawie stwierdzić, że Donald Tusk jest jak Adolf Hitler? Opluwanie patriotycznych manifestacji za pomocą śliny z napisem „faszyści” stało się narzędziem, po które bez zażenowania sięgają politycy Platformy i przyjazne im środowiska dziennikarskie. W tym właśnie stylu Stefan Bratkowski pisał w „Gazecie Wyborczej”, dopatrując się podobieństw między faszystowskimi marszami oświetlonymi blaskiem pochodni a manifestacjami pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. I tak – z coraz większą śmiałością – czując bezkarność, obrzuca się nazistowskim błotem opozycję. Władza bowiem daje poczucie bezkarności. Także w sferze słowa.

Faszystowski epitet w służbie propagandy

Używanie faszystowsko-niemieckiej plakietki jako propagandowego bicza na patriotyczne środowiska jest zabiegiem dawno wypróbowanym. Kiedy w 1944 r. wkraczały na polskie ziemie armie sowieckie, ich dowództwo wiedziało, że na drodze do skomunizowania Rzeczypospolitej Armia Krajowa będzie przeszkodą trudną do przejścia. Dlatego należało użyć wszelkich możliwych narzędzi, żeby się jej pozbyć. Każdy sposób, który do tego prowadził, był dobry. Nie przeszkadzano więc Niemcom w czasie warszawskiego Powstania. Od momentu wejścia do Polski Rosjanie rozpoczęli akcję wyłapywania żołnierzy podziemia według precyzyjnie przygotowanych list. Namawiali także do ujawniania się, łudząc wspólną walką z wrogiem, u boku żołnierzy LWP. Oczywiście wytoczone zostały też działa propagandowe w celu ubrudzenia tych, którzy mogliby stać się w oczach społeczeństwa duchowymi przywódcami antykomunistycznego ruchu oporu. Dlatego właśnie, już od 1944 r. i potem – gdy o Polskę ciągle walczyli Żołnierze Wyklęci – używano „faszystowskiego” epitetu, aby zamazać ich prawdziwy wizerunek.

W Moskwie, w sierpniu 1944 r., w czasie rozmów ze Stanisławem Mikołajczykiem, Wanda Wasilewska stwierdziła, że we Lwowie „Polacy nie zamienili z Niemcami ani jednego wystrzału przed oswobodzeniem miasta przez Armię Czerwoną”, a na Wileńszczyźnie „oddziały AK są w porozumieniu z Niemcami, mają z nimi kontakt radiowy”. Powiedziała też: „Mamy niezbite dowody o współpracy AK z gestapo”.

Natomiast marszałek Rola-Żymierski oświadczył, że AK „nie walczyła z Niemcami”.

Taka „ustawka” propagandowa miała usprawiedliwić i dać społeczne przyzwolenie na walkę z AK, masowe zatrzymania, egzekucje i wywózki do ZSRR. W tym celu właśnie powstał dekret PKWN z 31 sierpnia 1944 r., który mówił o wymiarach kar dla „faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy” oraz dla „zdrajców narodu polskiego”. Było to hucpiarskie narzędzie „prawne” umożliwiające represje. I to przy jego wykorzystaniu skazano na śmierć gen. Emila Fieldorfa „Nila”. W październiku zaś przygotowano kolejny dekret umożliwiający skazywanie na śmierć za przestępstwa o charakterze politycznym. Mogło to być nawet posiadanie radia.

Opluwanie AK, opluwanie opozycji

Kampania medialno-propagandowa była prowadzona także piórem, za pomocą artykułów prasowych i referatów. Tworzył je namiętnie towarzysz Gomułka. Tak na ten temat pisał Edmund Dmitrów („Polityka”, 1989 r.): „Zdaniem Gomułki (…) pod koniec wojny reakcja polska jawnie sprzymierzyła się z okupantem. Otrzymujemy depesze ze wszystkich stron, że AK i NSZ, w mundurach dostarczonych przez Niemców, idą do walki na wszystkich frontach z partiami walczącymi o oswobodzenie Polski. Kapitulację powstańców warszawskich określa Gomułka, jako »przejście na stronę niemiecką«, zaś dowództwo powstania nazywa najczęściej zbrodniarzami, którzy celowo i świadomie wydali stolicę na zniszczenie”.

Brzmi to znajomo, szczególnie w świetle różnych, pojawiających się w obecnej wolnej Polsce, opinii o „zbrodniczym” Powstaniu Warszawskim. Czy treści propagandowe wypracowywane wtedy nie osiadły w naszej świadomości jak muł na dnie, a teraz wydobywają się z powrotem na powierzchnię? Oto bowiem polscy patrioci, kojarzeni ze środowiskami chrześcijańskimi, opozycyjnymi, „Gazetą Polską” czy Radiem Maryja, którzy manifestując swoje pragnienie dostępu do Prawdy, są przez prorządowe media porównywani do faszystów!

Udział w splugawieniu patriotów z AK wzięło także, w latach 40., Ludowe Wojsko Polskie. Dokładniej zaś wojskowy Główny Zarząd Polityczno-Wychowawczy. W październiku 1944 r. były oficer Armii Czerwonej płk Wiktor Gosz podpisał tajną instrukcję dotyczącą nowej zasady polityki propagandowej PPR i PKWN, w której można było przeczytać: „Mamy liczne dowody zbieżności haseł głoszonych przez AK i propagandę Goebbelsa, mamy liczne dowody współdziałania AK-NSZ z bandami bulkowskimi i gestapo, nie pora więc okazywać im »zrozumienie«, »szacunek« i tolerować »przywiązanie do przeszłości« (…). Każdy pracownik pol.-wych. musi pojąć, że dzisiaj nie ma miejsca na żadne kompromisy z AK w wojsku”. W Polsce, w 2012 r., można odnieść wrażenie, jakby ta instrukcja ciągle obowiązywała. Według niej pracownicy pol.-wych. Kancelarii Prezydenta nadal wydają te same propagandowe polecenia, zauważając „zbieżność haseł PiS i faszystów niemieckich”. Metoda jest ta sama. I tak samo ciężko się przed nią bronić.

Akowcy próbowali. We wrześniu 1944 r. płk „Wir” (Franciszek Żak) z Ruchu Oporu Armii Krajowej wysłał do Londynu depeszę: „NKWD i Milicja Obywatelska chcą za wszelką cenę zniszczyć AK jako reakcję i faszystów. Prasa PKWN całymi szpaltami opluwa nas, nazywając: bandyci, pachołki Hitlera, faszyści i nakazuje bezwzględną walkę z nami”.

Tę „reakcję”, „faszystów” i Żołnierzy Wyklętych niszczono jeszcze długo. Trzymano w katowniach rozsianych po Polsce, poddawano okrutnym torturom i wreszcie wykonywano na nich masowo wyroki śmierci.

Szczytem perfidii było postawienie zarzutu współpracy AK z Niemcami szesnastce polskich przywódców w trakcie słynnego moskiewskiego procesu w czerwcu 1945 r. Miało to zohydzić – przede wszystkim w oczach Zachodu – Armię Krajową. Generał Okulicki odpowiedział oburzony, że „najlepsi polscy patrioci i demokraci brali udział w tej walce”, a „oskarżenia o współpracę z Niemcami to pozbawienie honoru”. Ale składem sędziowskim dyrygował sam Stalin, który doskonale wiedział, że nic tak dobrze nie buduje sukcesu czarnej propagandy jak przyklejanie faszystowskiej łatki do wizerunku wroga.

Tymczasem to przecież NKWD, jeszcze podczas wojny, urządzało wspólnie z gestapo konferencje dotyczące rozpracowywania Armii Krajowej. Wymieniano się na nich cennymi informacjami i prześwietlano całe polskie podziemie.

Polska w 1989 r. odzyskała wolność, lecz wszystko w niej jest wywrócone „na lewą stronę”. Jakbyśmy widzieli lustrzane odbicie, w którym rzeczy prawe ukazywane są jako wstrętne, fałsz władzy uchodzi za prawdę, dziennikarze z wielkich stacji telewizyjnych zamiast patrzeć na ręce rządu, stają się jego heroldami, obrońcami, rzecznikami właściwie. Natomiast powszechnie kpi się z tych, wobec których winno się mieć szacunek – z uczciwych, zwykłych Polaków. „Obudź się, Polsko!” – brzmiało hasło marszu. O takim przebudzeniu wielu marzyło już wcześniej. I wielu zasnęło snem wiecznym, nigdy nie doczekawszy tej Wolnej Polski.

Z Kaźmirakiem czy z „Wilkami”

W czasie wojny, we wsi Owczarnia, na opanowanej przez Niemców Lubelszczyźnie, doszło do krwawej jatki. Oddział AL dowodzony przez „Cienia” (Bolesława Kaźmiraka) natknął się na odpoczywający na kwaterach pododdział AK podporucznika „Moczara” (Mieczysława Zielińskiego). Najpierw doszło do strzelaniny, bo obie strony wzięły się za Niemców. Po krótkim czasie nieporozumienie wyjaśniono. Zaczęto się witać, stając w dwuszeregu naprzeciwko siebie. Nagle „Cień” strzelił z pistoletu do dowódcy AK. I w ruch poszły karabiny ludowców. Rozpoczęła się egzekucja. Mord był zaplanowany…

Z martwych akowców zdarto buty i mundury. Ciała wrzucono do dołu. Razem z zastrzelonym przypadkowo psem.

Zabójca nigdy nie poniósł żadnej kary. Pułkownik „Cień” zmarł w 1966 r. Został pochowany w Alei Zasłużonych na wojskowych Powązkach. Dopiero wiele lat później na polu, gdzie zginęli akowcy, stanął prosty krzyż i tablica z napisem: „W tym miejscu dnia 4 maja 1944 r. zostało zamordowanych 18 żołnierzy Armii Krajowej 3 kompanii 15 pp „Wilków” przez grupę »Cienia« z AL. W 45. rocznicę Krzyż stawiają koledzy i społeczeństwo – 1989”.

Mijają kolejne dziesięciolecia. Ale ciągle jest wielu ludzi, których trzeba obudzić ze snu. Bo tylko ten, kto jest pogrążony w moralnym śnie, nie jest w stanie dostrzec, gdzie leży Polska. W Alei Zasłużonych razem z „Cieniem”? Czy w polu pod Owczarnią z „Wilkami”?


 

Autor:

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska