Po trzystu kilkudziesięciu latach Marszałek Sejmu III RP chciała uniemożliwić zadawanie zwyczajowych pytań do ministra sprawiedliwości podczas debaty o procedurach podjętych przez władze po katastrofie smoleńskiej A.D. 2010. Jak widać, władza planowała, aby była to "debata jednego aktora" czyli członka rządu Donalda Tuska.
To spektakularny dowód na ograniczanie demokracji w Polsce i traktowanie Sejmu wyłącznie jako maszynki do głosowania, miejsca, gdzie wciska się przyciski, ale gadać za dużo nie wolno.
Oczywiście, że marszałek Kopacz broni minister Kopacz, czyli siebie. To ona przecież kłamała w żywe oczy, łgała jak najęta, że po 10 kwietnia 2010 sekcje zwłok ofiar i ich identyfikacje były przeprowadzone bez zastrzeżeń i że Rosjanie zrobili wszystko, aby było OK. Szkoda tylko, że czołowa postać PO, jaką jest Ewa Kopacz robi to kosztem polskiej demokracji i polskiego Sejmu. A , gdy chodzi o rolę parlamentu w naszym kraju, to jesteśmy coraz bardziej odlegli od Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Francji, a coraz bliżej nam do Białorusi, Ukrainy i Rosji.