Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Analfabeci likwidują IPN

Do uzasadniania wniosku o likwidację IPN SLD wystawiło swoich ekspertów od historii – posła Dariusza Jońskiego, który myślał, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 r.

Autor:

Do uzasadniania wniosku o likwidację IPN SLD wystawiło swoich ekspertów od historii – posła Dariusza Jońskiego, który myślał, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 r. oraz posła Tomasza Kamińskiego, który chciał uczcić antysemickiego sekretarza PZPR Władysława Kruczka – nadając jego imię ulicy. Czy można wyobrazić sobie bardziej wyrazisty argument za wspieraniem IPN niż analfabetyzm owych wnioskodawców?

Puste ławy klubu parlamentarnego PO, demonstracyjnie niezainteresowanego sprawami polskiej historii najnowszej. Bełkoczący o nieszkodliwych konfidentach poseł Ruchu Palikota. Młodzi „eksperci” z SLD domagający się likwidacji IPN. I liczne wystąpienia posłów PiS przeciwstawiających się podgryzaniu Instytutu. Tak wyglądała przedwczoraj w Sejmie debata nad sprawozdaniem z działalności tej instytucji, złożonym przez jej prezesa Łukasza Kamińskiego.

Nie ma pieniędzy na pochowanie bohaterów w grobach

Wyrzucenie IPN z jego siedziby i atak na jego finanse niosą ze sobą fatalne skutki dla tej instytucji. Jak dramatyczne one bywają, opowiadał w Sejmie poseł PiS Mariusz Kamiński, przypominając, że ostatnio IPN zabrakło pieniędzy na dokończenie ekshumacji ofiar komunizmu. „Zrobili dla nas, dla wolności naszego kraju tak wiele. Mówię o tych, którzy zginęli od strzałów w tył głowy na Rakowieckiej i w innych miejscach kaźni. A my nie zrobiliśmy dla nich zbyt wiele. Nie potrafiliśmy ich morderców skutecznie posadzić na ławie oskarżonych, a dziś mówimy, że brakuje nam środków budżetowych, żeby znaleźć ich kości, żeby pochować ich wreszcie w grobach” – mówił.

Ostatnie wydarzenia potwierdzają, że w parlamencie IPN ma oparcie jedynie w klubach PiS i SP, a reszta dzieli się na tych, którzy uznają, że skuteczniejsze jest stopniowe podgryzanie jego funkcjonowania i takich, którzy chcą jego natychmiastowej likwidacji.

Do podgryzających należy rząd Tuska i koalicja PO-PSL. Posłanka Platformy Ligia Krajewska zaatakowała w Sejmie IPN za wykonywanie jego statutowych obowiązków, czyli prowadzenie badań historycznych, jeśli dotyczy to ludzi bliskich jej partii. „To, co dotyczy sytuacji pana generała Ścibora-Rylskiego, było oburzające i nieprzystające. A więc mam nadzieję, że takie sytuacje w przyszłości nie będą się pojawiały” – pogroziła.

Odpowiedział jej poseł PiS Stanisław Pięta, stwierdzając, że ma nadzieję, iż IPN „niezależnie od tego, czy dana osobistość wcześniej popierała Jaruzelskiego, dzisiaj popiera Komorowskiego (...) traktuje wszystkie tego rodzaju osoby równo i sprawiedliwie”.

Interesy konfidentów ważniejsze od legalizacji trawy

Taktyka podgryzania IPN okazała się niewystarczająca dla SLD i Ruchu Palikota, które zażądały likwidacji Instytutu. Partia polityka od plastikowego penisa zademonstrowała po raz kolejny, że jej wizerunek jako ugrupowania luzackich kontestatorów wspierających legalizację marihuany i obyczajowe wyzwolenie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

„Trawa” może poczekać, natomiast interesy konfidentów SB i UB to dla Ruchu Palikota sprawa pierwszoplanowa. Poseł Piotr Bauć powiedział o tym w zasadzie otwarcie, choć bełkotliwie: „zakończmy, zakończmy wyszukiwanie wśród swoich znajomych i ściganie z zawziętością poprzez różne inne instytucje poza prokuraturą tych, którzy nam szkodzili, a może nie szkodzili”. Rozliczanie komunizmu nazwał „zajadłym ściganiem naszych przeciwników politycznych”. I stwierdził, że ścigane bywają „bardziej nasze ideologiczne wystąpienia niż faktyczne zbrodnie”.

Bohater Kruczek, powstańcy 1988 i pseudohistorycy z IPN

SLD chciało uniknąć referowania wniosku o likwidację IPN przez weteranów PZPR, więc wystawiło do tego 32-letniego posła Tomasza Kamińskiego z Podkarpacia. Mówił on o „nie zawsze prawdziwych, pseudohistorycznych książkach i pseudonaukowych pracach IPN-owskich historyków”.

Trudno się temu dziwić, zważywszy, że dla Kamińskiego bohaterem pozytywnym jest sekretarz PZPR, symbolizujący komunistyczny beton. Kamiński był w 2008 r. głównym orędownikiem nadania jednej z rzeszowskich ulic imienia Władysława Kruczka – I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Rzeszowie. Kruczek był jedynym członkiem Biura Politycznego KC PZPR, który proponował użycie siły wobec strajkujących stoczniowców w 1980 r., współodpowiedzialnym za masakrę robotników z 1970 r. Kamińskiemu nie przeszkadzał nawet antysemityzm Kruczka i fakt, że należał on do inspiratorów nagonki z marca 1968 r.

Drugim atakującym IPN z sejmowej mównicy był poseł Dariusz Joński, znany z tego, że pytany niegdyś o datę wybuchu Powstania Warszawskiego stwierdził, że wybuchło ono w 1988 r., natomiast stan wojenny wprowadzono w 1989 r.

Mimo wszystko lepiej niż w mediach

Przy okazji debaty o aferze Amber Gold Tomasz Lis nazwał większość posłów „stadem grafomanów”. Trzeba przyznać, że sejmowa debata o IPN mimo wszystko stała na wyższym poziomie niż dyskusja na temat Instytutu w prorządowych mediach. Żaden z posłów nie wołał, niczym sam Lis, że ma wolność badań historycznych w wykonaniu IPN „w d...”. Nikt nie twierdził, jak Lech Wałęsa, że IPN jest gorszy od NKWD. Nie padł też argument Adama Michnika, że Instytut używa teczek jako „kija bejsbolowego”.



Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska