Niezależni eksperci od dawna twierdzili, że finanse państwa wyglądają dobrze tylko na papierze, a prognozy rządu zawarte w założeniach do projektu budżetu na 2013 r. to zwykłe bujanie w chmurach. Przyznał to wreszcie minister finansów, korygując w dół najważniejsze wskaźniki, a Rada Ministrów korektę tę zaakceptowała. Wzrost PKB zamiast 2,9 proc. ma wynieść tylko 2,2 proc., realny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej zamiast 2,8 proc. skorygowano do 1,9 proc., bezrobocie z prognozowanych wcześniej 12,4 proc. dojdzie do 13 proc., a deficyt wyniesie blisko 36, a nie zapowiadane 32 mld zł.
– To oznacza, że kondycja polskiego państwa jest o wiele słabsza, niż wmawiała nam rządowa koalicja – powiedział „Codziennej” Tomasz Teluk z Instytutu Globalizacji. Także poseł opozycji Przemysław Wipler uważa, że urealnienie założeń makroekonomicznych przez rząd to dowód, że nie jesteśmy „zieloną wyspą”. – Prowadzony przez Jacka Rostowskiego samolot, który jeszcze niedawno był w chmurach, jest coraz bliżej ziemi. Mam nadzieję, że rząd wykaże jeszcze więcej pokory i do Sejmu prześle projekt budżetu odpowiadający rzeczywistej sytuacji w kraju – powiedział nam Wipler.
– Ta korekta to świadomy ruch, asekuracja, aby potem rozdźwięk między prognozami a rzeczywistością nie szokował – uważa Tomasz Teluk, ale przewiduje, że ten manewr niewiele pomoże, zwłaszcza w wypadku deficytu, który – jego zdaniem – będzie większy niż zapowiadane 36 mld zł. – Władze wciąż ukrywają część swoich finansowych zobowiązań w spółkach państwowych oraz komunalnych i nie wliczają ich do długu, ale wcześniej czy później trzeba będzie je spłacić – tłumaczy.
Krytycznie o prognozie przyszłorocznego deficytu finansów publicznych wypowiada się także Krzysztof Rybiński, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego. – Jeśli nie będzie wzrostu gospodarczego lub przyjdzie recesja, a to bardzo prawdopodobny scenariusz, to spełni się moja najczarniejsza prognoza i w przyszłym roku deficyt wyniesie aż 60 mld zł, a nie planowane przez ministra finansów 36 mld zł – powiedział „Codziennej” Rybiński.
Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, uważa, że dług publiczny będzie rósł i to zapewne szybciej, niż przewiduje rząd. Wyraził też nadzieję, że w związku ze wzrostem deficytu nie zostaną podniesione podatki. Obawy dotyczące wzrostu podatków rosną, zwłaszcza że z projektu budżetu wynika, iż w porównaniu z wcześniejszymi prognozami dochody państwa będą mniejsze o 6 mld zł. Najprostszy sposób, aby je zwiększyć, to podniesienie podatków.
