Trwają zabiegi o immunitet dla celebrytki. Specjalnego traktowania chcą dla frontmenki Maanamu Olgi J. Sześćdziesięcioletnia piosenkarka wypowiadała się wielokrotnie za legalizacją marihuany. W ubiegłym tygodniu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko wokalistce. Na jej adres przyszła bowiem przesyłka z USA z 60 g suszu konopi indyjskich. Zawiadomiona o tym policja znalazła w jej domu dodatkowo ponad 2 g marihuany. 60 g to ilość hurtowa. Lewicowo-liberalne lobby rozkręca właśnie protest przeciwko stosowaniu prawa. Trwa niezrozumiała próba ukręcenia łba sprawie. Niezrozumiała, bo marihuana jest w Polsce nielegalna.
Prasa zamieszcza wypowiedzi konkubenta wokalistki, Karola Sipowicza. Z jednej strony próbuje on przekonać opinię publiczną, że marihuana nie była przeznaczona do spożycia. Z drugiej, publicznie prosi o protekcję polityków PO oraz prezydenta wywodzącego się z tej samej partii. „Premier sam palił, powinien nas zrozumieć”. Przypomina też, że razem z piosenkarką wspierali komitety wyborcze Platformy i Bronisława Komorowskiego.
Piszę o tej sprawie z dwóch powodów. Po pierwsze, żałosne apele Sipowicza demaskują przedpaństwowy, mafijny, a właściwie plemienny charakter III RP. O co bowiem prosi Sipowicz? Co jest dla niego oczywiste? Oczywiste jest, że z opresji może wybawić go jednym poleceniem capo di tutti capi. To, czy jego konkubentka złamała prawo, czy nie, jest zupełnie nieistotne. Liczy się tylko, że oczekuje on ochrony, bo jest „swój”.
Oto współczesna wersja państwa prawa. Nachapanych chroni się z zasady. Jeśli trzeba, wymyśla się pomroczność jasną, i po problemie. Sędziowie gotowi są na firmowanie najbardziej absurdalnych konstrukcji logicznych. Na przykład, że okrzyk „won!” jest uprawnioną „krytyczną oceną dokonań dziennikarskich”. Co jak co, ale prawo musi być po naszej stronie.
Jest też drugi powód, dla którego poruszam tę niemiłą sprawę. W związku z nią w mediach przelewa się ocean absurdu innej proweniencji. „Jako dziennikarka piszę teksty informujące, że z naukowego punktu widzenia marihuana jest dużo mniej szkodliwa od alkoholu i papierosów, oraz lobbuję za tym, by nie karać więzieniem za małe ilości trawy na własny użytek”. Tak pisze dziennikarka „Gazety Wyborczej”, powtarzając znane mi od 25 lat pseudoargumenty. Byłem częścią środowiska, które je produkowało. Twierdzenie, że marihuana jest mniej szkodliwa od papierosów, to nieporozumienie. Najzabawniejsze jednak, że owa pani stwierdza to z „naukowego” punktu widzenia. Oczywiście w ciągu ostatnich 40 lat pojawiło się wiele tekstów, w których próbowano wykazywać pozytywy przyjmowania THC. Ale nie są to teksty naukowe. To najczęściej dość naiwne próby zmanipulowanego przedstawiania cząstkowych wyników badań, dobrane tak, by dawać nadzieję na zastosowanie marihuany w leczeniu kilku konkretnych schorzeń. Jednak teksty te nie są drukowane nawet w prasie popularnonaukowej. W niej bowiem można często już przeczytać o negatywnych konsekwencjach oddziaływania substancji czynnych marihuany i haszyszu na organizm człowieka. Literatura medyczna gromadzi zaś wyniki badań pokazujących negatywny wpływ THC na organizm człowieka, nieocenzurowane już przez liberalnych dziennikarzy.
THC, aktywny składnik marihuany i haszyszu, jest szkodliwy dla człowieka. Rozpuszcza bowiem osłonki mielinowe na zakończeniach neuronów. Prowadzi to do nieodwracalnego uszkodzenia centralnego ośrodka nerwowego.
Czasami pojawiające się tezy, że marihuanę mogą bez konsekwencji palić osoby zrównoważone, są więc całkowitym nieporozumieniem. Mylą się terapeuci, którzy twierdzą, że głównym problemem z THC jest to, iż jedynie ujawnia ono nagromadzone w człowieku lęki, frustracje i „blokady”. Niestety, THC kaleczy również zrównoważone osobowości. Działa bowiem na poziomie fizjologii. Jeśli komuś brakuje wyobraźni: z podobnym mechanizmem niszczenia mieliny mamy do czynienia w stwardnieniu rozsianym. Różnica polega na tym, że w przypadku choroby mamy do czynienia z autoagresją organizmu, a nie z oddziaływaniem substancji wprowadzonej do niego z zewnątrz. Znajomy, który choruje na SM, do opisu choroby użył takiego porównania: mój mózg przypomina skrzynkę z kablami, przez które przepływa prąd; komuś wpadło do głowy zdjąć z tych kabli izolację; moja głowa to jedno wielkie krótkie spięcie. Podobnie działa THC. Są przypadki, że jeden joint może wywołać ciężką psychozę.
Problematyka regulacji prawnych mających ograniczyć zażywanie narkotyków jest bardzo skomplikowana. Nie jestem za tym, by karać więzieniem za pierwsze złamanie zakazu posiadania marihuany. Nie można jednak zalegalizować posiadania „małej ilości” narkotyku, bo to uczyni dilerów narkotykowych praktycznie bezkarnymi. Trwająca od wielu miesięcy kolejna próba liberalizacji prawa antynarkotykowego jest ideologicznym atakiem międzynarodowej bolszewii – chodzi wyłacznie o przyzwolenie na sytuację rozbijającą wspólnotę. Narkomani są najbardziej egoistycznymi stworzeniami na świecie. Przyzwolenie na posiadanie narkotyków ma być według jego zwolenników postępowe. Jest szkodliwe.
Są ludzie, którzy nigdy nie wezmą. Są też tacy, których żadne prawo nie powstrzyma przed zażywaniem narkotyków. Gra toczy się o tych pomiędzy. Duża część z nich nigdy nie spróbuje narkotyków, jeśli będą nielegalne.
Obowiązującego dziś w Polsce prawa antynarkotykowego na pewno nie należy liberalizować. Kora nie jest skrzywdzoną ofiarą bezdusznego systemu. Nie karałbym jej jednak więzieniem, choćby w zawieszeniu. 50 godzin prac społecznych w ośrodku dla narkomanów mogłoby pobudzić jej wyobraźnię. Większość z nich zaczynała od marihuany.