Autorem zażalenia na decyzję prokuratury była Ewa Stankiewicz. – Prawdopodobnie nie byłoby mnie tu, gdyby chodziło tylko o mnie. To, co zrobił poseł Niesiołowski, jest groźne ze względu na złamanie standardów demokratycznych – tłumaczyła dziennikarka, reżyserka filmu „Solidarni 2010” oraz prezes stowarzyszenia o tej samej nazwie.
– Postanowienie o umorzeniu śledztwa opiera się na nieprawdzie. Niesiołowski nie tylko dopuścił się groźby karalnej, mówiąc kilkakrotnie „roztrzaskam kamerę”, ale usiłował spełnić tę groźbę nie poprzez odepchnięcie, a złapanie i ściskanie moich nadgarstków i rąk – powiedziała Ewa Stankiewicz podczas rozprawy w Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Prokuratura, odmawiając wszczęcia postępowania w tej sprawie, uzasadniała to twierdzeniem, że Ewa Stankiewicz nie przestraszyła się, w związku z tym nie może być mowy o groźbie. – Gdyby pani prokurator zechciała mnie o to zapytać, dowiedziałaby się, że tak: przestraszyłam się, o czym świadczy fakt zwrócenia się do Straży Marszałkowskiej. Poinformowałam strażników o wzburzonym pośle Stefanie Niesiołowskim, który jest niebezpieczny dla otoczenia – mówi „Codziennej” Stankiewicz. Natomiast sąd, podtrzymując decyzję prokuratury w sprawie umorzenia śledztwa, opartego tylko na materiale filmowym, stwierdził, że nie musiała ona przesłuchiwać Ewy Stankiewicz.
Decyzję ogłosiła sędzia Anna Ptaszek. Pełne uzasadnienie postanowienia zostanie odczytane 27 sierpnia.
