Fakt, że włączając 1 sierpnia wieczorem telewizor, znajdując w TVP transmisję koncertu w hołdzie powstańcom Warszawy, traktujemy to jako oczywisty punkt obchodów kolejnej rocznicy, jest sukcesem polityki pamięci. To najlepszy dowód, że nie bacząc na hałaśliwych oponentów, konsekwentnie realizowana polityka historyczna, przywracająca Powstaniu Warszawskiemu należne miejsce w pamięci zbiorowej, odniosła sukces.
Wczoraj TVP1 retransmitowała koncert „Morowe Panny” z dziedzińca Muzeum Powstania Warszawskiego. Na tle widowisk z poprzednich lat koncert wypadł nad wyraz skromnie. Trzeba jednak pamiętać, że właśnie w poprzednich latach piosenki powstańcze, i to stanowiło dorobek czasu Powstania, a także utwory późniejsze Powstaniem inspirowane zostały już mocno wyeksploatowane. Morowe Panny to oryginalny projekt z nowymi tekstami i muzyką, będący hołdem dla dziewczyn i kobiet – bohaterek roku 1944.
Za sam pomysł już należą się wielkie brawa.
Żeby było ciekawiej, w rolach głównych wystąpiły młode, niepokorne przedstawicielki polskiej sceny muzycznej. Marika, Lilu, Mona i Paręsłów, Ania Brachaczek, Paulina Przybysz. Do nich dołączyły też Anita Lipnicka, Katarzyna Groniec i Halina Mlynkova.
Autorem muzyki jest Darek Malejonek, a teksty piosenek wokalistki napisały same. Mamy więc różnorodność nastrojów i postaw. Od lirycznych, choć niezwykle przejmujących obrazów – wspomnień, które w snach dręczą Kasię Groniec – przez sceny prawie jak z pamiętnika Mirona Białoszewskiego wspaniale wyśpiewane przez Marikę, do mocnych, patriotycznych deklaracji Lilu, która swój tekst „...Mów mi: idź! Mów mi: walcz! (...) ja kocham ten kraj do ostatniej krwi” przeplata fragmentami „Roty”.
Gdy w piosence Haliny Mlynkovej słyszymy „Za wolność, za pokój ideom oddane, idą piękne panny, walczyć w Powstaniu”, Lilu nie pozostawia wątpliwości, o jakie idee chodzi. „Posadziłeś dla mnie drzewo, zbudowałeś biały dom z czerwonym dachem (...) byłam najszczęśliwsza w świecie. Urodziłam syna, uczyliśmy go od dziecka: Bóg, honor, ojczyzna”.
To nie jest manifest pacyfistyczny kobiet, jak chciałyby pewnie feministki, to hołd dla tych Morowych Panien, które wiedzione siłą ideałów wybrały walkę w Powstaniu. O nich śpiewa Marika: „Zamiast kochać się i głośno się śmiać, idziemy w sierpniową noc, bo ktoś to miasto uznał za swoją własność, a my go nie oddamy!”.
Wzruszający klimat tekstów i niektóre autentycznie szczere i piękne interpretacje skutecznie rozmontowywała para konferansjerów, których nazwisk przez litość nie wspomnę. Koncert realizacyjnie nie zachwycał, ale dla Lilu, Mariki i Darka Malejonka warto było.
