Podwładny byłego pułkownika KGB rzecz objaśnił filozoficznie: „Każda kultura opiera się na zakazach, ponieważ to właśnie one niosą ze sobą podstawowe wartości moralne". Tymczasem w Polsce odznaczony przez Dmitrija Miedwiediewa reżyser Andrzej Wajda zakończył właśnie zdjęcia do filmu „Wałęsa". Udało się mimo straszliwych przeciwności losu: grającemu Wałęsę Robertowi Więckiewiczowi „zomowcy" rozbili niechcący nos, co złośliwcy nazwali zasłużoną karą, bo prawdziwy Wałęsa w walkach z milicją nie uczestniczył. W tej wielkiej chwili Wajda wskazał na moralny przymus, którego owocem będzie jego dzieło. Powiedział, że jeżeli ktoś zada mu pytanie, dlaczego robi ten film, odpowie: „Nie chcę, ale muszę".
I wszyscy wiedzą, z czego ów mus wynika: z potrzeby dania, jak w Rosji, odporu niemoralnym niegodziwcom. Odporu na skalę masową i monumentalną. Bo, jak mawiał Lenin: „Ze wszystkich sztuk najważniejszy jest dla nas film".
