Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Oszczędności kosztem nauczycieli

Władze lokalne przekazują prowadzenie szkół spółkom komunalnym, oddają je stowarzyszeniom mniejszości narodowych, osobom fizycznym, ograniczają nauczycielom urlopy zdrowotne.

Autor:

Władze lokalne przekazują prowadzenie szkół spółkom komunalnym, oddają je stowarzyszeniom mniejszości narodowych, osobom fizycznym, ograniczają nauczycielom urlopy zdrowotne. By oszczędzić na edukacji, omijają „Kartę nauczyciela”.

W jaki sposób ograniczyć wydatki na edukację? Po prostu ominąć prawo lub je nagiąć. Niektórzy samorządowcy opanowali tę sztukę do perfekcji. Idzie im tym łatwiej, że – jak uważa szef nauczycielskiej Solidarności Ryszard Proksa – mają ciche przyzwolenie rządu. – Gabinet Tuska nie chce się narazić nauczycielom i nie podnosi sprawy „Karty nauczyciela”. Woli bowiem, by to robili samorządowcy – wyjaśnia Proksa.

– Aby ominąć „Kartę nauczyciela”, samorządy tworzą spółki komunalne lub naprędce zmieniają statuty już istniejących, by mogły prowadzić szkoły – mówi Sławomir Kłosowski, wiceprzewodniczący sejmowej komisji edukacji i były wiceminister edukacji w rządzie PiS. Czasami dochodzi do kuriozalnych przypadków. W jednej z miejscowości szkoła zostanie przekazana spółce wodociągowo-kanalizacyjnej. W innej organem prowadzącym ma być zieleń miejska. – Dzięki temu zatrudnionych w szkole pedagogów nie obowiązuje „Karta nauczyciela” – wyjaśnia Kłosowski. Co to dla nich znaczy? Nie trzeba uwzględniać stopni awansu zawodowego i można ograniczyć zarobki. Nie ma też konieczności wypłacania dodatków, nie liczy się wysługi lat. – Tego by nawet Bareja nie wymyślił – ocenia poseł.

Wiele samorządów przekazuje prowadzenie szkoły osobom fizycznym. – Zostałam postawiona pod murem. Albo przejmę szkołę i będę jednoosobowym organem prowadzącym, albo placówka zostanie zamknięta – opowiada Ida Nowakowska-Łapa z gminy Kunów (woj. świętokrzyskie). Teraz jest nie tylko dyrektorką w swojej szkole, ale musi być też księgową referentką, a na dodatek uczy dzieci. Oczywiście zarabia mniej niż poprzednio. – W świetle prawa nie jestem nauczycielem, mój status jest gorszy niż osoby bezrobotnej. Nie mogę nawet ubezpieczyć się w ZUS, bo nie pozwalają na to m.in. przepisy o systemie oświaty – podkreśla Nowakowska-Łapa.

W Warszawie nauczyciele mają problemy z wykorzystaniem urlopów zdrowotnych. – By dostać wolne na podreperowanie zdrowia, muszę przedstawić mnóstwo zaświadczeń lekarskich, a i tak nie wiadomo, czy otrzymam urlop – narzeka jedna z nauczycielek. Skąd takie obostrzenia? Za urlop płaci miasto, a nie ZUS. A w szkole trzeba zatrudnić innego pedagoga lub dać komuś zastępstwo.

Niektóre gminy próbują – jak tylko mogą – drenować system subwencji oświatowej. W Kędzierzynie-Koźlu na Śląsku władze zaproponowały stowarzyszeniu mniejszości niemieckiej, aby przejęło szkołę. I wcale nie dlatego, że wśród miejscowych Niemców panuje wyż demograficzny. Dzięki takiemu zabiegowi gmina mogłaby uzyskać wyższą subwencję oświatową. Państwo bowiem dokłada więcej pieniędzy do nauczania języków mniejszości. Przez ostatnie sześć lat subwencja na ten cel wzrosła o 152 proc., a subwencja ogólna zaledwie o 46 proc. – wylicza posłanka Jadwiga Wiśniewska (PiS). – Takie działania samorządów to skandal, żeby nie powiedzieć germanizacja – ocenia Kłosowski.


Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska