- Mam nadzieję, że najmilej będę wspominać 4 czerwca nie 1989 r., a tym bardziej 1992 r., ale właśnie 2012 r., jako dzień, w którym opublikowano dokumenty z czeskich archiwów potwierdzające agenturalną przeszłość Lecha Wałęsy - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl Krzysztof Wyszkowski, legendarny działacz opozycji demokratycznej PRL, pozwany przez Lecha Wałęsę za nazwanie go "Bolkiem".
Czy słyszał Pan już o dzisiejszych sensacyjnych informacjach opublikowanych w „Gazecie Polskiej Codziennie” na temat dokumentów potwierdzających współpracę Lecha Wałęsy z bezpieką, które odnalazły się w czeskich archiwach?
Tak, wiem o tym od rana. Szalenie mnie ucieszyła ta niespodziewana współpraca polsko-czeska i życzliwość czeskich historyków. Wszystko wskazuje na to, że te dokumenty mogą okazać się szalenie istotne w moim procesie. Mam nadzieje, że w najbliższym czasie Lech Wałęsa wycofa swój pozew przeciwko mnie. W świetle tych nowych materiałów proces wydaje się absurdalny. Dowody jego agenturalności są oczywiste, jawne, publicznie dostępne, więc trwanie tej rozprawy jest obrazą moralności publicznej.
Wierzy Pan, że tym razem dokumenty wystarczą?
Zobaczymy, co z tego wyniknie, ale jak na razie bardzo się cieszę z tych nowych potwierdzeń. Jeśli Lech Wałęsa będzie chciał ciągnąć ten proces, doprowadzi jedynie do tego, że w świetle prawa sąd odczyta publicznie informacje, że były prezydent był agentem. Do tego to wszystko zmierza, więc nie wiem, jaki Wałęsa miałby w tym interes. Mam nadzieje, że nie chodzi o to, że zamierza np. zmienić skład sędziowski. Nic nie jest niemożliwe i być może uda mu się pozyskać - jak mówi sam Wałęsa - „rozgrzanego sędziego”, który wyda na mnie polityczny wyrok. Jeżeli jednak sąd uczciwie przeprowadzi postępowanie, wyrok będzie szalenie kompromitujący jedynie dla Lecha Wałęsy.
Jak zapamiętał pan datę 4 czerwca?
Od 5 czerwca 1989 r. doświadczyłem wieloletnich prześladowań, aż do 2000 r. Później rozpoczęły się śledztwa i procesy przeciwko mnie, m.in. w Krakowie, w Warszawie prowadzone nawet przez Prokuraturę Generalną. Przeżyłem w tych latach także zamach na siebie, zajmował się mną Urząd Ochrony Państwa. To był trudny okres. Koszt, jaki zapłaciłem po 4 czerwca, okazał się szalenie wysoki.
Komunizm nie skończył się 4 czerwca, zamienił się w postkomunizm. Z pewnością jednak udało się wówczas, choć w szczątkowej formie, dzięki wybraniu tzw. listy Solidarności oraz co jeszcze ważniejsze, w odrzuceniu listy krajowej, przeforsować wolę społeczeństwa. Wolę ludzi, którzy nie chcieli już żyć w komunizmie. Polacy pokazali, że chcą żyć w nowym ustroju. Niestety, kilka dni później reprezentacja okrągłostołowa, solidarnościowa, przywróciła komunistom trzydzieści trzy mandaty i w ten sposób zawarto układ, który do dziś rządzi Polską. Mam nadzieje, że ten trzeci 4 czerwca, dzień dzisiejszy, w którym opublikowano dokumenty z czeskich archiwów, zapamiętam najmilej.

Wyszkowski: Wałęsa powinien wycofać pozew
- Mam nadzieję, że najmilej będę wspominać 4 czerwca nie 1989 r., a tym bardziej 1992 r., ale właśnie 2012 r., jako dzień, w którym opublikowano dokumenty z czeskich archiwów potwierdzające