Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Krótka historia mesjanizmu

Kiedy pięć lat temu Rafał Tichy wdział koszulkę Batmana, by wezwać w restauracji Cwaniak Warszawski czterech jeźdźców apokalipsy i odnowić zapomniany język mesjanizmu, nie spodziewał sie, że a

Autor:

Kiedy pięć lat temu Rafał Tichy wdział koszulkę Batmana, by wezwać w restauracji Cwaniak Warszawski czterech jeźdźców apokalipsy i odnowić zapomniany język mesjanizmu, nie spodziewał sie, że abstrakcyjne idee, które wyciągnął z zakurzonych ksiąg historii, odżyją z taką mocą.

Rafał Tichy nie przypuszczał, że nastąpi katastrofa, która sprowadzi je prosto na ziemię, w smoleński las. Że mesjanizm, który jeszcze przed chwilą trącił myszką, stanie się na zmianę potężną obelgą i dumnym sztandarem. Że Zdzisław Krasnodębski zechce uczynić z niego źródło mobilizacji społecznej, a podczas konferencji „Polska: Wielki Projekt” Jarosław Kaczyński będzie uważnie się przysłuchiwać receptom na to, jak mesjanizm ożenić z nowoczesnością. Ale już wtedy, pięć lat temu, można było się domyślać, że coś się zmienia.

Maria Janion porzuciła paradygmat romantyczny, ale Tichy podniósł go i otrzepał z kurzu. „Kiedy Rafał Tichy ogłaszał Manifest neomesjanistyczny – wspominał Wojciech Wencel – czułem, że rodzi się coś ważnego. Coś, co wznowi bieg podziemnej rzeki polskiej kultury, biegnącej od Adama Mickiewicza, przez Prosto z mostu Stanisława Piaseckiego, aż po poetów Sztuki i Narodu.” Projekt nowego mesjanizmu – przepowiadał w natchnieniu Tichy – „jest odkrywaniem pod powierzchnią historii i kultury jej ukrytego eschatologicznego wymiaru, jest zrywaniem kolejnych masek ułudy z codziennych, spokojnych procesów gospodarczych, politycznych i artystycznych, by zobaczyć za nimi totalną wojnę światów, jest odwracaniem perspektywy w wartościowaniu wygranych bitew i poniesionych porażek. Jest dumnym powiewaniem sztandaru cierpienia i krwi na ruinach narodowych klęsk i masakr. Jest nieustannym skandalem i ciągłą prowokacją, tak jak skandalem, prowokacją i głupotą wobec tego świata jest wiara w zwycięstwo i powtórne przyjście Ukrzyżowanego. Czy jest więc coś radośniejszego niż zapach napalmu o poranku? Tak, zapach nadchodzącej apokalipsy!”

Wojenna retoryka nie była czymś przypadkowym. Tylko taka retoryka może zagrzać do ostatecznego boju i zamienić się w czyn. Programowy tekst, Czas na apokalipsę, Tichy zakończył kolejną wizją: „Mesjanistę wypatrującego paruzji można porównać do akowca, oczekującego godziny <<W>>. Nie ma po co mościć się w tym okupacyjnym życiu, rozpiera go radość oczekiwania na ostateczny zryw, ale zarazem niepokoi groza wypadków, które mają nastąpić. Oczywiście, w czasie oczekiwania na godzinę <<W>> trzeba jakoś żyć: pracować, uczyć się, bawić, być może ożenić, wybudować dom, a nawet w przypływie natchnienia napisać książkę, ale to wszystko nie jest ostateczne, tylko tymczasowe, bo już za chwilę dom posłuży jako budulec do postawienia barykady, żona bardziej niż kochanką stanie się towarzyszką broni, a książki posłużą jako podpórka pod cekaem. A potem wszystko będzie już całkiem inaczej, bo miasto zostanie wyzwolone. Teraz jest okupacja, trzeba przetrwać, przygotowywać się na godzinę <<W>> i wypatrywać jej znaków. W czasach ostatecznych trzeba żyć, pracować, modlić się i pisać poezje, tak jak w czterdziestym czwartym.”

W 2009 r. te słowa wydawały się nie na miejscu. PO surfowało na falach wzrostu gospodarczego, budowało zieloną wyspę i przymierzało się do realizacji ostatecznego przeznaczenia tysiącletniej historii Polski: organizacji Euro 2012. Jaka wojna? Jaka apokalipsa? Jaki 44? Wszystko jest dobrze. Cały naród wypoczywa po wojnie polsko-polskiej, rządach PiS, Samoobrony i LPR, i wreszcie zaczyna cieszyć się dobrobytem. Wszyscy wrogowie wolności wyeliminowani, tylko jeden taki przeszkadza, ale przecież idą wybory i coś się zmieni. Kiedy jednak 10 kwietnia w środku rządów coraz większej miłości nastąpiła katastrofa, słowa Tichego naraz stały się proroctwem. Powróciło „cierpienie i krew”. Z każdym miesiącem – z mordem w Łodzi, z samospaleniem przed Kancelarią Premiera, z kolejnymi znakami zapytania w śledztwie, z protestami, „akcją krzyż”, coraz większą mobilizacją i agresją – stawało się jasne, że gdzieś nad nami cały czas toczy się „totalna wojna światów.” Tak, to jest okupacja. Tak, zbliża się godzina „W”, przesilenie, apokalipsa. Tak, trzeba żyć, pracować, modlić się i pisać poezje, tyle że naraz my, nowocześni Polacy znaleźliśmy się w roku 44 i musimy iść na front.

Ale po Smoleńsku, w całkowicie nowej sytuacji Tichy i pozostali redaktorzy „44” wydawali się zbyt mało radykalni. Wojciech Wencel odszedł z tego środowiska, rozczarowany, że ci, którzy przed chwilą namawiali do stawiania barykad i budowania stanowisk cekaemów, nie zaangażowali się politycznie. Taki mesjanizm przestał też wystarczać kolejnemu pokoleniu z krakowskiego pisma „Pressje” (które właśnie poświęciło mu bardzo ciekawy numer specjalny), bo nie gwarantuje, że Polska stanie się wreszcie „świetnie działającą korporacją” i osiągnie „niemiecką gospodarność”. Tak jak Wencel chciał mesjanizm wykorzystać do mobilizacji politycznej, tak „Pressje” chcą z niego uczynić wehikuł modernizacji.

Być może mesjanizm uda się zaprząc do tego, żebyśmy wreszcie stali się silniejsi i bogatsi. Przecież po stuleciach porażek coś nam się od życia należy. Czyż nie powinniśmy korzystać z każdej idei, która może nam pomóc zbudować kolejny kilometr autostrady i zdobyć kolejny procent głosów? Ale czy to będzie jeszcze mesjanizm? Czy nie przestanie być wtedy „skandalem, prowokacją i głupotą wobec tego świata, jak wiara w zwycięstwo i powtórne przyjście Ukrzyżowanego”? Czy zanim zamienimy naszą gospodarkę i politykę w Królestwo Boże, nie powinniśmy stworzyć takiego Królestwa w swoich rodzinach? Czy zanim zaczniemy nawracać innych, sami nie powinniśmy się nawrócić? Czy w polskiej myśli nie może ostać się choć jedna idea, której nie użyjemy? Której nie wykorzystamy do własnych celów? Sądzę, że ten okrwawiony węzeł powinien być ostatnim, jaki wyzwalający się potarga.

Autor jest socjologiem, redaktorem pisma "44"



Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Polska