Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Sarco - fabryka trumien

Maj bieżącego roku zaczął się tak, jakby miał przejść do historii jako początek katastrofy większej niż maj 1940 r. Czy teraz wszystko stanie się jasne jeszcze szybciej niż w 40 dni?

Autor:

Maj bieżącego roku zaczął się tak, jakby miał przejść do historii jako początek katastrofy większej niż maj 1940 r. Czy teraz wszystko stanie się jasne jeszcze szybciej niż w 40 dni?

Nieszczęsny pajac kokietował rdzennych Francuzów minami tak sprośnymi, jak jakaś socjalistyczna Madamme Domina, że pozostawiając pole imigrantom z Afryki Północnej, ci odmówili oddania na niego głosu. Sprowadził Francję do roli kwiatka przy niemieckim kożuchu i odszedł w iście lavalowskiej niesławie, zostawiając po sobie rozgrzebany europejski śmietnik. Sarkozy próbował dokonać tego, co niegdyś nie udało się nawet Thatcher – dorównywać Niemcom. Jego klęska jest tym bardziej sromotna, że Francuzi nie mają wytrzymałości Anglików i nie żyją na przycumowanej do amerykańskiego brzegu wyspie.

Choć jeszcze przez jakiś czas nadal będzie się o tym śmietniku bajać, jako o rządzonym przez duumwirat, to wkrótce sama jego nazwa „Merkolland” będzie znaczyła po prostu „Deutschland”. Nawet jeżeli po wyborach w przyszłym roku ciągle zamiast czarnym mundurem będzie wabić europejską publiczność różową garsonką. Teraz Sarko mówi, że bierze odpowiedzialność na siebie, ale to tylko paroles…, bo za rozmontowanie broniącej Europy przed niemiecką dominacją unijnej linii Maginota jedyną adekwatną odpowiedzialnością byłoby strzelenie sobie w łeb.

Ale w tym miejscu trzeba docenić dalekowzroczność Tuska. Wydawca albumów o niemieckiej przeszłości Gdańska nie musiał wytężać ubogich zwojów własnego mózgu, bo jako piłkarz podwórkowy wie z góry, że współczesna polityka jest jak wielki futbol – grają wszyscy, ale zawsze wygrywają Niemcy, i z góry postawił wszystko na Merkel. Premier udający Kaszuba, żeby tłumaczyć posiadanie racjonalnej podstawy do osobistej pogardy dla polnische wirtschaft („polskość to nienormalność”), teraz może już otwarcie negocjować warunki obsadzenia go na posadzie zastępcy prezesa spółki zarządzającej prowadzącą do Szczecina odnogą rurociągu Ribbentrop-Mołotow.

Francja Hollande`a będzie się liczyć już tylko jako zasłona dla powstania niemieckiej potęgi rakietowej, kosmicznej i w końcu nuklearnej. W wymiarze polityki europejskiej będzie tym, czym była po Waterloo, gdy zasłynęła przyswojeniem sobie krzyczanego przez rosyjskich żołnierzy słowa „bystro”, by jako Francja – bistro spełniać wszystkie życzenia Moskwy.

Biedna Francja miotająca się pomiędzy „narodowcem”– amatorem tabloidowych modelek Sarkozym a „internacjonalistą” Strauss-Kahnem, zwanym „seksualnym gorylem”, wybrała wyciągniętą z partyjnego lamusa kukłę z bezbarwnej plasteliny. Jego program jest wielkim łgarstwem bezprzykładnego łgarza, który na swoją obronę ma tylko to, że jest do tego stopnia Monsieur Inconnu, że nawet jego kobiety nie chciały się z tą mieszanką mydła z szampanem ożenić. Hollande jest tak bardzo nikim, że potrzebuje cudu, a więc licząc na cud, udaje Mojżesza, który uderzeniem laski uruchomił źródło na pustyni. Zapowiada dalsze jednoczenie Europy przy jednoczesnym popuszczeniu pasa przez zniecierpliwione masowym bezrobociem narody!

Samo zjednoczenie Francji, rozstrojonej przez mitomanów z lewicy i mięczaków z prawicy, wymagałoby tak wielkich pieniędzy, jakich we francuskich bankach nie ma i których nikt, ani Arabowie, ani Żydzi, ani Niemcy, ani nikt z tych, którzy doprowadzili Francuzów do tego tragicznego wyboru, na ratowanie mitu „słodkiej Francji” nie podarują. Rzeczywiste zjednoczenie Europy jest projektem możliwym do zrealizowania tylko siłą (w typowej dla siebie formie zrobili to Niemcy w początku lat 40. XX w.) albo przy wpompowaniu pieniędzy jeszcze większych niż Plan Marshalla.

Ale przecież zachodnioeuropejska franca zaraziła już nawet naszego historycznego sojusznika–ratownika zza oceanu! Jeszcze niedawno wydawało się, że po ujawnieniu się okropnych objawów tej choroby (i to szczególnie w ochronie zdrowia), zostanie ona szybko i skutecznie gorącym żelazem wypalona, ale okazuje się, że w trakcie tych czterech lat zdołała już skutecznie sparaliżować ofiarę. Zmiana hasła Obamy z „Yes, We Can” na „Forward” zapowiada, że choroba pogrąży Amerykę w odmętach paranoi już na stałe, bo przez finansowy stos pacierzowy dotarła już do mózgu.

Oprócz nieszczęsnej choroby, która doprowadziła do klęski na froncie zachodnim, mamy narastanie zagrożenia na froncie wschodnim, gdzie stalinizm odnosi nowe sukcesy. Na Kreml powrócił człowiek – sztandar KGB, czyli reprezentant formacji, która w kwietniu – maju 1940 r. „rozwiązywała problem Polski” w Katyniu, a której nieodrodni spadkobiercy dzisiaj tak agresywnie zaprzeczają odpowiedzialności Rosji, jakby planowali powtórzenie ludobójstwa.

Kto chciał wiedzieć, co się święci, mógł to przewidzieć, i choć Sarko (idoza) to choroba przewlekła, ale nie śmiertelna, to polski przemysł drzewny od lat polecał trumny firmy Sarco z Zambrowa.         

Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska