Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Sir Winston

Czytam właśnie biografię Winstona Churchilla pióra sędziwego brytyjskiego historyka Paula Johnsona.

Autor:

Czytam właśnie biografię Winstona Churchilla pióra sędziwego brytyjskiego historyka Paula Johnsona. Możemy, i słusznie, nie lubić Churchilla za zdradę polskich sojuszników kolejno: w Teheranie 1943 r., Poczdamie 1945 r. i Jałcie 1945 r., ale niewątpliwie był to gość mający – mówiąc metaforycznie – szeroki rozmiar kapelusza. Zanim został politykiem i już nim będąc, wydał szereg książek i napisał tysiące artykułów, co akurat czyni mi go, nie ukrywam, dość bliskim. Był politykiem mającym swoje legendarne słabości: delikatnie mówiąc – nie był abstynentem. Nie nosił z sobą termosu jak pewien znany polityk III RP, ale dawał, jak to się kiedyś mówiło, „ostro w palnik”. Nie przeszkodziło mu to (a może nawet wręcz przeciwnie?) być największym brytyjskim mężem stanu XX wieku.

Skądinąd, jak bardzo zmieniły się czasy i obyczaje przez ostatnie sto lat! Młody Churchill będąc członkiem House of Commons (Izby Gmin) – a został nim w wieku 26 lat, a więc mając dwa lata mniej od autora tegoż felietonu, gdy wybrano mnie do Sejmu RP – a jednocześnie sprawując funkcję wiceministra w rządzie Jej Królewskiej Mości w resorcie ds. kolonii, udał się do Afryki, przy czym pobyt jego został sfinansowany... przez angielską gazetę, której wysyłał z Czarnego Lądu reportaże... Dziś uznano by to niewątpliwie za przejaw korupcji politycznej.

„No sports”?!

Mam dwie ulubione anegdoty związane z Churchillem. Pierwsza jest nieco demoralizująca. Na spotkaniu z Anthonym Edenem, następcą sir Winstona na stanowisku szefa rządu Wielkiej Brytanii, przywódcą konkurencyjnej Labour Party (Partii Pracy), obaj panowie mówili o swoim stosunku do uprawiania sportu. Jeden chwalił się, że gra w tenisa, pływa, jeździ konno i fechtuje (dawna nazwa szermierki) i dzięki temu ma znakomite zdrowie i świetnie się czuje. Na co Churchill odparł, że on nie gra w tenisa, nie pływa, nie jeździ konno i nie uprawia szermierki i „jestem jeszcze w lepszym zdrowiu niż Pan, Panie Premierze”... To właśnie z tej rozmowy miała wziąć się słynna maksyma Churchilla: „no sports”, którą słyszałem setki razy od tych wszystkich, którzy nie przepadają za aktywnością fizyczną, a swoją drogą lubią wypić.

Z tą anegdotą wiąże się jeszcze jedna, choć już wyłącznie polska, mająca wszak Churchilla w tle. Gdy opowiedziałem ową historię o dwóch brytyjskich politykach i ich stosunku do sportu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, wówczas szef PiS z kamienną twarzą powiedział: „to nieprawda, że Churchill nie uprawiał sportu”. „Jak to?” – zdziwiłem się. „Uprawiał podnoszenie ciężarów” – Jarosław Kaczyński był pewny swego. „Naprawdę?” – zapytałem kompletnie zaskoczony, bo wydawało mi się, że dobrze znam biografię najwybitniejszego męża stanu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w ostatnich 120 latach. No i dałem się nabrać: prezes PiS stracił kamienną twarz i wyraźnie rozbawiony, że mnie podpuścił, wykonał gest podnoszenia kieliszka, bo to miało właśnie symbolizować podnoszenie ciężarów przez Churchilla. Czasem Kaczyński nabiera swoich współpracowników – na szczęście nigdy nie nabiera wyborców.

Prawdziwi wrogowie polityka...

Wracając na angielski grunt. Druga moja ukochana anegdota o sir Winstonie ma, być może (???), przełożenie również na polskie partie polityczne. Wolałbym o tym szerzej nie pisać, bo to śliski grunt... A anegdota jest następująca: debiutant w Izbie Gmin młody MP (popularny skrót od Member of Parliament, na Wyspach bardzo często po nazwiskach członków Izby Niższej brytyjskiego parlamentu pisze się właśnie MP), przedstawiciel Torysów, czyli Partii Konserwatywnej, wygłasza swoje pierwsze przemówienie w słynnym budynku Parlamentu nad Tamizą. Bez pardonu, twardo, ostro atakuje laburzystów, czyli lewicę. Po wystąpieniu idzie do Churchilla, oczekując pochwał, i pyta: „Panie Premierze, ale im przyłożyłem, prawda?”. Na co premier odpowiada z typowo angielską flegmą: „Zapamiętaj, młody człowieku: Partia Pracy to nasi oponenci, a prawdziwych wrogów ma pan we własnej partii”... I nie dopytujcie mnie, bardzo proszę, jak to wygląda w partiach funkcjonujących na terenie Rzeczypospolitej Polskiej.

To już nie anegdota: Winston Churchill, ten syn Albionu, bardzo kochał swoją matkę. Miał do niej bardzo emocjonalny stosunek i był z nią dużo bliżej niż z ojcem. Matka torowała mu karierę. Będąc jedną z najbardziej znanych osób w londyńskich elitach, umiała na początku zawodowej drogi syna wyprosić dla niego miejsce w takim, a nie innym prestiżowym pułku Armii Brytyjskiej. Mało kto już bowiem pamięta, że Churchill karierę zaczynał od wojska. A potem załatwiała mu możliwość pisania do ważnych brytyjskich gazet.

Ojciec Churchilla był ministrem, być może więc po nim odziedziczył Winston smykałkę do polityki. Ale synem się nie zajmował. Gdy ten później opublikował wielką polityczną biografię ojca, jeden z przyjaciół Churchilla skomentował: „Niewielu ojców zrobiło tak mało dla swoich synów, niewielu synów zrobiło tak dużo dla swoich ojców”.          


Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska