Przyjrzyjmy się ewolucji dwóch autorów „Rzeczpospolitej”, którzy szydzili z nas szczególnie ostro. Dowodzi ona bowiem, że prawda zawsze zwycięża, choć nie każdy od razu przemienia się z Szawła w Pawła.
Piotr Skwieciński
Rok temu autor ten pisał: „Kamieniem węgielnym pisowskiej narracji smoleńskiej jest szantaż moralny. Szantaż smoleńskimi trumnami, które znajdują coraz to nowe, nieoczekiwane zastosowanie” (7.02.2011, wszystkie cytaty za RP.pl). A później: „A zamach przecież był, bo musiał być. Musiał być, bo tylko zamach ostatecznie i nieodwołalnie dyskwalifikuje moralnie politycznych przeciwników. (...) Tylko zamach pozwala ostatecznie stworzyć ze smoleńskiej tragedii kamień węgielny mitu założycielskiego »Wolnych Polaków« (...). I wszelkie dyskusje z wyznawcami tej religii są bezskuteczne” (27.09. 2011). To o „kolegach z »GPC«”. Jeszcze niedawno Skwieciński nie miał pojęcia, co robi środowisko „Gazety Polskiej”, ale bezpardonowo się z nas nabijał i zestawiał z kłamcami oraz manipulatorami: „hasłowo: »sztuczna mgła« versus »ląduj, dziadu!«” (19.04.2011).
W końcu zrozumiał coś z tego, co od momentu tragedii mówili „ci od sztucznej mgły i podpiłowanego skrzydła” (3.11.2010). Ogłosił: „Nad przebiegiem śledztwa smoleńskiego pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Piszący te słowa długo dawał prowadzącym to dochodzenie (zarówno jeśli chodzi o prokuraturę, jak i o komisję Millera) kredyt zaufania (...). Trudno, mimo to badanie trzeba zacząć od nowa. Nie można dopuścić do tego, aby wokół tragicznej śmierci polskiego prezydenta i kilkudziesięciu przedstawicieli elity państwa pozostały znaczące znaki zapytania” (28.01.2012). To po ekspertyzie taśm Klicha. Dopiero wtedy Skwiecińskiego olśniło.
Michał Szułdrzyński
Wypowiedzi tego autora „Rz”, w których powtarzał on butnie oficjalną, „wypadkową” wersję tragedii, przypomniał Piotr Lisiewicz („Ułańska fantazja i pancerna brzoza”, „GP”, 8 lutego br.). Szułdrzyńskiego cechuje szczególna obsesja na punkcie środowiska „GP”. Padają absurdalne zarzuty i kpiny („coś dla tych, którzy mają silne nerwy: »Gazeta Polska Codziennie«”, 30.09.2011). Zmyślamy, jątrzymy, przysługujemy się PiS. O obrońcach Krzyża Pamięci ośmielił się powiedzieć: „Tak, to była tyrania mniejszości” (25.10.2010), traktując ich na równi z łobuzerią, która niszczyła znicze oraz biła harcerzy i ludzi starszych. Szułdrzyński od miesięcy poczyna sobie bezpardonowo. Jednym z wielu tego przykładów jest atak na Ewę Stankiewicz, która z Janem Pospieszalskim nakręciła wstrząsający film „Krzyż”. W polemice z nią publicysta zarzuca jej „polityczną zajadłość” i dodaje: „Ludzi, którzy mówią takie rzeczy, trudno traktować poważnie” (12.04.2011). To dokładanie kopanemu już ze wszystkich stron. Tego nie wytrzymał nawet jego redakcyjny kolega Artur Bazak: „Ewa Stankiewicz mówi głośno to, o czym w zaciszu swoich domów myślą miliony Polaków. I tego nie da się zakrzyczeć, zamilczeć ani zdezawuować” (18.04.2011).
W zbliżonym stylu Szułdrzyński rozprawił się z Wojciechem Wenclem (2.08.2011) i wielokrotnie atakował Antoniego Macierewicza. I nagle także on oprzytomniał. „Ujawniane dziś przez »Rzeczpospolitą« nowe fakty dotyczące okoliczności, w jakich rozpoznano głos generała w różnych ekspertyzach, to już nie cegiełka, ale poważny wyłom w murze. (...) Katastrofa smoleńska od miesięcy dzieli Polaków. Wielu z nich odrzuca oficjalną wersję wydarzeń, doszukując się w tragedii działania obcych sił. W jaki sposób rząd chce ich przekonywać, by zaufali państwowej komisji i jej raportowi, skoro odrzuca samą myśl o wyjaśnieniu pojawiających się rozbieżności? W ten sposób nie tylko pogłębia podziały, nie tylko daje paliwo zwolennikom teorii o zamachu, ale zwyczajnie podważa elementarne zaufanie obywateli do państwa” (20.01.2012). Dopowiedzenie: informacje o wynikach ekspertyzy wcześniej podały „Gazeta Polska Codziennie” i portal Niezależna.pl. Znowu byliśmy pierwsi. Może dlatego Szułdrzyński i Skwieciński tak nas nie znoszą.
Od początku na straży
Środowisko „Gazety Polskiej” od pierwszych dni po tragedii smoleńskiej drobiazgowo monitoruje dziejące się wokół niej sprawy. Sprawdzamy każdy wątek, zasięgamy opinii ekspertów, informujemy opinię publiczną o kłamstwach i matactwach rosyjskich i polskich śledczych. Opublikowaliśmy setki analiz, wydobyliśmy na światło dzienne setki faktów. To w tym środowisku powstały wielkie filmy – zepchnięte do drugiego obiegu – jak „Mgła” i „Pogarda” (Maria Dłużewska, Joanna Lichocka), „10.04.10” (Anita Gargas), „Przebudzenie” (Joanna Lichocka), wspomniany „Krzyż” i inne. To nasza ekipa odnalazła na smoleńskim pobojowisku ludzkie szczątki długo po zakończeniu prac przez Rosjan. Nie pozwolimy zamieść sprawy pod dywan!
Nie chcę szczegółowo komentować publikacji autorów „Rz”. Dotychczasowe bywały haniebne, aroganckie i pełne ignorancji. Nie wszystkie. Podobne stanowisko do naszego zajmują od początku m.in. Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz czy Piotr Semka. Ale i konwersję Skwiecińskiego czy Szułdrzyńskiego witamy z radością. Nie czekamy na przeprosiny za szyderstwa i zniewagi. Czekamy na redaktorów Żakowskiego, Lisa czy Pacewicza. Im więcej szabel w obozie walczących o smoleńską prawdę, tym lepiej. To ona zwycięży. Prędzej czy później!
