Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Popieram komisję śledczą

W ostatnich tygodniach wyszło na jaw kilka nowych faktów związanych z katastrofą smoleńską i jej okolicznościami.

Autor:

W ostatnich tygodniach wyszło na jaw kilka nowych faktów związanych z katastrofą smoleńską i jej okolicznościami. Okazało się, że krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych, badający nagrania z czarnych skrzynek, nie wykrył głosu gen. Andrzeja Błasika w kokpicie Tu-154M.

Dopiero wtedy ujawniono, że także ekspertyzy przygotowane na potrzeby rządowej komisji ministra Jerzego Millera – autorstwa policji i ABW – nie zakwalifikowały żadnego z nagranych głosów jako głosu dowódcy Sił Powietrznych RP. Zrobili to na własną rękę członkowie komisji, którzy go znali. I na tej podstawie komisja wpisała nazwisko generała do swojego raportu.

Zaskakujące fakty

Z kolei warszawska prokuratura otrzymała ekspertyzy świadczące o naruszeniu procedur przez funkcjonariuszy BOR-u podczas przygotowań do wizyty prezydenta i premiera w Smoleńsku w 2010 r. Ekspertyzy podały więc w wątpliwość wielokrotne zapewnienia szefa BOR-u gen. Mariana Janickiego, że w sprawie Smoleńska Biuro nie ma sobie nic do zarzucenia. Rzuciły też nowe światło na awans, który Janicki otrzymał od prezydenta Bronisława Komorowskiego już po katastrofie.

Wreszcie okazało się, że przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich nagrywał swoje słynne rozmowy, m.in. z szefem MON-u Bogdanem Klichem, nie na własną rękę, tylko w porozumieniu z kimś. W dodatku ten ktoś był najwyraźniej dysponentem sprzętu nagrywającego, skoro polski akredytowany przy MAK-u sam nie potrafił urządzenia wyłączyć i był nagrywany nawet w toalecie.

Ta ostatnia sprawa jest bardzo niepokojąca i tajemnicza, a w połączeniu z innymi, wskazanymi wyżej nowymi faktami powinna skłaniać do wniosku, że sejmowa komisja śledcza do zbadania katastrofy smoleńskiej może się okazać niezbędna.

Nowe otwarcie

Dotychczas byłem raczej przeciwnikiem tworzenia takiej komisji. Uważałem, że byłaby ona przede wszystkim płaszczyzną politycznych rozgrywek. Stałaby się trampoliną politycznych karier jej członków. Karier robionych w jakimś stopniu na grobach ofiar katastrofy.

Dziś jednak widać, że brak komisji nie zapobiegł eskalacji politycznego sporu wokół Smoleńska. A przecież nie ma płaszczyzny, w której ramach wychodzące na jaw nowe okoliczności katastrofy i prowadzonego w jej sprawie śledztwa mogłyby być wyjaśniane. Komisja Millera zakończyła prace i nie zamierza ich wznawiać. Prokuratura wojskowa co prawda wciąż swoje śledztwo prowadzi, ale interesuje się tylko wąskim aspektem sprawy, związanym z możliwością postawienia zarzutów. A zespół Antoniego Macierewicza dla części opinii publicznej nie jest wystarczająco wiarygodny.

Komisja w imię demokracji

Dlatego komisja, która składałaby się z przedstawicieli wszystkich sił politycznych i pracowała według określonych procedur, mogłaby wykonać pożyteczną pracę. Właśnie dzięki politycznemu pluralizmowi gwarantowałaby wiarygodność swoich ustaleń. Wiarygodność większą niż wszystkie dotychczasowe ośrodki zajmujące się katastrofą. Mogłaby też stać się płaszczyzną autentycznej dyskusji o katastrofie między różnymi środowiskami. 

Na razie oba te obozy rozmawiają tylko ze swoimi zwolennikami. A podstawą demokracji jest przecież dialog. Komisja mogłaby go umożliwić.

Autor jest publicystą i dziennikarzem „Newsweek Polska"



Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska