Z limuzyny wysiadł mężczyzna z maską. Z niebieskiego wozu dwaj goście z kamerą. Mężczyzna wymachiwał do niej jakąś maską, zaciskał pięść, pokrzykiwał. Ochrona nerwowo się rozglądała, a na mój widok wszyscy, wyraźnie spłoszeni, odjechali.
Wróciłem do domu i włączyłem telewizor. Pokazywali manifestację przeciwko ACTA. Nagle zobaczyłem scenkę z lasu. Usłyszałem, że to wódz manifestantów Janusz Palikot żąda w ich imieniu rezygnacji z ACTA, adopcji dzieci przez gejów i ogłoszenia penisa godłem Polski. Podczas jego wypowiedzi puszczano przebitki na wielki tłum manifestantów.
Że przesadzam parodiując metody naszych telewizji? Nieznacznie. Dawny sponsor i kolega Tuska Palikot, ma być w nich liderem tłumu skandującego „J…ć Tuska”. Że w Warszawie musiał salwować się ucieczką przed manifestantami, podobnie jak ekipa TVN w Stalowej Woli? Nic to, następną wypowiedź nagra się pod pomnikiem Chrystus Króla w Świebodzinie, na odludziu. Jeśli Palikot będzie tam latał, jak zapowiada, samolotem, to w ogóle żadne spotkanie z przeciwnikami ACTA mu nie grozi. A jak i tam nie wyjdzie? Ostatecznie można nagrać przemówienie Palikota w kiblu w siedzibie TVN. I miliony zobaczą.
Że protestujący wiedzą, iż to chamska ściema? Że organizatorzy protestów z 23 miast wydali oświadczenie przeciwko Palikotowi, w którym napisali, że szkodzi on protestowi? To nie dla nich ten spektakl, ale dla milionów oglądaczy telewizyjnego chłamu.
Młodzież przeciwna ACTA przechodzi właśnie przyspieszony kurs obywatelskiej edukacji. Tak to w naszej postkomunistycznej republice bananowej działa. Wiedzcie, że nie tylko w sprawie ACTA. Na co dzień.
Tak Palikot uciekał przed manifestantami w Warszawie:

