Minister Sikorski, który w sobotę spotykał się w Królewcu z ministrami Guido Westerwelle i Siergiejem Ławrowem, niczym niezrażony, nadal popierał projekt. Polskie media z zachwytem donosiły - Polska, Niemcy i Rosja mówią jednym głosem.
W sprawie wiz, praw człowieka, bezpieczeństwa. Wybitny polski dyplomata, hrabia Edward Raczyński analizował trzy obszary zainteresowania dyplomacji II Rzeczypospolitej: sojusznicy, sąsiedzi, plan międzynarodowy, wielostronny. Sytuacja była wówczas inna. Czy jednak nie należałoby przyjrzeć się niektórym jego zastrzeżeniom do bliskiej współpracy Niemiec i Rosji? Wówczas graliśmy swoją samotną grę. Teraz mówimy z naszymi sąsiadami jednym głosem. Czy chroni nas ta strategia przed rosyjskim neoimperializmem i niemiecką hegemonią w Unii Europejskiej i ich pewnością siebie w relacjach bilateralnych.? Ustąpiliśmy w sprawie gazociągu północnego. Już na wstępie rozmów okrągłego stołu polsko- niemieckiego nasza dyplomacja zrezygnowała z postulatu uznania polskiej mniejszości narodowej. Przyjęliśmy wersję niemiecką. Do Internetu wyciekły pisma w tej sprawie dyrektora Krzysztofa Miszczaka z Kancelarii Premiera. Co nam to dało? Jeszcze kilka lat temu przyjazd Eriki Steinbach na Pomorze, organizowany przez niemiecki MSZ dla wsparcia niemieckiej mniejszości narodowej, byłby niemożliwy. W dobie zapowiadanej przez rząd Donalda Tuska poprawy relacji z sąsiadami- niemożliwe staje się możliwym. Bundestag odmówił uchylenia rozporządzeń Goeringa delegalizujących istniejącą przed II wojną światową polską mniejszość narodową. W wyniku tych regulacji możliwa była konfiskata majątku i zsyłka działaczy do obozów koncentracyjnych, gdzie zostali wymordowani. A teraz władze Niemiec twierdzą, że nie ma problemu, bo nie ma Polonii. I nie zgadzają się na jej prawną rehabilitację. Inne ofiary nazizmu. np. dezerterzy z hitlerowskiej armii dawno już doczekały się specjalnej ustawy, potraktowane zostały przez Republikę Federalną z pełnymi honorami.
Media niemieckie rozpisują się, jak pod rządami PO Polska rośnie w siłę. Polska dyplomacja powinna wymagać specjalnej uchwały Bundestagu, poświęconej wyłącznie sprawie polskiej mniejszości, dokonującej pełnej jej rehabilitacji , czyniącej zadość krzywdzie. W tej sprawie z ust przedstawicieli polskiego rządu nie padło publicznie ani jedno słowo. Przyjmowana jest wersja niemiecka.
W relacjach z Rosją po katastrofie smoleńskiej straciliśmy resztki podmiotowości. Pozwoliliśmy, by wersja MAK zdominowała światową opinię publiczną, zadając dotkliwy cios prestiżowi Polski.
Przyjmujemy stopniowo rosyjską wersję kwestionującą ludobójstwo w Katyniu. Polski minister spraw zagranicznych uchylił furtkę rosyjskim insynuacjom o obozach śmierci po wojnie polsko-bolszewickiej.
Pomimo wszystkich opisanych powyżej spraw Polska, Rosja i Niemcy mówią jednym głosem. Czy realizują wówczas jakikolwiek polski interes?
W wywiadzie, który Igor Janke przeprowadził w sobotnio-niedzielnej „Rzeczpospolitej” z Radosławem Sikorskim pada znamienne zdanie na temat naszych relacji z USA. Polska mówi w nich, wg polskiego ministra spraw zagranicznych, „własnym głosem”. Czy rzeczywiście?
Gabinet Donalda Tuska negocjował sprawę tarczy antyrakietowej z administracją Busha. Dzięki determinacji Śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego udało się podpisać umowę i deklarację. Bez polskiej ratyfikacji nie wchodziła jednak w życie. Ostateczny rezultat projektu przy wsparciu polskiego rządu, okazał się dokładnie taki, jak chciała administracja Baracka Obamy i nasi sąsiedzi.
Dodatkowo, polityka PO zdejmowała z Białego Domu ew. odpowiedzialność za złamanie umowy. Polska opinia publiczna jest w tej sprawie karmiona banialukami.
Powrót do prawdziwie własnego głosu Polski będzie trudny i bolesny. Łatwy do ułożenia partner jest wygodny, świat polubił tę sytuację. Dla Polski nie ma jednak innej drogi, sojusznicy i przeciwnicy muszą na nowo uznać naszą podmiotowość.