Prezydent Andrzej Duda zawetował tzw. ustawę incydentalną, ale politycy koalicji 13 grudnia zapowiadają, że i tak doprowadzą do sytuacji, w której to wybrane przez nich grono sędziów zadecyduje o ważności wyborów prezydenckich. – Powinniśmy być przygotowani na każdy wariant. Również taki, że spróbują w Polsce powtórzyć operację, która została przeprowadzona w Rumunii – alarmuje minister Beata Kempa, doradca prezydenta RP.
"To elementy wojny psychologicznej, którą przecież - ja to przerabiam od pięciu lat - toczy z nami nasza konkurencja polityczna. Czasami z drugiej strony sali sejmowej, a czasami z wewnątrz koalicji" - przyznał Szymon Hołownia, pytany o ewentualną rezygnację z kandydowania w wyborach prezydenckich. "Będę kandydował niezależnie od tego, czy Polskie Stronnictwo Ludowe, czy Polska 2050 zechce kontynuować to poparcie" - dodał.
Mimo weta prezydenta Andrzeja Dudy, marszałek Szymon Hołownia nie ma zamiaru odpuszczać wprowadzenia tzw. ustawy incydentalnej. Chodzi o oddanie decyzji w sprawie wyborów prezydenckich z rąk Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN 15 wybranym sędziom Sądu Najwyższego. Część z nich została powołana jeszcze przez komunistyczną Radę Państwa. Prezydent twierdzi, że ustawa narusza status sędziów, ale to jemu Hołownia zarzuca rzekome "pogłębianie niepewności prawnej".