Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

„Polska nie chce mieć głowic nuklearnych”. Są reakcje na szokujące słowa wiceszefa MON

Słowa wiceszefa MON Pawła Zalewskiego o tym, że „Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium”, wywołały mocne reakcje. Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz przypomniał, że Polska „konsekwentnie od lat deklarowała i nadal deklaruje gotowość do ponoszenia większej odpowiedzialności” za odstraszanie NATO, także w domenie nuklearnej. Do wypowiedzi Zalewskiego odniósł się również szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.

Wiceszef MON Paweł Zalewski spotkał się w Brukseli ze swoim amerykańskim odpowiednikiem Elbridge'em Colbym. Jak relacjonował, rozmowy dotyczyły m.in. wzmocnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego przez realizację planu NATO 3.0 oraz potencjalnych miejsc stałego stacjonowania wojsk amerykańskich w Polsce. Zalewski został zapytany, czy przyszła obecność wojskowa USA w Polsce mogłaby obejmować zdolności nuklearne. - Nie. Chciałbym to powiedzieć bardzo jasno i otwarcie. Polska nie chce mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium - odparł wiceszef MON.

Dodał, że jednocześnie Polska chce być częścią nuklearnego odstraszania NATO, ale to nie oznacza obecności głowic na jej terytorium.

Wiceszef resortu obrony doprecyzował swą wypowiedź na X. „Polski rząd właśnie uzyskał możliwość udziału w programie DCA (Dual Capabilities Airborne - red.), który jest wstępem do Nuclear Sharing. Ale to nie oznacza składowania broni nuklearnej w Polsce. To nie jest ani możliwe, ani pożądane” - napisał.

Do tej kwestii - także na X - odniósł się wieczorem szef MON. „Rozwiewając wszelkie wątpliwości: Polska jest niezmiennie zainteresowana udziałem w programie NATO Nuclear Sharing” - podkreślił wicepremier Kosiniak-Kamysz. Dodał, że Polska prowadzi także rozmowy na temat propozycji uczestnictwa w europejskim nuklearnym parasolu ochronnym.

„Stanowisko naszego rządu jest w tych kwestiach jednoznaczne”

- zaznaczył szef resortu obrony.

Ten wpis również spotkał się z szybką reakcją:

Na wypowiedź Zalewskiego zareagował także szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz.

„Polska konsekwentnie od lat deklarowała i nadal deklaruje gotowość do ponoszenia większej odpowiedzialności za politykę odstraszania realizowaną przez NATO, w tym w domenie nuklearnej. Kolejne polskie rządy zgłaszały gotowość naszego kraju do udziału w programie Nuclear Sharing”

- napisał na X.

Do słów Zalewskiego odniósł się wieczorem także gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i b. wiceszef resortu obrony.

„Publiczna deklaracja przedstawiciela rządu, że Polska NIE CHCE mieć głowic nuklearnych na swoim terytorium to niezrozumiały błąd strategiczny w dziedzinie odstraszania. BJ (broni jądrowej - red.) nie musimy mieć u siebie, ale powinniśmy móc ją mieć i to właśnie ma wiedzieć Putin”

- ocenił.

Nuclear Sharing to program NATO, w ramach którego Stany Zjednoczone rozmieszczają broń jądrową na terytoriach wybranych państw członkowskich nieposiadających własnego arsenału nuklearnego. Obecnie uczestniczą w nim Niemcy, Włochy, Holandia, Belgia i Turcja. Chodzi o amerykańskie bomby grawitacyjne rodziny B61, które w czasie pokoju pozostają pod wyłączną kontrolą i dozorem USA. Ich ewentualne użycie wymagałoby decyzji politycznej w ramach natowskiej Grupy Planowania Nuklearnego, zgody prezydenta USA oraz państwa gospodarza; dopiero wówczas ładunki mogłyby zostać przekazane sojuszniczym samolotom podwójnego przeznaczenia.

Państwa uczestniczące zapewniają w tym układzie samoloty i przeszkolonych pilotów. Zarówno arsenał, jak i lotnictwo są obecnie modernizowane — starsze bomby zastępowane są precyzyjną wersją B61-12, a samoloty takie jak F-16 czy Tornado — myśliwcami F-35A. Według szacunków organizacji pozarządowych, m.in. Federation of American Scientists, w Europie składowanych jest ok. 100 amerykańskich bomb B61.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polityka