Sąd Okręgowy w Katowicach odroczył do 27 października posiedzenie w sprawie aresztowania posła Wojciecha Króla. Podczas ostatniego posiedzenia poseł i jego obrońcy zasypali sąd wnioskami.
W oczekiwaniu na kolejny termin, Król udzielił wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Oprócz przekonywania o swojej niewinności, postanowił podzielić się ciężarem sprawy. I to nie z byle kim, bo do dyskusji o swoich zarzutach korupcyjnych wciągnął premiera Donalda Tuska.
W rozmowie Król przekonywał, że sprawa ma kontekst polityczny. Polityk zasugerował, że działania unijnych śledczych mogą stanowić pułapkę zastawioną na całą koalicję rządzącą.
- Nikt nie wie, że przed moim zatrzymaniem na przesłuchanie do Prokuratury Europejskiej wezwano Donalda Tuska. Premier musiał przyjechać na Śląsk i złożyć zeznania. Przesłuchanie było kuriozalne. Prokuratorka pytała Donalda Tuska, czy mnie zna i czy bywałem w jego kancelarii
- ujawnił Król.
- Moim zdaniem to pułapka zastawiona na Koalicję 15 Października. Prokuratura założyła, że skoro Sejm wyraził zgodę na moje aresztowanie, to trafię za kratki. Być może liczono, że aresztowany poseł, pozbawiony wszelkich środków do życia, złamie się i nagle zacznie opowiadać coś, co byłoby sprzeczne z tym, co wcześniej zeznali przesłuchani ministrowie. Uderzyłoby to w rząd - stwierdził poseł Koalicji Obywatelskiej.
Cztery zarzuty korupcyjne
Poseł został zatrzymany 17 września, krótko po tym, jak Sejm wyraził zgodę na jego zatrzymanie i aresztowanie. Łącznie usłyszał cztery zarzuty.
Dwa pierwsze przedstawiono mu kilka tygodni wcześniej, gdy Sejm po raz pierwszy uchylił jego immunitet. Prokuratura zastosowała wtedy wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze. Kolejne dwa zarzuty usłyszał po zatrzymaniu. Po przesłuchaniu śledczy wystąpili do sądu o jego aresztowanie, ale sąd rejonowy się na to nie zgodził. Od tej decyzji odwołała się Prokuratura Europejska. O tym, czy poseł trafi do aresztu, sąd okręgowy zdecyduje najwcześniej 27 października.