Sprawa Andrzeja Szejny skupia na sobie uwagę opinii publicznej. Każdy wątek debatowany obecnie w mediach wzbudza zażenowanie i ma charakter rządowej afery. Ich nagromadzenie pokazuje – kolejny już raz – zupełny brak selekcji przy doborze kadr i nieodpowiedzialność koalicji rządzącej.
Osoba zagrażająca polskim interesom
W wyniku układu politycznego z Donaldem Tuskiem na czele, do MSZ powołano wiceministra, który dziś powszechnie jest opisywany w mediach jako człowiek dotknięty chorobą alkoholową, podejrzany o dotkliwe pobicie swojej partyjnej koleżanki, a także znajdujący się w kręgu podejrzeń o wyłudzenia tzw. kilometrówek. Każdą z tych spraw wiceminister Szejna i rządzący próbują relatywizować. Do alkoholizmu Szejna się przyznał i wskazał, że się leczy. Pobita działaczka w niejasnych wciąż okolicznościach wycofała skargi, a prokuratura odmawia odpowiedzi na pytanie, czy śledztwo dotyczące kilometrówek obciąża Szejnę. Te próby nie oznaczają jednak, że zagrożenia dla Polski nie istnieją. Andrzej Szejna, co dziś potwierdza wiele relacji świadków, jest osobą, której choroba alkoholowa rzutuje na możliwość pełnienia funkcji. Wielokrotnie miał być widziany w czasie wypełniania oficjalnych obowiązków, również w ramach zagranicznych delegacji, pod wpływem alkoholu. Co więcej, huczy od plotek o tym, że w stanie upojenia alkoholowego Szejna zachowywał się dwuznacznie, wobec czego występuje w jego przypadku oczywiste zagrożenie szantażem i presją. A to – jak wskazuje choćby logika Ustawy o ochronie informacji niejawnych – przesłanka, by uznać takiego człowieka za osobę niedającą rękojmi zachowania tajemnicy. Media spekulują dziś otwarcie, czy Szejna nie jest również pod wpływem presji czy szantażu wspomnianej działaczki, która dysponuje narzędziami nacisku na wiceministra, jako jego ofiara. Sprawa wydaje się więc oczywista – wiceminister Szejna nie daje gwarancji zachowania tajemnicy i zgodnie z logiką funkcjonowania systemu ochrony informacji niejawnych powinien zostać odsunięty od pracy na stanowiskach, które takiego dostępu wymagają.
Sytuacja wydaje się jasna również dla Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jak wiemy, ABW wiele miesięcy temu rozpoczęła postępowanie sprawdzające Szejny. Praktyka i potrzeby ochrony interesów RP wskazują, że postępowanie dotyczące tak ważnej osoby w rządzie powinno się zakończyć w kilka miesięcy. Mowa przecież o wiceszefie polskiej dyplomacji, który na co dzień pracować musi z informacjami niejawnymi. Agencja przyznaje jednak otwarcie, że postępowanie trwa. To sygnał, że ABW zidentyfikowała na tyle ważne informacje o Szejnie, że nie jest w stanie do dziś ukończyć tej procedury. Co więcej, docierające z ABW sygnały wskazują, że informacje w sprawie wiceministra Szejny wypełniają przesłankę z artykułu 18 ustawy o ABW, tj. „mają istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji Rzeczypospolitej Polskiej”. W związku z tym już jakiś czas temu sygnał o wątpliwościach wokół ministra Szejny został przekazany przez szefa ABW, zgodnie z jego obowiązkami informacyjnymi. Sytuacja jest więc dramatyczna – premier, jako osoba powołująca wiceministrów, utrzymuje na stanowisku w MSZ osobę zagrażającą polskim interesom.
„Rosja nam nie zagraża”
Donald Tusk zareagował na całą sytuację w sposób typowy dla siebie. Nie robił niczego do czasu, aż sprawa wyszła na jaw i odbiła się szerokim echem w mediach. Zareagował, gdy zrozumiał, że dłużej nie da się unikać tematu. Jego reakcją była – jak zwykle – próba ucieczki od odpowiedzialności za bezpieczeństwo RP. W czasie Rady Ministrów zaapelował on do ministra Radosława Sikorskiego, by ten „urlopował ministra Szejnę do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy”. „I nie mówię o kłopotach zdrowotnych, tam pojawiły się inne wątki” – mówił Donald Tusk. Dodał, że prosi o „urlopowanie wiceministra i pilne wyjaśnienie sprawy w każdym aspekcie”. Problem w tym, że Tusk o sprawie był informowany już wcześniej. Wynika to nie tylko z informacji docierających z ABW, lecz także z wypowiedzi rzecznika MSZ. Paweł Wroński tłumacząc, dlaczego Szejna ma dziś dostęp do informacji niejawnych, wskazał, że decyzję taką – zgodnie z ustawą o ochronie informacji niejawnych – podjął Radosław Sikorski. Rzeczywiście ustawa daje możliwość szefowi MSZ, by wiceministrowi wydać zgodę na dostęp do informacji niejawnych w czasie trwania postępowania sprawdzającego. Jednak ta zgoda nie może abstrahować od stanu wiedzy Agencji dotyczącej wiceministra. A, jak mówił Wroński, Andrzej Szejna był przed powołaniem – zgodnie z praktyką – wstępnie sprawdzany. „W momencie gdy zdecydowano, że zostanie wiceszefem resortu dyplomacji, przeszedł tzw. wirówkę, czyli został wstępnie sprawdzony przez służby” – opisał Paweł Wroński. Sprawdzony, to nie zweryfikowany pozytywnie. A byłoby niedopełnieniem obowiązków, gdyby w odpowiedzi na tę właśnie wirówkę ABW przemilczała dość proste do ustalenia fakty rzutujące na wiarygodność wiceministra Szejny. Przyznanie przez MSZ, że była robiona wirówka, a także sygnały dotyczące przekazania premierowi i szefowi resortu informacji dotyczących zagrożeń związanych z pełnieniem funkcji przez Szejnę – zdają się potwierdzać lekceważenie przez rząd Donalda Tuska bezpieczeństwa państwa.
Premier Tusk w cytowanej już reakcji z posiedzenia rządu sugerował, że sprawa Szejny jest znacznie bardziej niepokojąca niż to, co publicznie podano.
To puszczenie oka do opinii publicznej – być może na potrzeby rozgrywek koalicyjnych – że sprawa jest poważniejsza niż to, co wiadomo o niej do tej pory. Rzeczywiście w tej historii brakuje wielu ważnych wątków, które na pewno zwróciły uwagę ABW. Chodzi choćby o szkodliwą dla Polski działalność propagandowo-informacyjną, którą Szejna prowadził przez lata. Jego aktywność na tym polu stanowi przykład zagrożeń generowanych również dla Polski. Szejna w swoich wypowiedziach kilkakrotnie relatywizował zagrożenia ze strony Rosji w momencie, gdy wiadomo już było, że Kreml stanowi realne zagrożenie zarówno dla Europy Wschodniej, jak i RP. W kwietniu 2014 roku – na kilka dni przed rosyjskim atakiem na Ukrainę – Szejna w rozmowie na czacie „Echa dnia” mówił, że „Rosja nam nie zagraża”. Krytykował, ale polski rząd – za politykę konfrontacji z Rosją. „Niedobrze się stało, że przez politykę wymachiwania szabelką przez polski rząd straty ponoszą nasi przedsiębiorcy z branży przetwórstwa rolno-spożywczego i wszyscy, którzy eksportują do Rosji” – mówił, relatywizując zagrożenia ze strony Moskwy. Już po bezprawnej aneksji ukraińskiego Krymu przez Rosję Szejna wskazał, że „nie można tego traktować jak wjazdu rosyjskich czołgów”. W tej samej wypowiedzi z roku 2014 zapowiedział, że wraz z kolegami z SLD będzie chciał witać w Polsce rosyjski gang motocyklowy „Nocne Wilki”. Uznał, że w ten sposób „chce przerwać histerię wokół tej akcji” (rajdu „NW” po Europie) i atakował rząd Polski za brak zgody na przejazd „Nocnych Wilków” przez Polskę. Decyzja Warszawy w tej sprawie była natomiast oczywista i uzasadniona. „Nocne Wilki” to powiązana ze światem przestępczym i służbami specjalnymi Rosji grupa gangsterów, którzy wspierają reżim Putina od wielu lat. Prowadzą działania z zakresu propagandy historycznej, ale też znacznie poważniejsze – „Wilki” skupiają osoby związane z rosyjskimi służbami, Specnazem, po bojowych misjach Grupy Wagnera czy nawet biorące udział w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie. Próba obrony ich wizerunku w Polsce oraz pomaganie, by – mimo zakazu rządu RP – wjechali na teren RP, to przykład szkodliwej dla interesów Polski działalności informacyjnej.
Andrzej Szejna w ten sposób szkodził Polsce. Wspomniane wypowiedzi Szejny były korzystne dla Rosji w kluczowym momencie – gdy Rosja dokonała ataku na Ukrainę, rozpoczynając długoletnią wojnę przeciwko naszemu sąsiadowi. Obrona wizerunku Rosji w tej sytuacji była niebezpieczna.
Obrońca chińskich interesów w Polsce
Dużo większe i dłuższe zaangażowanie informacyjne Szejna wykazywał jednak na innym kierunku. Przez wiele lat zachowywał się jak lobbysta spraw chińskich. Wiele razy był opisywany jako polityk o prochińskim nastawieniu, osobiście prowadził współpracę z chińskimi podmiotami na różnych poziomach. Był bardzo częstym uczestnikiem spotkań i imprez organizowanych przez ambasadę Chin w Polsce – czym publicznie się chwalił, wyjeżdżał też do Państwa Środka. A w czasie swojej parlamentarnej działalności brał udział w pracach polsko-chińskiej grupy parlamentarnej.
Polityczne działania na styku relacji Polski i Chin sprawiły, że Szejna miał wiele okazji walczyć o chińskie interesy i wizerunek. Występował w mediach, wspierając propagandowo chińskie władze. W wypowiedzi dla Chińskiego Radia Międzynarodowego mówił, że polska lewica i Komunistyczna Partia Chin „podzielają wspólne wartości”. W swojej odezwie do narodu chińskiego i Komunistycznej Partii Chin Szejna pisał peany na temat KPCh oraz prezydenta Xi. „Idea Komunistycznej Partii Chin »skoncentrowania się na ludziach« jest postępową koncepcją, która jest tożsama z myślą europejskich socjalistów i Nowej Lewicy w Polsce. (…) Prace i publikacje Pana Prezydenta Chin Xi Jinpinga uważam za wybitne. Pan Xi Jinping zwraca wielką uwagę na rozwój chińskiej gospodarki i społeczeństwa i nie tylko dotyczy to najważniejszego wyzwania, jakim jest walka z ubóstwem, ale także rozwoju klasy średniej” – pisał Szejna w odezwie. W 2020 roku w czasie spotkania z wiceszefem Wydziału Łączności Międzynarodowej KC KPCh Qianem Hongshanem Szejna miał oceniać pozytywnie skuteczność Chin w walce z pandemią COVID-19 i w zwalczaniu ubóstwa (!). Stwierdzić miał też, że – cytuję za Ośrodkiem Spraw Azjatyckich UŁ – „jego partia jest gotowa zacieśniać relacje z KPCh i wzmacniać wymianę doświadczeń w zakresie rządzenia państwem”. Z kolei w 2021 roku w rozmowie z chińską agencją Xinhua Szejna przyznał, że podziwia postęp i rozwój Chin, a w rozmowie z Robertem Mazurkiem w 2024 roku zaznaczył, że „filozofia obecnego prezydenta Chin jest mu bliska”. Działania informacyjno-propagandowe Szejny były przez lata korzystne dla Chin i chińskich interesów.
Aktywności Szejny wychodziły także poza sprawy stricte propagandowe i medialne. W latach 2020–2021 Szejna złożył kilka interpelacji poselskich w sprawach dotyczących relacji z Chinami. Ich treść trudno oceniać inaczej niż dbałość o interesy chińskie w Polsce. W 2020 roku wprost naciskał na Rząd RP, wskazując, że wykluczenie Huawei z polskiego rynku oznaczać może „wojnę handlową z Chinami”. Swoją działalność w ramach obowiązków poselskich Szejna wykorzystywał do nagłaśniania spraw niekorzystnych z punktu widzenia interesów chińskich w Polsce. Jego aktywność, zarówno polityczna, jak i informacyjna, przynosiła Chinom korzyści m.in. wizerunkowe. Jednocześnie Andrzej Szejna przyznawał, że w ambasadzie Chin w Polsce ma „przyjaciela”. W ten sposób skomentował zdjęcie swoje i Marcina Kulaska (obecnie ministra nauki!) z Zhang Haibo, „I Sekretarzem Ambasady Chińskiej Republiki Ludowej w RP”. Działanie Szejny na rzecz Chin jest sprawą oczywistą. Na taką aktywność obecnego wiceministra spraw zagranicznych wskazywali także eksperci zagraniczni, choćby z takich ośrodków jak Freedom House czy CEPA. W raportach obu tych instytucji aktywność Andrzeja Szejny została zakwalifikowana jako element działań na rzecz chińskiej propagandy.
Z punktu widzenia interesów RP działania pana Szejny na rzecz chińskiej propagandy są realnym problemem. Rodzi się oczywiste pytanie, czy pan minister Szejna nie przekroczył dopuszczalnej prawem linii? Czy dał się wciągnąć w kontakty, które rzutują na bezpieczeństwo Polski? Czy utrzymuje relacje z obywatelami Chin? Czy wśród jego chińskich rozmówców i „przyjaciół” są osoby powiązane z chińskim wywiadem (to zdaje się bardzo prawdopodobne z racji natury tego państwa)? Czy kontakty ze stroną chińską przyjęły formę odpłatnych usług realizowanych na rzecz Chin, chińskich podmiotów lub chińskich mediów? To są realne problemy, które w tej sprawie musi oceniać i badać ABW. Historia skrywa więc dużo poważniejsze zagadnienia dla państwa polskiego niż to, co widać na wierzchu. Wieloletnie działania A. Szejny na rzecz obrony chińskich interesów w Polsce i promowanie wizerunku Chin to bardzo poważne podatności również Polski, w momencie gdy Pan Szejna pełni funkcje w MSZ i bierze – jak ostatnio – udział w oficjalnych spotkaniach z chińskimi przedstawicielami. Trudno się spodziewać, by był w stanie zabezpieczyć interesy RP w tej sytuacji. Dziś powstaje pytanie, czy o tych działaniach Szejny mógł mówić premier Donald Tusk, gdy na Radzie Ministrów sugerował, że sprawa jest poważniejsza niż kwestia „choroby”?
Przekroczenie czerwonej linii
Sytuację państwa polskiego związaną z funkcjonowaniem Andrzeja Szejny w MSZ pogarsza jeszcze jedna analiza. Jak informowała ostatnio Europejska Służba Działań Zewnętrznych funkcjonująca w Unii Europejskiej, „Polska jest krajem pozostającym na celowniku rosyjskiej i chińskiej propagandy”. Oczywiste więc powinno być, że wiceministrem nie może być w tej sytuacji osoba, która wpisywała się w działania propagandowe na rzecz interesów i wizerunku Rosji i Chin.
Funkcjonowanie Szejny w MSZ, w związku z opisywanymi problemami i wątpliwościami, zapewne nie uszła uwadze naszych sojuszników. Są oni świadomi, kto pojawia się w oficjalnych delegacjach, w jakim stanie się pojawia i jak wypełnia swoje obowiązki. Sojusznicy na pewno znają też działania Szejny wychwalające Chiny. Obecność takiego człowieka w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, które jest na tzw. krótkim rozdzielniku służb specjalnych, mogła zostać zakwalifikowana jako zagrożenie dla interesów sojuszniczych. Zgodnie z decyzją Radosława Sikorskiego Szejna miał możliwość pracowania na informacjach niejawnych. A do MSZ trafiają bardzo wrażliwe dane i raporty, również te przekazywane przez służby w ramach wymiany sojuszniczej. Szejna zapewne realnie czytał w trybie niejawnym to, co ustaliły polskie służby i co otrzymały od innych służb. Dla wspólnoty wywiadowczej z NATO to mogło być przekroczenie czerwonej linii. Spraw rzutujących na Szejnę nie da się bowiem rozmyć i niuansować. I, na szczęście, nikt już obecnie nie próbuje. Długotrwałe prowadzenie przez ABW postępowania sprawdzającego kogoś na tak eksponowanym stanowisko dla tych, którzy znają tajniki prowadzenia takich procedur, jest oczywistym sygnałem o ustaleniu informacji rzutujących na możliwości otrzymania przez pana wiceministra poświadczenia bezpieczeństwa. Wcześniejsze lekceważenie takich sygnałów jest przykładem działań sprzecznych z interesami RP.
Utrzymywanie na stanowisku kogoś, wobec kogo polskie służby mają wątpliwości, jest nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Wiceminister Szejna powinien natychmiast opuścić urząd. Jego nominacja to kolejny dowód na nieodpowiedzialność rządu Donalda Tuska przy okazji decyzji kadrowych.
Układy koalicyjne nigdy nie mogą być ważniejsze niż bezpieczeństwo Polski.
Autor jest doradcą prezydenta RP; prezesem Fundacji Instytut Bezpieczeństwa Narodowego. Śródtytuły pochodzą od redakcji „Gazety Polskiej”.