Odebranie dzieci po interwencji RPD
W piątek, 14 sierpnia 2026 roku, Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak przebywała na warszawskiej Białołęce. Podczas spaceru zauważyła kobietę, która miała szarpać swoje dziecko i podnosić na nie głos. Rzeczniczka zareagowała i zwróciła matce uwagę, na co ta miała odpowiedzieć wulgaryzmami. Następnie Horna-Cieślak podjęła działania, które ostatecznie doprowadziły do przymusowego odebrania dzieci rodzicom.
Po nagłośnieniu sprawy jeszcze tego samego dnia posłowie Rozwoju Plus, Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji zapowiedzieli złożenie wniosków w sprawie odwołania Moniki Hornej-Cieślak. Z kolei 6 października 2026 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli do biura Rzecznika Praw Dziecka w związku z postępowaniem prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie.
Horna-Cieślak: "Nie żałuję"
Horna-Cieślak została zapytana o gigantyczne kontrowersje wokół jej działań w dzisiejszym wywiadzie na antenie radia RMF.
Nie żałuję tego, co się stało. Mam wgląd w akta sprawy, wiem, co się działo w tej rodzinie i czego byłam świadkiem. Uważam, że interwencja była potrzebna
– oświadczyła.
W jej opinii w rodzinie "dochodziło do przemocy domowej".
Pytanie jest, czy i w jakim zakresie ta rodzina otrzymywała wsparcie. Ja byłam świadkiem przemocy domowej. Postąpiłam zgodnie z prawem. Nie możemy czekać na tragedię, musimy o wiele wcześniej podejmować działania w zakresie bezpieczeństwa dzieci. W tej sytuacji dokonana analiza rodziny była jednoznaczna: Życie i zdrowie dzieci były zagrożone
– wskazała Horna-Cieślak.
Rzecznik Praw Dziecka zadeklarowała także, że "nie ma nic do ukrycia" i jest gotowa do "pełnej współpracy".
Jestem gotowa opowiedzieć o tym, czego byłam świadkiem
- powiedziała.