Afera pedofilska-zoofilska, dotycząca pary z Kłodzka, ma dwa aspekty. Pierwszy ma charakter przestępczy – zwyrodniałe praktyki, służące do czerpania zysku, ludzie wyzuci z resztek człowieczeństwa i dramat dzieci. Ale jest też drugi wymiar tej sprawy – publiczny. Uczestniczka owego procederu od lat była zaangażowana politycznie i bez wątpienia miała relacje na tym gruncie z wicemarszałek Sejmu. Czy ich znajomość wkroczyła na inny poziom zażyłości?
Czy kobiety się przyjaźniły? Tego nie wiemy. Ale trzeba uczciwie powiedzieć, że gdyby nawet tak było, Monika Wielichowska mogła nie być świadoma mrocznej strony swojej znajomej. Nikt z nas nie podejrzewa innych o zbrodnie, gdy nie ma na to naprawdę mocnych dowodów. Jeśli zatem tak właśnie było, to nic nie stało na przeszkodzie, by wicemarszałek wydała wyjaśniające sprawę oświadczenie, odpowiedziała na pytania dziennikarzy i wyraziła żal z powodu współpracy z Kamilą L. Dałaby dowód odwagi cywilnej i odpowiedzialności – bo polityk ponosi odpowiedzialność za swoich współpracowników.
Nie karną, lecz moralną. Wielichowska jednak wybrała zupełnie odmienną strategię. Milczała. Pytania zbywała śmiechem lub ratowała się ucieczką przed dociekającymi. Przemówiła dopiero po dwóch tygodniach ogólnopolskiej debaty na temat Kłodzka, ale zabrała głos w arcykomfortowych warunkach dla siebie, tj. via media społecznościowe. Jednak kilkanaście linijek na Facebooku i wyłączenie komentarzy to stanowczo za mało. Dziś wiemy bowiem, iż nad bohaterką afery ktoś rozpostarł parasol ochronny, który działał nawet wówczas, gdy jej udział w seansach zboczenia stał się faktem powszechnie znanym.
Sprawa najwyraźniej wymaga wyjaśnienia znacznie głębszego, niż można było przypuszczać, gdy pierwsze informacje o niej trafiły do mediów. Czy Kamila L. była traktowana ulgowo, bo miała wielu umocowanych politycznie przyjaciół? A może – o tym mówi się w Kłodzku – jej relacje partyjne uzupełniały silne kontakty towarzyskie, a wręcz intymne z wpływowymi działaczami Platformy? Czy dokumentowała je i dziś jest w posiadaniu materiałów kompromitujących partię władzy? To pytania, które trzeba publicznie stawiać, a sprowokowała je swoim milczeniem sama Wielichowska. Partia Donalda Tuska liczy na pewno na przewlekanie sprawy, na znudzenie nią opinii publicznej lub przykrycie innymi historiami. Nie można do tego dopuścić.'
Polecam lekturę. Dziękuję za rozmowę @GPtygodnik. pic.twitter.com/GhXBbAk5Hx — Mariusz Kozłowski (@mario_kozlo) April 25, 2026