Półtora miesiąca potrzebował aparat przemocy zorganizowany przez ministra Żurka na wyrzucenie sędziego Dariusza Łubowskiego z zajmowanego stanowiska, z zajmowanego gabinetu i rozpoczęcie wobec niego represji odwetowych. Nikt nie silił się nawet na wymyślanie alibi pod takie działania.
Sędzia Łubowski nie kwalifikuje się do kategorii „neo”, ale to nie ma znaczenia, bo przecież wszyscy mają pełną świadomość bezprawia segregacji wedle daty powołania przez prezydenta RP. Rozprawienie się z sędzią Łubowskim to nowy projekt „demokracji walczącej”, która teraz będzie już brutalnie terroryzować cały wymiar sprawiedliwości wedle swoich potrzeb. Na naszych oczach, dosłownie w kilka tygodni, kryptodyktatura weszła na wyższy poziom demolowania państwa. Niestety, w zasadzie nie niepokojona przez nikogo. I idę o zakład, iż wobec niezależnego sędziego, który nie odmówił spotkania z wysłannikami nielegalnego prokuratora krajowego, będą wytoczone najcięższe działania. Dyscyplinarne, propagandowe, a być może i karne.
W logice tej psychopatycznej władzy musi zostać ukarany, bo publicznie zademonstrował brak woli wykonywania jej poleceń. Gdy represje wobec sędziego Łubowskiego nabierają tempa, prezydent Nawrocki zablokował ustawę o KRS i wysłał do Sejmu projekt swoich propozycji prawnych, które mają za zadanie zdyscyplinować zamachowców w togach. To bez wątpienia ruch w dobrym kierunku – prezydent chce, by państwo twardo i surowo traktowało tych przedstawicieli władzy sądowniczej, którzy kwestionując choćby Konstytucję RP, są realnym zagrożeniem dla naszej demokracji. Trudno jednak nie zauważyć, że to ruch spóźniony. Problem dewastowania sądownictwa nie jest nowy, jako kandydat w wyborach Karol Nawrocki deklarował, że ma gotowe rozwiązanie. Chciał dawać władzy kilka tygodni na opamiętanie, dał kilka miesięcy na rozkręcenie aparatu represji. A skoro tak, to dziś trzeba mocniejszych środków. Potrzeba kampanii przeciwko sądowemu bezprawiu rządu Tuska. Aktywnej, angażującej różne środowiska, wykorzystującej wszystkie narzędzia, jakie prawo daje głowie państwa. Prezydent może przecież w każdej chwili przemawiać podczas obrad Sejmu – warto wykorzystywać tę możliwość, by wzmagać presję na koalicję, a jednocześnie wyrywać Polaków z bardzo groźnego stanu przyzwyczajania się do bezprawia. Prezydent Nawrocki zapowiedział referendum – to realizacja obietnicy wyborczej, doskonale, że podtrzymana i ewidentnie włączona w prezydencki plan działania. Ale właśnie to referendum potrzebuje wielkiej mobilizacji obywateli, bo przecież jasne jest, iż koalicja „demokracji walczącej” będzie bronić się wszelkimi sposobami przed odwołaniem do opinii Polaków. Każda niedemokratyczna władza – a ta swoim działaniem wepchnęła się do tej kategorii – boi się społecznego niezadowolenia. I właśnie je trzeba w ludziach wyzwolić.