Być może administracja Trumpa przypomniała sobie, że na początku lat 70. w pałacu Myślewickim w Warszawie toczyły się poufne rozmowy amerykańskich i chińskich dyplomatów, które doprowadziły do wizyty w Chinach prezydenta Richarda Nixona. To mogło mieć jakieś znaczenie.
Jednak myślę, że Biały Dom znacznie bardziej docenia obecne relacje z Polską. Jesteśmy strategicznym sojusznikiem USA w regionie, niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i jako jedno z niewielu państw NATO przeznaczamy 2 proc. PKB na obronność. Te atuty Polski są z pewnością zauważane przez otoczenie amerykańskiego prezydenta i umieszczenie nas na rozszerzonej liście miejsc zapowiadanego szczytu Trump-Kim na to wskazuje. Ale ostatnie wypowiedzi burmistrza Jersey City i list, który do premiera Morawieckiego wystosowała niedawno grupa amerykańskich senatorów, wskazują, że jest jeszcze sporo do zrobienia w naszych stosunkach. Dobre relacje z Białym Domem to nie wszystko, trzeba też zadbać o dyplomację publiczną skierowaną do tamtejszych elit.