Przykładem naprawdę dramatycznym takiej postawy jest pomysł wymienienia się dziećmi na zarodkowym etapie rozwoju, tak by dopasować ich płeć do oczekiwań rodziców. Propozycję taką skierowali w mediach społecznościowych 37-letnia Lisa i jej 48-letni mąż Ray z Nowego Jorku. Parze po wcześniejszych zapłodnieniach in vitro po-stał jeden zarodek płci żeńskiej, a chcieliby go zamienić na zarodek płci męskiej, tak by ich pięcioletni synek miał braciszka, o którym podobno bardzo marzy. Na propozycję odpowiedziała z Kalifornii inna kobieta, której mąż ma sześciu synów z pierwszego małżeństwa, a także mają wspólnego syna, i która chętnie by się zamieniła na żeński zarodek. Czy do transakcji doszło, nie jest jasne, ale… sam pomysł mrozi krew w żyłach. Niestety jest on prostą konsekwencją mentalności, zgodnie z którą dziecko jest prawem i towarem, a nie darem, który otrzymujemy od Boga.
Wymieńmy się dziećmi
Uznanie, że dziecko jest czymś, do czego rodzice mają prawo, co mogą sobie zaplanować, także w odniesieniu do jego płci, oznacza jego uprzedmiotowienie. To zaś prowadzi prędzej czy później do tego, że zaczynamy je traktować jak zwykły towar. Takie są właśnie dalekosiężne skutki mentalności in vitro.