Inni grzmią na pewnego arcybiskupa, który odważył się przypomnieć, że nauczanie pewnej nadpobudliwej nastolatki nie jest nauczaniem Kościoła i że Kościół nie jest gretokatolicki, ale katolicki po prostu. Wszystko to ma prowadzić, i niekiedy także w Kościele prowadzi, do uznania, że Kościół musi się dostosować do głównych trendów współczesności, bo jeśli tego nie zrobi, zostanie medialnie zrównany z ziemią.
Problem polega tylko na tym, że Kościół Agnieszki Holland, tak jak wspólnota wyznawców Grety, nie jest nikomu do niczego potrzebny, byłby solą, która straciła smak. Jeśli zaś jakiegoś Kościoła potrzebujemy, to jest to Kościół Jezusa Chrystusa, który głosi swoją, a nie obcą naukę.