Teraz media rządowe opisywały domniemaną próbę zamachu na szefa rządu. Jeśli jest ona prawdziwa, to sprawę należy wyjaśnić do spodu z wręcz ostentacyjną transparentnością. Jeśli jej zabraknie, to można znowu pomyśleć, że zamach wyglądał jak „tajny raport CIA” pokazany Tuskowi – czyli był konfabulacją. Tylekroć powtarzane fałszywe alarmy (nawet RCB wzbudzało panikę w województwie lubuskim) zmniejszają wiarygodność polskich służb do tego stopnia, że w razie choćby hybrydowego ataku Władimira Putina na Polskę będziemy mieli kolejne kuglarstwo zamiast autentycznej obrony. Rząd Tuska to zawsze problemy dla Polski, ale w trakcie zagrożenia rosyjskiego przechodzi już sam siebie.
Wojna też będzie na niby?
Skala rządowej niepowagi w sprawach bezpieczeństwa wystawia nas na tyle zagrożeń, że wymaga osobnej dysertacji. Premier raz straszy wojną, innym razem talibami w łazienkach dziennikarzy Republiki, potem nastolatkowie stawiają w stan gotowości tysiące policjantów, a rosyjskie drony wlatują do kraju jak Brytyjczycy na weekend do Krakowa.