Zresztą nie ma żadnych argumentów, aby podpisać ustawy, z których jedna jest niezgodna z konstytucją (przywrócenie przesłanki ciężkiej wady płodu), a druga szeroko otwierałaby możliwość przeprowadzania aborcji, skoro zostałoby zniesione karanie za pomoc w przerywaniu ciąży. Jeśli nie chodzi o zmianę prawa aborcyjnego, to o co? Odgrzewanie sporu wokół aborcji może być rozpaczliwą próbą przypodobania się swojemu elektoratowi, ponieważ rząd znalazł się w kryzysie wizerunkowym i stara się zbijać polityczny kapitał na atakowaniu prezydenta. Koalicja Obywatelska niczym tonący, który chwyta się brzytwy, wraca do konfliktu światopoglądowego z 2020 r., licząc na odwrócenie uwagi od własnej nieudolności. Ale aborcyjna wojenka nie uratuje Tuska ani koalicjantów przed spadającym zaufaniem Polaków. Poza tym jak to jest, że trzeba w Sejmie „odwracać” wyrok ponoć „nielegalnego” Trybunału Konstytucyjnego, skoro obóz władzy nie uznaje jego orzeczeń? Koalicja wpada we własne sidła.
Ustawy aborcyjne do kosza
Jaki jest sens przyjmowania ustaw, skoro wiadomo, że prezydent Karol Nawrocki je zawetuje? Zapowiadał to, już zanim został głową państwa, i trudno przypuszczać, żeby nagle zmienił zdanie.