Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tȟašúŋke Witkó,
24.10.2017 20:14

Szkoda im jeść dawać

Podzielę się z Czytelnikami moim najpilniej strzeżonym sekretem – otóż, wiem, gdzie jest mityczny „raj na ziemi”! Leży on raptem 90 km na południowy zachód od warszawskiego zgiełku, w malowniczej wsi Krzemienica, której centralnym punktem jest przepiękny XVI-wieczny kościółek św. Jakuba Apostoła, gdzie kręcono sceny do filmu „Pan Wołodyjowski”.

Niedaleko, pośród zielonych łąk, leniwą serpentyną wije się rzeczka Krzemionka. Jeszcze 35 lat temu podczas letniej kanikuły łapałem w niej raki pod zagubionym wśród jęczmiennych łanów mostkiem, urozmaicając sobie w ten sposób najnudniejszą czynność na świecie, jaką było pasanie kaczek. Dzwony z kościelnej wieży regulowały mój rytm dzienny, bo te wieczorne, najbardziej wyczekiwane, oznaczały koniec popasu i upragniony powrót do babcinego domu. Tam dostawałem kubek mleka i pajdę świeżego chleba, co zawsze wywołało uśmiech zadowolenia na mojej pucołowatej, naznaczonej niezliczonymi piegami twarzy.

Okres słonecznej nirwany, spędzanej w bezpiecznej odległości od galer, ukrytych starannie pod niewinnie brzmiącą nazwą szkoły, był tylko na krótką chwilkę przerwany zmartwioną twarzą Babci, która codziennie rano szła z koszykiem do kurnika w poszukiwaniu kaczych jajek i codziennie wracała stamtąd z pustymi rękoma, narzekając pod nosem na lenistwo upartych stworzeń, które jaj nieść nie chciały, a swoje rytualne pretensje kończyła, stając w progu letniej kuchni, niezmienną frazą: „szkoda im jeść dawać”.

Król (Europy) jest nagi

Fraza „szkoda im jeść dawać” wróciła do mnie jak bumerang po wysłuchaniu komunikatów o pierwszych poszczytowych ustaleniach Rady Europejskiej. Dowiedziałem się bowiem, że Donald Tusk orędował wśród przywódców państw UE za następną zbiórką pieniędzy dla Turcji, na której barkach po raz kolejny złożył odpowiedzialność za powstrzymanie fali uchodźców do Europy. Tak, ten sam Donald Tusk, który jeszcze niedawno był gorącym zwolennikiem forsowanej przez kanclerz Merkel polityki otwartych drzwi, który ośmielał się pouczać i straszyć konsekwencjami kraje mające czelność przeciwstawić się temu szaleńczemu projektowi, poprzez odrzucenie idei kwotowego przyjmowania imigrantów. Teraz wiem jedno – „Król Europy” jest nagi i bezradny. Ten człowiek, od pamiętnej soboty 23 kwietnia 2016 r., kiedy wygłosił kompromitującą dla siebie kwestię o tym, że nikt nie ma prawa pouczać Turcji w sprawie tego, co powinna zrobić, sam nie zrobił dosłownie nic. Półtora roku nieróbstwa absolutnego za nieziemską gażę.

Jak nie wrócić w tym miejscu do niedawnej propozycji Jeana-Claude’a Junckera, który przebąkiwał coś o konieczności połączenia stanowisk szefów Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej? Miłośnikiem Junckera raczej nie jestem, ale tutaj zgadzam się z nim w pełni – nawet w Brukseli usługi szatniarskie nie kosztują tyle, co utrzymanie Tuska z całą jego świtą, więc można tę ekipę posłać na zieloną trawkę, bez najmniejszej szkody dla dalszego funkcjonowania chaosu i bałaganu, szumnie zwanych europejską administracją. Mam nadzieję, że przewodniczący Komisji Europejskiej był w dobrej kondycji podczas kolacji roboczej z przywódcami Grupy Wyszehradzkiej, która z polskiego punktu widzenia może okazać się ważniejsza niż samo posiedzenie RE. Tego wieczoru pan Jean-Claude wyglądał całkiem nieźle, co ukazuje wspólna fotografia polityków zrobiona przed posiłkiem.

Przeproszę Węgrów

Zrobienie wspólnej fotografii przed kolacją wskazuje na znajomość obyczajów Junckera przez otaczającą go ekipę i powszechną wiedzę o jego zamiłowaniu do trunków. Warto zwrócić uwagę, że od kilku tygodni Juncker staje się coraz bardziej aktywny w przestrzeni medialnej i publicznej, usuwając w cień mającego wręcz obsesję na punkcie Polski Fransa Timmermansa i deprecjonując słownie samego Tuska.

Moja teza jest niesprawdzalna, ale mogę pokusić się o chwilę zastanowienia, czy nie jest to spowodowane brakiem jasnych wytycznych z Berlina, gdzie Frau Bundeskanzlerin jest zaabsorbowana kleceniem kolejnej koalicji rządowej, nazwanej egzotycznie koalicją „jamajską”? Podczas kolacji miały być poruszone także sprawy związane z Nord Stream 2 oraz pracownikami delegowanymi, które są osią sporu w trójkącie Warszawa–Berlin–Paryż w bardzo różnych konfiguracjach. Można się domyślać, że zarówno premier Szydło, jak i pozostali przywódcy V4 przedstawili swój punkt widzenia oraz oczekiwania, a Juncker będzie swoistego rodzaju emisariuszem i namiastką mediatora, oczywiście w czasie wolnym od całowania po czole Sebastiana Kurza.

Całowany dziś po czole Sebastian Kurz, najmłodszy w historii kanclerz Austrii, jeszcze w czerwcu roku 2015, jako szef MSZ-etu wiedeńskiego rządu, straszył swojego madziarskiego odpowiednika Pétera Szijjártó poważnymi konsekwencjami za jednostronne wypowiedzenie tzw. regulacji dublińskiej, która nad Dunajem była interpretowana tak, że zaproszone przez Merkel kohorty uchodźców stają się generalnie problemem niewielkich Węgier. Czy Kurz pamięta tamten gorący czas, kiedy zdesperowani Węgrzy zaczęli na przekór całej Europie budować graniczne płoty, mające powstrzymać bezlitośnie napływającą falę syryjskich matek z dziećmi przebranych za młodych mężczyzn? Jeśli umknął on jego pamięci, to pragnę przypomnieć, że elekcję wygrał głównie dzięki deklaracjom rozwiązania problemu uchodźców i zaostrzenia polityki migracyjnej. Ciekaw jestem, czy posądzany wtedy o skrajny nacjonalizm i faszyzm Viktor Orbán doczeka się przeprosin? Jeśli nie, to ja ze swojej strony jestem gotów po raz kolejny przeprosić Węgrów za dzień 22 września 2015 r., „czarny wtorek” polskiej dyplomacji, kiedy to Teresa Piotrowska zagłosowała za kwotową relokacją imigrantów, łamiąc wcześniejsze ustalenia i obietnice złożone całej Grupie V4 oraz postępując wbrew przestrogom, jakie Jarosław Kaczyński wygłosił z sejmowej mównicy kilka dni wcześniej.

Babcia miała rację

Przestróg i rad Jarosława Kaczyńskiego należy słuchać, bo ten, kto ich nie słucha, kończy jak Kazimierz Marcinkiewicz, Roman Giertych czy Marek Migalski – na politycznym aucie, nudząc się i całymi dniami wpatrując tępym wzrokiem w wyświetlacz telefonu, bo być może zadzwonią ze stacji deklarującej głoszenie całej prawdy całą dobę z propozycją kilkunastominutowej chałtury. Przestrzegał w Sejmie prezes Kaczyński gabinet Ewy Kopacz przed przyjmowaniem uchodźców. Jego przemówienie przejdzie do historii i dziś już nikt go nie wyśmiewa ani z niego nie szydzi, jak wtedy – 16 września 2015 r.

Wtedy właśnie J. Kaczyński mówił o rzeczach dziś tak oczywistych dla metropolii Europy Zachodniej – strefach zamkniętych, do których prawa wstępu nie ma nawet policja, gdzie zachowania ludzkie regulowane są koranicznymi wersetami i okrutnym prawem szariatu. Mówił o chorobach i epidemiach, które zniknę?y ze Starego Kontynentu na początku ubiegłego stulecia, a które powróciły z uchodźczą falą. Gdzie są dziś ci, którzy wówczas gwizdali z sejmowych ław? W politycznym niebycie.

Polityczny niebyt powinien dosięgnąć również Donalda Tuska, który artykułuje dziś jedynie niezrozumiałe szerszej publiczności slogany o „Programie Przywódców”, powierza bezkrytycznie losy Europy w ręce satrapy Recepa Tayyipa Erdoğana i poza tym nie ma nic więcej do zaoferowania. Jeśli spojrzeć w oczy Tuska, to wyziera z nich bezbrzeżna pustka, której nie są już nawet w stanie zamaskować gesty, perfekcyjnie wytrenowane podczas Ostachowiczowej tresury, ze słynnym nonszalanckim poprawianiem mankietów koszuli na czele. Nie wiem, co przyniesie los, ale dziś zespół ludzki kierowany przez Tuska jest bezużyteczny i posługując się retoryką mojej ukochanej Babci: „szkoda im jeść dawać”. Howgh!

Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE