Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę

Pomysły na Unię idealną

Europa nie jest problemem, Europa jest rozwiązaniem problemu, zrehabilitujcie ją! – apeluje do eurokratów niemiecki historyk Björn Hacker. – Po blisko siedemdziesięcioletniej Odysei Europa pozostaje wciąż kontrowersyjna. Zarówno jako wielka idea, jak i czynnik kształtujący polityczną codzienność, ucieleśnia stan permanentnego niedokończenia – pisze prof. Wim van Meurs. – Nacjonalizm szerzący się w Europie można zwalczyć, tworząc ponadnarodową platformę digitalną – zapewnia Johannes Hillje. Zdaniem zaś byłego lidera Alternatywy dla Niemiec (AfD), Bernda Lucke, Unia jest potrzebna, ale powinna zajmować się tylko tymi problemami, z którymi nie mogą sobie poradzić rządy krajowe.

Proces walki o kształt Unii Europejskiej rozpatrywany w kategorii niekończącej się historii, digitalizacja jako recepta na nacjonalizmy i populizmy w UE , hasło „mniej rynku, więcej polityki” jako odpowiedź na kryzysy trawiące wspólnotę europejską. I to wszystkie jego odsłony, od brexitu po migracyjny. Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego na niemieckim rynku wydawniczym pojawiło się kilka ciekawych książek, których autorzy przyglądają się teraźniejszości i przyszłości Unii Europejskiej. Każda z nich wiele mówi nie tylko o kondycji samej Wspólnoty, ale i europejskich elit, które książki piszą. Może nawet ten drugi element jest bardziej intrygujący. 
Na tle wspomnianych nowości wydawniczych oryginalnie wypada propozycja Bernda Luckego, deputowanego do Parlamentu Europejskiego, założyciela AfD, który odciął się od swojego partyjnego dziecka, w momencie  gdy przerósł go jego radykalizm. Lucke jako praktyk, polityk znający od środka mechanizmy UE, w ciekawy, ale daleki od taniej sensacji sposób odsłania kulisy unijnych zmagań z kolejnymi kryzysami. Kryzysami, które zresztą jego zdaniem w większości przypadków, Unia Europejska sama sobie zafundowała.

UE w permanentnej budowie

Książka, a właściwie podręcznik „Die Unvollendete. Eine Geschichte der Europäischen Union” („Niedokończona. Historia Unii Europejskiej”), to wynik pracy zbiorowej sześciu holenderskich profesorów pod kierownictwem wykładającego na Uniwersytecie im. Radbouda w Nijmegen, Wima van Meursa. Motyw Unii Europejskiej jako wspólnoty w budowie nie jest nowy, już w lutym 2014 r. niemiecki politolog Wilifried Loth teoretyzował na ten temat w swojej książce „Zjednoczenie Europy. Niedokończona historia” (Campus Verlag). Loth, co ciekawe, mimo że dowodził, że proces integracji UE wciąż trwa, nie zawahał się napisać, że „Unia Europejska jest już federacją, tyle że żaden eurokrata nie zdobył się na odwagę, by ją w ten sposób oficjalnie nazwać”. W książce holenderskiej zamiast pewności co do tego, czym jest dzisiaj Unia Europejska, znajdziemy niepewność co do jej przyszłego kształtu. Zdaniem autorów jeszcze nigdy w historii UE wspólnotą nie targało tak wiele wątpliwości co do dalszego kierunku integracji. „Nie można wykluczyć nawet procesu dezintegracji” – czytamy. We wstępie van Meurs wymienia „siedem dylematów targających dzisiejszą UE”, jako najbardziej palący uznając dylemat: obywatele versus państwa, następnie kwestię stosunku międzyrządowości do ponadnarodowości, problem sprowadzany potocznie do „więcej versus mniej Europy”. Kolejne dylematy to: coraz bardziej zintegrowana na poziomie kompetencji zewnętrznych UE vs. reszta świata, tarcia między wspólnotową polityką zagraniczną a interesami poszczególnych państw, zazębianie się dynamiki rozszerzania UE i pogłębiania integracji, niezrozumiała często dla obywateli państw członkowskich rola instytucji europejskich (jako przykład pada PE), pytanie, czy Europa to solidna wspólnota wartości oparta na solidarności, czy jednak klub, w którym każdy zabiega wyłącznie o interes własnego państwa i wszystko podlega negocjacjom. Wymienione problemy są analizowane w kolejnych rozdziałach książki, autorzy chronologicznie podchodzą do każdego z nich. 

Niewątpliwym atutem tej książki jest jej podręcznikowy charakter. Zainteresowani znajdą tabelki z najważniejszymi dla dziejów wspólnoty datami i wydarzeniami, a w rozdziale poświęconym genezie UE – analizę idei proeuropejskich od czasu paneuropeisty Richarda Coudenhova-Kalergiego do dziś. W tym sensie publikacja może spokojnie służyć za pomoc studentom politologii, stosunków międzynarodowych itd. Za jej słabość można natomiast uznać sztampowe podejście do państw Europy Środkowo-Wschodniej obnażający brak wiedzy i zrozumienia dla zmian, jakie zaszły m.in. w Polsce i na Węgrzech w ostatnich latach. Bezrefleksyjne nazywanie rządów Victora Orbana i Prawa i Sprawiedliwości „rządami populistów” i przypisywanie im tendencji skrajnie eurosceptycznych jest podane niczym prawda objawiona – bez wchodzenia w szczegóły, bez pytań i tym razem bez dylematów. 

Zróbmy sobie europejską opinię publiczną!

Mniej podręcznikowo, bardziej publicystycznie, ale równie sztampowo w odniesieniu do naszej części Europy podchodzi do tematu Johannes Hillje. Ten 34-letni autor, ekspert think tanku „Das Progresive Zentrum”, który w poprzednich wyborach do PE był członkiem sztabu wyborczego Europejskiej Partii Zielonych, a później doradzał różnym organizacjom pozarządowym, wychodzi z propozycją na „integrację przez media”. Hillje patrzy na Europę przez internetowe okulary, jako spec od komunikacji dostrzegając właśnie w niej klucz do realizacji postulatu „więcej Europy”. 

Książka zaczyna się od cytatu niesłusznie przypisywanego Jeanowi Monnetowi, ale ustawiającego niejako jej całościowy przekaz. Chodzi o słowa: „Gdybym jeszcze raz mógł zacząć od budowy Europy, zacząłbym od kultury”. Dla Johanesa Hilljego kultura w nowoczesnym wydaniu powinna oznaczać wspólną płaszczyznę komunikacji opartą na paneuropejskiej, digitalnej platformie, działającej ponad mediami państw członkowskich UE, stanowiąca ogromny obszar informacyjny pozbawiony „efektu narodowej bańki informacyjnej”. Taka platforma miałaby być odtrutką na wszelkie „izmy”, ponieważ media państw członkowskich „konstruują kolektyw europejski na gruncie narodowych narracji”. Kolektyw europejski? Swoją drogą ciekawy dobór słów, bardzo na czasie, biorąc pod uwagę ostatnie postulaty szefa młodzieżówki socjaldemokratycznej Kevina Kühnerta, by skolektywizować niemieckie przedsiębiorstwa takie jak BMW. Wracając jednak do pomysłu ponadeuropejskiej platformy komunikacyjnej, jak to wszystko niby miałoby działać i czemu służyć? Okazuje się, że celem jest wyjście z bańki informacyjnej nadmuchanej przez tzw. narrację narodową i naszpikowaną fake newsami, jak wyjdzie się z takiej bańki, perspektywa zmienia się z narodowej na paneuropejską, znikają nacjonalizm, populizm i wszelkie myśli eurosceptyczne, a w ich miejsce rośnie nowa europejska świadomość. To oczywiście skrót dość szerokiego wywodu Johannesa Hiljego na temat przyszłej „platformy Europa”, nośnika telewizji, portali informacyjnych, źródła newsów tekstów śledczych i portalu społecznościowego w jednym, a wszystko to podane i napisane w 24 językach państw członkowskich UE. I w tej koncepcji nie mogło zabraknąć odniesień do Polski i Węgier, które w książce są przedstawiane w sposób typowy dla zachodnioeuropejskich autorów z kręgów liberalno-lewicowych, czyli jako kraje rządzone mocną, autorytarną ręką, bliskie dyktatury i kneblujące wolność słowa. Mały przykład: „Platforma Europa stanowiłaby gwarancję wolności słowa i prasy w Europie, nawet jeżeli w ramach narodowych byłyby one ograniczane lub zagrożone. Pomogłaby Europie w forsowaniu wspólnych wartości niezależnie od większości rządowych w państwach. Nie zapominajmy: Węgry to nie Orban, a Polska to nie Kaczyński. Poparcie dla UE jest w tych krajach nadal wysokie, na ulicach odbywają się masowe demonstracje przeciwko ograniczającym swobody reformom. Kanały internetowe odrywają tu ogromną rolę. Trudno sobie wyobrazić czarny protest w Polsce czy krytyczne wobec rządu wiadomości na Węgrzech bez udziału internetu. Kiedy w czasie arabskiej wiosny, częściowo słusznie, a częściowo przesadnie, wychwalano demokratyczne korzyści wynikające z globalnej sieci, mało kto pomyślał, że już niebawem w samej Europie ta sieć stanie się jednym z najważniejszych narzędzi informacji i organizowania się demokratycznych sił przeciwko autorytarnym rządom. A dzisiaj to europejska rzeczywistość” – pisze autor książki. Podsumowując: odpowiedzią na kryzys UE jest paneuropejskie medium odcięte od rzeczywistości państw członkowskich uznawaną za szkodliwą narrację narodową. Medium to ma być zhomogenizowane w przekazie i nieczułe na polemikę wokół drażliwych tematów europejskich. A straszenie Orbanem i prezesem PiS ma mieć oczywiście działanie mobilizujące wszystkich fanów wolności słowa. Gramsci by tego lepiej nie wymyślił.

Duch Monneta, szczypta Macrona

Profesor Björn Hacker, specjalista od europejskiej polityki gospodarczej, uważa, że Europa powinna w końcu wyjść z roli kozła ofiarnego i zostać zrehabilitowana jako odpowiedź na nawarstwiające się kryzysy, a nie ich prowodyr. Przy czym Hacker sięga do remedium z lat 80. XX w. z państw skandynawskich i hasła „Politics against Markets”, które jego zdaniem wymagałoby jednak pewnej korekty w stronę „European Politics against global Markets”. – Kampanię do wyborów europejskich 2019 r. powinna zdominować myśl, w jaki sposób wcielić to hasło w życie, a nie dywagacje na temat tego, czy Europy powinno być mniej czy więcej – pisze ekspert. Hacker ma własną wizję przezwyciężenia kryzysów w UE, jest zdania, że zainicjowana przez Angelę Merkel metoda doraźnego gaszenia kolejnych pożarów już się zużyła i Europa potrzebuje planu, ale w tym planie peryferyjna pozostanie na przykład kwestia tego, czy Unia ma być sojuszem suwerennych państw, czy jednym tworem quasipaństwowym. Autor tłumaczy, że powrót do lat 60. i roli państw narodowych w UE jest niemożliwy i bardziej przystająca do nowych wyzwań jest koncepcja integracji wspólnotowej Jeana Monneta niż snucie wizji o wielkiej reformie Unii. Hacker jest zwolennikiem unii monetarnej, postuluje ujednolicenie systemów socjalnych we wszystkich państwach UE i wprowadzenie pensji minimalnej wynoszącej 60 proc. średniej pensji krajowej. Duch Emmanuela Macrona stale unosi się nad tą książką. W warstwie tematycznej dotyczącej Europy Środkowo-Wschodniej i Polski Hacker nawiązuje m.in. pobieżnie do sporu wobec ustawy o IPN, by za chwilę przejść do rewanżyzmu historycznego Alternatywy dla Niemiec. Absurdalny zabieg, ale najwidoczniej pasował autorowi do koncepcji.

Staroświecki pan Lucke

Unia jest potrzebna, ale powinna się zajmować tylko tymi problemami, z którymi nie mogą sobie poradzić rządy krajowe – ten staroświecki pogląd wydaje się przywoływać czasy ojców założycieli. Tymczasem głosi go polityk współczesny i twórca jednej z ciekawszych diagnoz kryzysu niemieckiej polityki europejskiej, jakie ukazały się przed wyborami. 

Bernd Lucke, autor książki „System Ausfall. Europa, Deutschland und die AfD: Warum wir von Krise zu Krise taumeln und wie wir den Problemstau lösen“ (Awaria systemu. Europa, Niemcy i AfD. Dlaczego odbijamy się od kryzysu do kryzysu i jak radzimy sobie z kolejnymi problemami) jest ekonomistą, wykładowcą Uniwersytetu w Hamburgu i posłem do Parlamentu Europejskiego z frakcji EKR. Rocznik 1962, specjalista od zagadnień makroekonomicznych z doświadczeniem akademickim niemieckim i amerykańskim, pracował również dla instytucji międzynarodowych. Był też członkiem zespołów przygotowujących założenia transformacji ekonomicznej byłej NRD. Te doświadczenia zaowocowały m.in. analizą prywatyzacji we wschodnich landach. Lucke przez trzy dekady należał do CDU. Wystąpił w roku 2012 w proteście przeciw polityce ratowania strefy euro. Należał do założycieli i pierwszych liderów Alternatywy dla Niemiec. W imieniu AfD został eurodeputowanym. Odszedł z AfD w 2015 r., nie akceptując jej ewolucji w stronę partii skoncentrowanej na hasłach antyimigranckich i narodowych. Obecnie kieruje niewielkim ugrupowaniem o nazwie Liberalno-Konserwatywni Reformatorzy, a w Parlamencie Europejskim należy do frakcji EKR. Polscy czytelnicy mogli w 2016 r. przeczytać wywiad z nim w na łamach „Gazety Polskiej”, w którym ostro skrytykował francusko-niemieckie plany ściślejszej integracji. Niedawno wystąpił we wspólnym programie Interii i Deutsche Welle. Oświadczył tam między innymi, że niemieckie media stronniczo i nieobiektywnie relacjonują sytuację panującą w Europie Środkowej, praworządności w Polsce można się przyglądać, skoro ktoś ma wątpliwości, lecz ten sam zapał powinien obowiązywać wobec Hiszpanii, europejska armia to mrzonki, a propozycje Macrona są po prostu rozczarowujące.

Książka hamburskiego ekonomisty jest diagnozą europejskiego i niemieckiego kryzysu, ale też zapisem drogi politycznej i intelektualnej, która do sformułowania tej diagnozy doprowadziła. Zdaniem autora jedną z przyczyn obecnego stanu jest nie tyle niemieckie dążenie do dominacji, co włączenie do europejskiej agendy zbyt wielu zadań. Nieefektywna i mało elastyczna struktura europejskich instytucji nie może i nie potrafi im sprostać. Stąd postulat w duchu starego dobrego konserwatywnego liberalizmu (Lucke wolałby chyba mówić po prostu o zdrowym rozsądku), aby odchudzić ponadnarodową strukturę i tam, gdzie to możliwe, rozwiązywać problemy na poziomie narodowym. Odchudzić nie znaczy likwidować. Niemiecki ekonomista nie kwestionuje sensu istnienia Unii, nie ma tu też „karolińskich” marzeń o powrocie do klubu bogatych ani uznania dla protekcjonistycznych pomysłów Francji. Unia musi się ograniczyć, aby przetrwać, a państwa narodowe nie są przeżytkiem, tylko istotą demokracji. To pragmatyczne podejście widać w podejściu do poszczególnych zagadnień. Analizując brexit, Bernd Lucke nie koncentruje się – jak wielu modnych autorów – na fake newsach i całej tej narracyjnej stronie polityki, tak uwielbianej przez niektórych polskich komentatorów. Spokojnie analizuje kolejne błędy Camerona, wylicza przyczyny niechęci Brytyjczyków wobec dalszej integracji i wskazuje na krótkowzroczność eurokratów. Podobnie w sprawie kryzysu strefy euro – kraje muszą mieć możliwość jej opuszczenia, w przeciwnym razie ich gospodarki pójdą na dno, a kolejne miliardowe plany ratunkowe pomogą przykryć skutki kryzysu, lecz nie sięgną przyczyn. Ciekawy jest też opis ewolucji AfD. Miała być konserwatywną odpowiedzią na błędy Angeli Merkel. Spotkała się ze zmasowanym atakiem mediów i oskarżeniami o nacjonalizm i wszelkie skrajności. I taką się stała. Skrzydło umiarkowane zostało zmarginalizowane, rząd dusz przejęli politycy o nastawieniu narodowym i antyimigranckim. Można powiedzieć, że system stworzył takiego przeciwnika, jakiego chciał mieć.

Zagadnień poruszanych w książce jest więcej, a wizja przetrwania – mimo wszystko – pociągająca. Bernd Lucke, praktykujący członek Kościoła ewangelicko-reformowanego, kończy odwołaniem do Biblii. Pytanie, czy takie odwołania są dla niemieckich konserwatystów tylko ozdobnikiem, czy jednak czymś więcej.


Björn Hacker, „Weniger Markt, Mehr Politik“, Verlag J.H.W. Dietz, Bonn, 2018
Johannes Hillje, „Plattform Europa“, Verlag J.H.W. Dietz, Bonn, 2019
Wim van Meurs, „Die Unvollendete. Eine Geschichte der Europaeischen Union“ , Verlag J.H.W. Dietz, Bonn, 2018
Bernd Lucke, „Systemausfall: Europa, Deutschland und die Afd: Warum Wir Von Krise Zu Krise Taumeln und wie wir den Problemstau Loesen“, FBV, München, 2019 

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE