Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jakub Maciejewski
19.05.2026 22:36

Telewizja Republika a ludzie poczciwi

Wedle danych Res Futura Data House ponad 95 proc. reakcji w polskich mediach społecznościowych wyrażało solidarność z Telewizją Republika, a tylko 5 proc. podtrzymywało wersję władzy, że służby zachowują się profesjonalnie i nie mamy do czynienia z prowokacją. Atak na naszą telewizję odbił się więc szerokim echem i dotarł nawet do tych Polaków, którzy nie interesują się polityką.

Operacja wyłączenia Telewizji Republika weszła w nową, ale nieostatnią fazę. Próbowano więc sądownie odebrać nam koncesję, starano się nas ośmieszyć kampanią dezinformacji, obniżyć status zawodowy dziennikarzy, zniekształcić nasz wizerunek typowym w III RP przemysłem pogardy. Zniesławianie w debacie publicznej przekroczyło granicę medialnych komentarzy i weszło do instytucji władzy – naszych reporterów nie wpuszczano na konferencje prasowe rządu, a rzecznik Rady Ministrów prowadzi podczas swoich oficjalnych wystąpień kampanię ataków na Republikę. 

Obecny etap polega już na wkraczaniu funkcjonariuszy do biur i mieszkań najważniejszych osób stacji i dezawuowaniu naszego oburzenia. Akcja więc się nasila i rozwija, i zapowiada dalsze epizody już w ostatnich godzinach ujawniono, że na numery telefonów kancelarii prawnej Sławomira Mentzena i prywatny numer prof. Sławomira Cenckiewicza dochodziły dziwne i niepokrywające się ze stanem faktycznym „zamówienia” pizzy o różnych porach dnia. Nękanie przeniesione prosto z dawnych głuchych telefonów z SB. Kolejne preteksty mogą posłużyć wkroczeniu do samej stacji i być może przerwaniu nadawania sygnału – wtedy rozegra się kluczowa walka o wolność słowa w Polsce, a osobista obecność setek tysięcy widzów w Warszawie będzie jedynym warunkiem wygranej. Sytuacja znowu będzie wymagać pospolitego ruszenia, bezpośredniego obywatelskiego zaangażowania, choć nie po to się buduje struktury państwowe, by na koniec wyręczać policję z ochrony prawa, bronić swobód w zastępstwie za rzecznika praw obywatelskich i monitorować działalność wrogich służb, jakby nie płaciło się podatków na wywiad i kontrwywiad RP.

Fala oburzenia 

Niech nas jednak nie zwiedzie masowe oburzenie na prowokacje wobec Republiki. Monitoring internetu jasno wykazał, że opinia publiczna niemal jedno­głośnie opowiada się przeciwko tej odsłonie ataków na stację, a głos w obronie prezesa Sakiewicza zabrali nawet politycy koalicji rządzącej, tacy jak np. posłanka Anna Maria Żukowska z Nowej Lewicy. Solidarność z Republiką wyrazili Kanał Zero i dziennikarze z różnych redakcji, a także liczne głosy internautów, z których możemy się dowiedzieć o ich sceptycyzmie wobec stacji z jednej strony, ale też o kategorycznej niezgodzie na prowokacje z drugiej. Głosy oburzenia nie muszą jednak przełożyć się na prawdziwe działania w obronie wolności słowa. 

Szydercy będą bili brawo nawet najbardziej ordynarnym akcjom Marcina Kierwińskiego, a tłumy dziś oburzonych jutro machną ręką – będziemy zdani tylko na siebie. To są te same tłumy, co nie lubią Donalda Tuska, ale głosują na jego koalicjantów, te same tłumy, co wiedzą o niemieckiej okupacji, ale nie chcą walczyć o reparacje, które krytykują PRL, ale nie przeszkadza im PRL-owiec Włodzimierz Czarzasty na czele Sejmu, to są po prostu ludzie poczciwi z ich największym świętym patronem – świętym spokojem. Mamy do czynienia z falą oburzenia na rządowe prowokacje, ale – jak to z falami bywa – one przychodzą, robią wrażenie, a potem rozpływają się w codzienności. 95 proc. internetowych obrońców Republiki nie oznacza nawet 1/3 realnych obrońców wolności słowa.

Choć słowo „poczciwiec” ma pozytywne konotacje, to w polskich realiach nieraz dostrzegano w postawie „poczciwca” prawdziwe niebezpieczeństwo, ba, nawet wrogość. Władysław Reymont, opisując nastroje insurekcji kościuszkowskiej, zawarł w powieści „Rok 1794” mały traktat przeciwko osobom poczciwym. „Człowiek poczciwszy to najniebezpieczniejszy z tyranów – pisał noblista. – »Poczciwy człowiek« nie sprzeciwi się niczemu przez poczciwość: bowiem warcholstwo uważa za tężyznę; przemoc i zbrodnię wytłumaczy krewkością; nikczemność – swobodą przekonań; oczywistą zdradę – rozumem in statu. Wszystko taki wyrozumie akuratnie i machnie ręką, byle jeno dali mu zażywać spokoju i nie tykali jego przywilejów! Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek – to jego święte przykazanie” – te słowa włożył w usta jednego z bohaterów powieści nasz znakomity autor. W dobie rozgrywki o przyszłość Polski, jak wówczas, po II rozbiorze, masa polska raczej wolała się opowiedzieć po stronie silniejszego, czasem więc mile zerkała ku Kościuszce, a potem jednak szanowała silną rosyjskimi bagnetami targowicę. „Uderz kijem – spęcznieje; strzelisz – kula utonie bez śladu; przejedziesz sztychem – jakbyś szył powietrze” – grzmiał Reymont. Dalej opisuje jakby szerokie grono wyborców mitycznego centrum, tych, co nie lubią Łukaszenki za jego metody, ale łukaszenkowskie metody Tuska im nie przeszkadzają. „Człowiek poczciwy czuwa nad wszystkim, troska się, boleje, rzewnie płacze, lecz niczemu nie zapobieży, bowiem poczciwość wzbrania mu uczynić przykrość choćby oczywistemu zdrajcy. Przekonałeś go do sprawy, zaprzysięgnął postąpić wedle sumienia i powinności – cóż, kiedy w pół godziny potem to samo przyobieca twojemu adwersarzowi” – ostrzegał powieściopisarz.

Odnotować, ale nie liczyć

Francuzi byli bardziej dosadni – ludzi o chwiejnych poglądach i tych, którzy za swoje – miałkie zresztą – wartości nie oddaliby ani kropli potu czy krwi, nazywali „bagnem”, u nas zaś dobrotliwie określa się ich „poczciwymi”. Reymont napisał te słowa w sytuacji, gdy kontrolowana przez Moskali Rzeczpospolita szykowała się do powstania Kościuszki i historia wymagała od Polaków mobilizacji, konsolidacji i zaangażowania. Patrioci mieli naprzeciw siebie poważniejsze siły zaborców, ale wokół siebie niepewne społeczeństwo, o które trzeba było zabiegać, by zechciało łaskawie bić się o własny interes. Jakiż to wieczny polski problem – raz zagłosują na Janusza Palikota, raz na Ryszarda Petru, potem na Szymona Hołownię, czasem się ich zwabi do obozu niepodległościowego, ale gdy poczują, że tu jest ciężko, zmagania o Polskę kosztują, trzeba iść pod prąd i dostawać razy, znajdą wygodny pretekst, by pójść do tych, co oferują spokój, choć kosztem suwerenności kraju. Choć więc należy się cieszyć, że alarm, który podniósł prezes Tomasz Sakiewicz, przebił się przez wszystkie bańki informacyjne, docierając do internautów o najróżniejszych poglądach, choć warto odnotować, że medialna orka na ugorze społecznej apatii i hejtu przynosi konkretne plony, to w ostatecznym rachunku liczyć możemy tylko na siebie i na własne siły. 
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE