Chodzi oczywiście o proces szczepienia obywateli państw UE. Zdaniem Ursuli von der Leyen, przebiega on imponująco. W wypowiedziach medialnych mówiła o liczbie 12 mln zaszczepionych osób, wskazując, że wszystko odbywa się w sposób modelowy. Wydaje się, że jest ona jedną z niewielu osób, które tak uważają. Jeśli przyjrzeć się danym, okazuje się, że państwa UE ze średnią około 3 osób zaszczepionych na każde 100 plasują się daleko za krajami takimi jak Izrael, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, USA czy Wielka Brytania. Zwłaszcza wskaźniki tempa szczepień tego ostatniego państwa wywołały ostatnio polityczne napięcie wewnątrz UE. Jak się dowiedzieliśmy, z początkiem stycznia producenci szczepionek zapowiedzieli opóźnienia w dostawach preparatów dla państw UE. Instytucje unijne obarczyły za to odpowiedzialnością same firmy farmaceutyczne, m.in. firmę Astra Zeneca. Kiedy jednak jej szef udzielił wywiadu gazecie „Republica”, okazało się że… postępuje on zgodnie z umową. Powiedział, że UE chciała otrzymać mniej więcej to samo w tym samym czasie, co Wielka Brytania. Tyle tylko, że Wielka Brytania podpisała umowę 3 miesiące wcześniej, więc prezes firmy wynegocjował, że w umowie znajdą się nie sztywne zobowiązania co do terminów, lecz jedynie wskazania, że będą „dokładać najlepszych starań”, aby szczepionki trafiły do UE o czasie.
Wypowiedź wywołała żądanie ujawnienia umowy. Po jej ujawnieniu okazało się, że faktycznie rację miał prezes Astra Zeneca, a Unia była spóźniona. Świadczy o tym również upubliczniony niedawno list ministrów zdrowia Niemiec, Francji, Włoch i Niderlandów w sprawie wspólnych zakupów szczepionki. Kiedy ten list został wystosowany (czerwiec 2020 roku), konkurenci Unii byli już po dokonanych zakupach i czekali jedynie na dostawę. Cała ta sytuacja podważa przeświadczenie samych unijnych urzędników co do ich skuteczności. Brytyjski „Spectator” zaznaczył, że kompromituje to wizję Unii jako projektu technokratycznego – urzędnicy może nie są wybierani w demokratycznych wyborach, ale za to są zabójczo skuteczni. Przy tej sprawie okazało się, że ani nie są wybierani demokratycznie, ani nie są skuteczni. Z kolei szef działu politycznego niemieckiego „Bilda”, w wypowiedzi na łamach brytyjskiego „The Time” wyciąga wnioski czysto personalne. Twierdzi, że za kryzys szczepionkowy odpowiada sama von der Leyen. Z naszej perspektywy dzisiejsze tłumaczenia wyglądają kuriozalnie, biorąc pod uwagę, czym zajmowała się UE w czasie, kiedy powinna kupować szczepionki i negocjować warunki ich dostawy. W kwietniu komisarze i unijni urzędnicy zajęci byli krytyką wyborów w Polsce, a Parlament Europejski raz po raz pochylał się nad stanem praworządności w naszym kraju. Skoro głównym problemem politycznym dla KE w roku 2020 były kwestie nieistniejących stref LGBT w Polsce, o których mówiła w orędziu o stanie Unii szefowa KE, to nic dziwnego, że zabrakło czasu, aby skutecznie i odpowiednio wcześnie przeprowadzić zakupy. Sprawy szczepionek dotyczą fundamentalnego bezpieczeństwa w Unii Europejskiej.
I to nie w wymiarze politycznym, lecz czysto fizycznym. W tej kwestii Unia zawiodła, podobnie jak zawodzi również w wielu innych. Warto przy tej okazji przytoczyć jeszcze jeden komentarz do tej sytuacji, bo obrazowo oddaje on sedno problemu. Jego autorem jest zastępca redaktora naczelnego „Breitbart News” Jack Montgomery. Porównał on zachowanie Europy do pijanego klienta McDonalda, który o 2:30 w nocy zamiast zamawiać jedzenie, awanturuje się przy kasie zdzwiony, że wszyscy inni zostali obsłużeni przed nim.